Kalifornia, rok 1921. Nauczyciele szkół w całym stanie proszeni są o wytypowanie najzdolniejszych uczniów. Do wybranych dzieci przyjeżdżają psychologowie, by poddać je testom na inteligencję. Ostatecznie powstaje grupa 1470 osób. Wszystkie mają iloraz inteligencji powyżej 140, w niektórych wypadkach niemal 200. Armia geniuszy, wyselekcjonowanych dzięki metodom naukowym. Staną się przedmiotem jednego z najsłynniejszych eksperymentów psychologicznych w dziejach. Czy zmienią losy świata?

Termity pod lupą

„U człowieka, nie licząc prawdopodobnie moralności, nie ma nic cenniejszego niż IQ” – powiedział Lewis Terman, psycholog ze Stanford University. Specjalizował się w mierzeniu inteligencji. To on wpadł na pomysł szukania genialnych dzieci. Ameryka uległa modzie na testy mierzące inteligencję już kilka lat wcześniej. Pomysł był francuski. Na zlecenie Ministerstwa Kształcenia Publicznego Alfred Binet stworzył pierwszy test tego rodzaju. Chodziło o wytypowanie uczniów, którzy z powodu upośledzenia umysłowego wymagają szczególnych metod pedagogicznych. Binet chciał, by to metody nauczania dostosowywać do umiejętności dziecka, nie odwrotnie.

Amerykanie byli zachwyceni możliwościami, jakie dawał test stworzony przez francuskich uczonych. Kiedy w 1917 roku Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Niemcom, postanowiono wykorzystać osiągnięcia młodej nauki do szybkiego i bezbłędnego wykrycia, którzy rekruci szybko się uczą, a dzięki temu najbardziej skorzystają ze szkolenia na dowódców i przyczynią się do szybkiego zwycięstwa ententy nad państwami centralnymi. Stawka była wysoka. Świat od trzech lat był pogrążony w pierwszej w dziejach wojnie o charakterze globalnym. Zastosowano nowy test, którym przebadano 1,7 mln młodych mężczyzn. Zaledwie w miesiąc przygotowali go słynni psychologowie, m.in. wspomniany już Lewis Terman. To on przyczynił się do tego, że najpierw Ameryka, a potem reszta zachodniej cywilizacji uznała, że dysponując tak potężnym narzędziem jak testy IQ, możemy łatwo znajdować liderów nowego wspaniałego świata.

Gdy na początku lat 20. XX wieku Lewis Terman zaczynał notować wszystkie informacje zebrane na temat grupy swoich geniuszy (zwanych później od jego nazwiska Termitami), był przekonany, że śledzi losy przyszłej elity Stanów Zjednoczonych. „W doniesieniach prasowych z rozgrywanych w Kalifornii różnych zawodów i konkursów w grupie laureatów prawie zawsze znajduje się nazwisko jednego lub więcej (…) członków naszej utalentowanej grupy” – pisał z dumą. On i jego współpracownicy z uwagą analizowali losy swoich podopiecznych, ich osiągnięcia naukowe, stan zdrowia, przebieg kariery zawodowej i życie rodzinne.

Radość Termana nie trwała długo. Jeszcze zanim Termity osiągnęły dojrzałość, stało się jasne, że nadzieje naukowca okazały się płonne. Owszem, wielu jego podopiecznych nieźle radziło sobie w życiu: skończyli studia, mieli dobrą pracę, zarabiali przyzwoicie. Dwoje zostało sędziami Sądu Najwyższego, dwoje zasiadało w parlamencie stanowym. Większej niż oni kariery nie zrobił nikt z grupy niemal półtora tysiąca osób, które i sam Terman przestał w końcu nazywać geniuszami. „Okazało się, że intelekt i osiągnięcia życiowe bynajmniej nie pozostają z sobą w ścisłej korelacji” – stwierdził z goryczą. Wśród dzieci badanych na początku lat 20. przez współpracowników Termana był jedenastoletni wówczas William Shockley, który w 1956 roku odebrał Nagrodę Nobla jako współwynalazca tranzystora, i dziesięcioletni Luis Alvarez, wyróżniony przez Komitet Noblowski w 1968 roku za prace nad cząstkami elementarnymi. Żaden z tych chłopców nie przeszedł przez sito obiektywnych testów na inteligencję.

