Stalin był z pochodzenia Polakiem – synem Przewalskiego, tego od konia. Ile razy zdarzyło nam się przeczytać lub usłyszeć o tej, od lat powtarzanej, pogłosce? A ile w niej prawdy? Po pierwsze, czy Mikołaj Przewalski faktycznie był Polakiem? Po drugie – i najważniejsze – czy Józef Stalin był jego synem? Czy jeden z największych zbrodniarzy w historii, mający na rękach krew Polaków, sam odziedziczył geny po podróżniku z polskim rodowodem?

Korzenie rodziny Przewalskich są dobrze udokumentowane. Wiadomo, że ród ten wywodzi się od Onisima Przewalskiego (Parowalskiego). Z dokumentów zachowanych w Archiwum Narodowym Białorusi w Mińsku wynika, że jego synowi Kornile król Stefan Batory nadał (lub jednoznacznie potwierdził) godność szlachecką i herb Napięty Łuk. Stało się to w roku 1581, w dowód uznania zasług rotmistrza Przewalskiego w wojnie z Moskwą. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy był to ród rdzennie polski. W końcu jego protoplaści posługiwali się wschodniosłowiańskimi imionami Onisim (Anizy) czy Korniło (Kornel). O niczym to jednak nie przesądza. Takie przypadki zdarzały się na Kresach. Poza tym, jak wskazują genealodzy, Przewalscy wywodzili się prawdopodobnie z miejscowości Przewały w okolicach Chełma. Ofiarnie walczyli też dla dobra Polski pod Połockiem czy Wielkimi Łukami, za co doczekali się królewskiej nagrody.

Po kilku pokoleniach część rodziny przeszła (a być może wróciła) na prawosławie, zmieniły się też geopolityczne realia. I tu pojawia się pytanie już nie o polskie korzenie rodziny Mikołaja Przewalskiego – które w świetle wspomnianych faktów wydają się oczywiste – ale o jej przywiązanie do polskości. Dziadek podróżnika walczył w carskim wojsku przeciw Wielkiej Armii Napoleona. Ojciec Michał znalazł się – przynajmniej oficjalnie – w szeregach rosyjskich jednostek, które tłumiły powstanie listopadowe. A sam Mikołaj, urodzony w 1839 r., podczas studiów w Akademii Sztabu Generalnego w Petersburgu zgłosił się na ochotnika do walki przeciw powstaniu styczniowemu! Czy to nie mówi samo za siebie?

„Przewalski sam się zgłosił, bo nie chciał zdawać egzaminów końcowych. A podczas powstania dekował się!” – tłumaczy prof. Zbigniew Wójcik, specjalista od historii nauk przyrodniczych z Polskiej Akademii Nauk. Z kolei w książce „Zdobywca Azji”, obszernie opisującej życie Mikołaja Przewalskiego, Jan Ciechanowicz zaznacza, że wykładowcy i studenci z Petersburga z podejrzliwością patrzyli na młodzieńca o polsko brzmiącym nazwisku. Właśnie dlatego Mikołaj zdecydował się pojechać „walczyć” z powstańcami. Nie wiadomo jednak, czy oddał do nich choć jeden strzał. Wiadomo natomiast, że dużo czytał i często – w cywilnym ubraniu – polował na kaczki. Właśnie podczas jednej z takich wypraw omal nie został wzięty do niewoli przez powstańców. Choć tego uniknął (ponoć dzięki polsko brzmiącemu nazwisku), chwilę później wpadł w ręce... carskiego patrolu. Ten wpakował cywila, najwyraźniej wyglądającego na Polaka, do celi. Nic dziwnego, że Przewalski wziął wkrótce kilkumiesięczny urlop ze swojego Pułku Połockiego i wrócił do rodzinnego majątku na Smoleńszczyznę.

W POLSKIM TOWARZYSTWIE


Jeszcze w 1864 r. Mikołaj Przewalski został oficerem dyżurnym, bibliotekarzem oraz nauczycielem historii i geografii w szkole kadetów w Warszawie. Rozwijał przy tym swoje zainteresowania naukowe. Poznał polskich naukowców – m.in. kustosza gabinetu zoologicznego Szkoły Głównej Władysława Taczanowskiego. Dyskutował z nim, a potem przez lata go odwiedzał i wzbogacał jego kolekcję okazami ze swoich słynnych wypraw. Jak się one zaczęły? Pierwszy krok uczynił sam Przewalski, marzący o dalekich podróżach. W 1868 r. przeniósł się do Irkucka. Tamtejszy szef sztabu generał Bolesław Kukiel był z pochodzenia Polakiem. Odkomenderował on pełnego zapału Mikołaja na pierwszą ekspedycję – do Kraju Ussuryjskiego.

W następnych latach Przewalski dokonał niesamowitych odkryć w Azji Środkowej i Wschodniej. Sprecyzował położenie licznych pasm i jezior górskich, opisał pustynię Gobi, zebrał tysiące eksponatów botanicznych i zoologicznych, odkrył dzikiego konia i inne gatunki. Jan Ciechanowicz, który przez dwanaście lat pracował nad książką poświęconą podróżnikowi (wertując dokumenty m.in. w Moskwie, Petersburgu, Kijowie, Mińsku i Wilnie), podkreśla, że Przewalski stoi w szeregu wielkich podróżników XIX w. u boku takich sław jak Livingstone, Stanley, Bellingshausen czy Humboldt

Podczas swoich wędrówek przebył ponad 33 tys. km. Choć niesamowicie silny, zmarł nieoczekiwanie w 1888 r. w Karakoł (do niedawna Przewalsk, leżący w Kirgistanie) podczas przygotowań do kolejnej wyprawy. Prawdopodobną przyczyną zgonu był tyfus brzuszny, którego podróżnik nabawił się po wypiciu wody z bagiennego źródła. Przed śmiercią podyktował swoją biografię polskiemu współpracownikowi Wsiewołodowi Raborowskiemu. Często wspominał w niej o związkach z prawdziwą ojczyzną. „Oczywiście biografia ukazała się w Rosji i zaraz ją zafałszowano, a polonica wygubiono. W Polsce przed wojną została wydana pełna wersja” – zaznacza prof. Wójcik.

Okazuje się, że wielką sympatią darzyli Mikołaja Przewalskiego polscy uczeni w Rosji. Towarzyszyli mu w wyprawach, wspominali o nim w listach, cieszyli się uzyskanymi od niego eksponatami. Prof. Wójcik zwraca uwagę na pewien istotny szczegół. „Wszyscy Przewalscy bardzo dbali o to, aby nie zmieniać nazwiska. Pozostali przy pisowni trudnej do wymówienia dla Rosjan. Aby nie stracić polskiego szlachectwa, utrzymywali ją. Mikołaja Przewalskiego chciano zmusić do zmiany, ale nie dał się” – opowiada.

TOTALNA KRYTYKA AZJATYCKIEJ NATURY