Mam wrażenie, że producenci przez lata sprzedawali nam osobne urządzenie do każdej zachcianki, a teraz zaczynają dyskretnie porządkować ten bałagan. IKEA robi to po swojemu – wprowadza kompaktowy multicooker TILLREDA, który kosztuje w Polsce 399 zł i ma obsłużyć sporą część codziennego gotowania.
Mały sprzęt na problem, który urósł razem z kuchennym AGD
TILLREDA wygląda jak urządzenie stworzone dla mieszkań, w których każdy centymetr blatu jest już czymś zarezerwowany. Ma 21,6 cm wysokości i 25 cm średnicy, więc zajmuje mniej miejsca niż wiele popularnych frytkownic beztłuszczowych. W środku znajduje się garnek o pojemności 3 l, choć realna pojemność użytkowa wynosi 2 l. Do zestawu dołączono również wkład do gotowania na parze, a zdejmowana pokrywa powinna ułatwić późniejsze porządki.
Ta pojemność od razu ustawia produkt w konkretnym miejscu. To sprzęt dla jednej lub dwóch osób, małej rodziny gotującej niewielkie porcje albo kogoś, kto potrzebuje dodatkowego urządzenia podczas remontu kuchni. W akademiku, kawalerce czy domku letniskowym może mieć więcej sensu niż kolejny duży garnek i osobna płyta. Przy czteroosobowym obiedzie szybko pojawi się jednak pytanie, czy dwóch litrów nie trzeba będzie traktować jak kulinarnej gry w Tetrisa.
Czternaście programów brzmi imponująco, ale warto czytać je uważnie
Urządzenie oferuje 14 trybów. Na panelu znajdziemy między innymi gotowanie ryżu, wolne gotowanie, smażenie i podsmażanie, gotowanie na parze, pieczenie, gotowanie w wodzie, przygotowywanie zup, gulaszu, owsianki i jogurtu. Jest też program wyrastania ciasta, funkcja podtrzymywania temperatury oraz tryb ręczny, w którym można samodzielnie ustawić czas i temperaturę. Obsługa odbywa się za pomocą mechanicznych przycisków i wyświetlacza LED.

Lista jest długa, lecz określenie konkurent Instant Pota wymaga małej gwiazdki. TILLREDA nie ma programu gotowania pod ciśnieniem, obecnego w wielu modelach Instant Pot. Nie zastąpi też air fryera – wśród dostępnych trybów nie znajdziemy funkcji smażenia gorącym powietrzem. IKEA wyraźnie zaznacza również, że urządzenie nie nadaje się do smażenia w głębokim oleju. Bliżej mu do rozbudowanego ryżowaru i wolnowaru, który potrafi podsmażyć składniki, ugotować zupę, przygotować jogurt i pomóc przy cieście.
I właśnie taka uczciwa definicja bardziej mnie przekonuje. W kuchni rzadko potrzebujemy czternastu całkowicie odmiennych maszyn. Częściej przydaje się jedno urządzenie, w którym można rano zrobić owsiankę, po południu ugotować ryż, a wieczorem zostawić gulasz na spokojnym programie. TILLREDA wygląda na sprzęt pomyślany wokół codziennych potraw, a nie efektownych eksperymentów wykonywanych dwa razy po zakupie.
IKEA dobrze rozumie mieszkańców małych przestrzeni
Seria TILLREDA od dawna skupia się na przenośnych i kompaktowych urządzeniach, takich jak niewielkie płyty indukcyjne, mikrofalówki czy lodówki. Multicooker pasuje do tej koncepcji niemal podręcznikowo. Można go postawić na stole, schować po użyciu do szafki i uruchomić tam, gdzie dostępne jest gniazdko. Silikonowe nóżki stabilizują urządzenie, a wyświetlacz pokazuje temperaturę oraz czas pozostały do końca programu.

Coraz częściej widzę, że mała kuchnia przestaje być traktowana jak gorsza wersja pełnowymiarowej. Powstają sprzęty projektowane specjalnie dla singli, par, wynajmowanych mieszkań i ludzi, którzy po prostu nie gotują dla pułku. Przez lata pojemność była jednym z głównych argumentów sprzedażowych. Teraz równie ważne staje się to, czy urządzenie można łatwo przestawić i czy nie zajmie połowy roboczego blatu.
Jest w tym pewna zmiana myślenia o domu. Duża kuchnia z wyspą nadal świetnie wygląda na zdjęciach, lecz wiele codziennych posiłków powstaje w pomieszczeniach, gdzie drzwi lodówki niemal spotykają się z krzesłem. Sprzęt powinien pasować do prawdziwych mieszkań, a nie wyłącznie do katalogowych wnętrz, w których nikt nigdy nie zostawia kubka w zlewie.
Cena 399 zł może być jego najmocniejszym argumentem
Na polskim rynku TILLREDA kosztuje 399 zł. W tej cenie otrzymujemy 14 programów, wkład do gotowania na parze, ręczną regulację parametrów i 2-letnią gwarancję. Urządzenie nie będzie odpowiednie dla osób szukających gotowania ciśnieniowego, ogromnej misy ani chrupiących frytek przygotowanych gorącym powietrzem. Trudno jednak oczekiwać pełnego zastępstwa kilku rozbudowanych sprzętów w urządzeniu kosztującym mniej niż wiele markowych air fryerów.

Mam wrażenie, że sukces TILLREDY będzie zależał od czegoś znacznie prostszego niż liczba programów. Liczy się to, czy użytkownik zacznie po nią sięgać kilka razy w tygodniu. Jeżeli rzeczywiście ugotuje ryż bez pilnowania, pozwoli podsmażyć cebulę przed duszeniem i przygotuje porcję zupy bez zajmowania kuchenki, 399 zł może okazać się rozsądnym wydatkiem. Jeśli skończy jako kolejny czarny walec wyjmowany z szafki raz na miesiąc, nawet niska cena nie uratuje zakupu.
IKEA dobrze wyczuła moment. Po latach fascynacji urządzeniami do pojedynczych zadań coraz więcej osób chce odzyskać kuchenny blat. TILLREDA nie rozwiąże wszystkich kulinarnych problemów, ale może uporządkować kilka najczęstszych. Czasem właśnie tyle wystarczy, by nowy sprzęt został w codziennym użyciu dłużej niż pierwsze dwa tygodnie.