Historię Termitów opisał Malcolm Gladwell w pasjonującej książce „Poza schematem”, w której zastanawia się, czemu swój sukces zawdzięczają między innymi członkowie zespołu The Beatles i twórca Microsoftu Bill Gates, dlaczego najbogatsi i najsławniejsi zdobywają sławę i pieniądze. Czy IQ nie ma tu nic do rzeczy?

Nawet przewrotny reporter „New Yorkera” nie stawia takiej tezy. Znane są co prawda przypadki genialnych idiotów, na przykład Alonzo Clemonsa (IQ poniżej 40), którego rzeźby przedstawiające zwierzęta sprzedawano nawet za 45 tys. dolarów, czy niewidomej Ellen Boudreaux (IQ 50), umiejącej zagrać najbardziej skomplikowany utwór muzyczny zaledwie po jednym wysłuchaniu, ale świadczą one raczej o tym, jak mało ciągle wiemy na temat natury ludzkiego umysłu funkcjonowania mózgu Homo sapiens. IQ się liczy, ale nie w takim stopniu, jak sądził Terman. Prawdopodobieństwo odniesienia życiowego sukcesu nie rośnie wraz z ilorazem inteligencji w nieskończoność. Ta wartość ma charakter progowy, co znaczy, że do pewnego progu im jest większa, tym większa szansa na zdobycie lepszego wykształcenia, lepszej pracy i lepszej pozycji życiowej. Ta zasada przestaje się jednak sprawdzać powyżej 120 – od tego momentu dodatkowe punkty nie przekładają się na wymierne korzyści. Jeśli IQ Alberta Einsteina wynosiło 150, a IQ Dody wynosi 156, to nie znaczy, że piosenkarka obali teorię względności. Co zatem tak naprawdę mierzą testy na inteligencję?

Dwie garści miękkiej tkanki

 

Złośliwi przez lata twierdzili, że inteligencja to to, co mierzą testy na inteligencję. Według Jeana Piageta, szwajcarskiego biologa i psychologa, to umiejętność rozwiązywania problemów. David Wechsler, twórca jednego z najbardziej znanych testów na inteligencję, uważał, że chodzi o ogólną zdolność do celowego działania, racjonalnego myślenia i skutecznego radzenia sobie z trudnościami. Co jednak różniłoby naszą inteligencję od inteligencji maszyn: komputerów czy robotów? Douglas Lenat, pracując nad sztuczną inteligencją na University of Texas w Austin w Stanach Zjednoczonych, próbował wtłoczyć do komputera całą faktograficzną wiedzę o regułach ludzkiego zachowania. Rodney Brooks z Massachusetts Institute of Technology chciał, by komputery uczyły się na podstawie doświadczeń. Roboty potrafią widzieć, słyszeć, a nawet myśleć, ale nie potrafią czuć. Tylko nasz układ nerwowy jest zdolny do tworzenia i oceniania uczuć. Pod tym względem ogromną zmianą w myśleniu o inteligencji były teorie Daniela Golemana (twórcy pojęć inteligencji emocjonalnej, społecznej i ekologicznej, które w ostatnich dekadach zrewolucjonizowały nasze myślenie o źródłach życiowego sukcesu) i Howarda Gardnera, który sformułował tezę o istnieniu inteligencji wielorakiej (więcej na ten temat w ramce „Rodzaje inteligencji według Howarda Gardnera).

Zdaniem prof. Edwarda Nęcki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, inteligencja to zdolność przystosowania się do okoliczności dzięki dostrzeganiu abstrakcyjnych relacji, korzystaniu z uprzednich doświadczeń i skutecznej kontroli nad własnymi procesami poznawczymi. Inteligencji nie należy mylić z mądrością. „Człowiek młody może być inteligentny, ale jeszcze nie mądry. Zresztą człowiek starszy też nie musi być mądry. Mądrość to wiedza, ale też umiejętność stosowania tej wiedzy w celu rozwiązywania ważnych problemów życiowych. Nie jest ona możliwa bez inteligencji, ale nie jest z nią tożsama. Inteligencja to warunek nabywania mądrości” – zauważa prof. Nęcka w książce „Człowiek, umysł, maszyna”.

Czy inteligencja zależy od mózgu? Czy jest zdeterminowana biologicznie? Tak uważał Arthur Jensen z University of California w Berkeley. Stwierdził on, że poziom inteligencji zależy po prostu od jakości i szybkości działania układu nerwowego, a zwłaszcza mózgu – tych dwóch garści miękkiej tkanki, które chroni czaszka. Dziś naukowcy zgadzają się co do tego, że jakość mózgu jest ważną przesłanką inteligencji, ale nie jedyną. Jak mówi Edward Nęcka: „Ciało człowieka – wszystkie jego organy, w tym szczególnie układ nerwowy – jest systemem plastycznym i podatnym na doświadczenie. Zmienia się radykalnie pod wpływem oddziaływania środowiskowego. Nasze ciało to produkt interakcji genów oraz środowiska, czyli oddziaływań zewnętrznych. Nawet najlepsza w sensie genetycznym ręka może zostać zniekształcona w wyniku długotrwałego oddziaływania zimna i wilgoci. Z inteligencją jest tak samo. Nie można natomiast przeczyć temu, że jest ona zdeterminowana genetycznie, bo takie są fakty. Z bardzo wielu badań wynika, że inteligencja jest w dużej mierze cechą dziedziczną”. Dziś większość naukowców uważa, że iloraz inteligencji dziedziczymy mniej więcej w 50 proc. Od czego zależy pozostałe 50 proc.?

Krew, pot i uroda

Załóżmy, że mieliśmy szczęście i w wyniku miliardów lat ewolucji, podczas której walczyły ze sobą geny naszych przodków, urodziliśmy się z ilorazem inteligencji około 120. Kwestią szczęścia było również zapewne urodzenie się w cywilizacji, która umożliwia łatwy dostęp do edukacji i stawia przed nami mnóstwo wyzwań dnia codziennego, dzięki którym stajemy się coraz bystrzejsi i sprawniejsi intelektualnie (o efekcie Flynna związanym ze wzrostem IQ w krajach Zachodu czytaj w ramce „Atlas nierówności”). Czego jeszcze potrzeba, by osiągnąć sukces i nie zmarnować szansy, jaką otrzymaliśmy od matki natury? Można oczywiście za Woodym Allenem przyjąć, że 80 proc. sukcesu to wygląd, i skupić się na doskonaleniu tego aspektu swojego człowieczeństwa. Naukowcy na całym świecie nie ustają jednak w wysiłkach znalezienia jeszcze innych metod.I często naukowo potwierdzają prawdy, które znali już nasi dziadowie – poza inteligencją potrzeba jeszcze cnoty.

Chętnie słuchamy historii o tym, jak to Archimedes, biorąc przyjemną kąpiel, wykrzyknął nagle „Eureka!” i jeszcze mokry sformułował swoje słynne prawo. Albo o tym, jak to wieki później, w roku 1666, Isaac Newton, spacerując po swoim angielskim ogrodzie, zobaczył jabłko spadające z drzewa i doznał olśnienia: wszyscy podlegamy prawu grawitacji! Niestety, żadna z tych historii nie jest prawdziwa. Nie wiem, kto wymyślił pierwszą, autorem drugiej jest prawdopodobnie Wolter. Archimedes i Newton zawdzięczają swoje osiągnięcia latom żmudnej pracy i tysiącom obliczeń. To dlatego między innymi Newton opublikował swoją teorię dopiero dwadzieścia lat po sielskim wiejskim spacerze nieopodal Cambridge (ukazała się drukiem w 1687 roku w dziele „Principia”). Aby odnieść sukces, potrzeba pracowitości – rozumianej jako chęć do podejmowania wysiłku, a także wytrwałości w dążeniu do oddalonego celu i cierpliwości.

Test cukierka

Badania nad tym, jaki wpływ na nasze życiowe osiągnięcia ma zdolność do pokonywania rozczarowań i przezwyciężania znudzenia, prowadzi Angela Duckworth z University of Pennsylvania w Filadelfii. Zainspirowała ją obserwacja kolegów z Harvardu: więcej osiągali ci, którzy uparcie trwali przy obranym celu, mimo niepowodzeń i trudności. Potrzeba do tego sporo samokontroli i umiejętności rezygnacji z natychmiastowej nagrody na rzecz późniejszego sukcesu, czyli – jak mówią psychologowie – odraczania gratyfikacji. Badania Angeli Duckworth i Martina Seligmana wykazały, że poziom samodyscypliny stanowi wśród uczniów lepszy wskaźnik ich sukcesów na uniwersytecie niż wynik testów na inteligencję. To, jak istotna w realizowaniu życiowych ambicji jest samokontrola, potwierdził Walter Mischel ze Stanford University, który pod koniec lat 60. XX wieku dręczył przedszkolaki, zamykając je w pokoju z cukierkami, ale obiecując im, że jeśli nie tkną słodyczy, to po jego powrocie dostaną ich więcej. Mischel nie poprzestał na obserwacji czterolatków.

Dziesięć lat później zadzwonił do rodziców tych dzieci i wypytał, jak one sobie radzą. Te, które nie zjadły cukierka przed powrotem okrutnego eksperymentatora, wyrosły na zorganizowane osoby o silnej wewnętrznej motywacji, dzielnie stawiające czoło codziennym trudnościom. Te, które nie wykazały się opanowaniem w przedszkolu, w późniejszym wieku miały kłopoty z koncentracją i były słabiej zorganizowane i zmotywowane. Wytrwałość przyda się tym bardziej, że – jak obliczył Malcolm Gladwell – do osiągnięcia mistrzowskiego poziomu w dowolnej dziedzinie – od hokeja przez muzykę rockową po programowanie komputerowe – potrzeba aż 10 tys. godzin ćwiczeń!

Przetestuj się!


Standardowe testy IQ mierzą inteligencję za pomocą zadań językowych, matematycznych i przestrzennych. Nie docenią wyjątkowego talentu pianisty jazzowego, mistrza koszykówki czy grafika komputerowego, nie uwzględnią zdolności do refleksji, rozwiązywania konfliktów ani nawiązywania relacji międzyludzkich i umiejętności przekonywania innych do swoich racji czy pozyskiwania ich przychylności (te umiejętności nazywa się inteligencją praktyczną). Redakcja „Fokusa” proponuje Wam test – dostępny na naszej stronie internetowej www.focus.pl – dzięki któremu sprawdzicie nie tylko IQ, ale również swoje kompetencje ruchowe i interpersonalne, a także to, na ile potraficie prawidłowo ocenić samych ciebie. Pamiętajcie jednak, że geniusz – jak mawiał Thomas Edison, wynalazca wszech czasów i właściciel ponad tysiąca patentów – to 1 proc. inspiracji i 99 proc. potu. Do pracy zatem!

CO BADA FQ TEST
dostępny na stronie
www.focus.pl

1. Zdolności intrapersonalne
(znajomość siebie)
Poznanie swoich własnych talentów i słabych punktów. Osoby z dużą inteligencją intrapersonalną wiedzą dokładnie, czego chcą i co mogą zrobić.

2. Zdolności interpersonalne
(znajomość ludzi)
Zrozumienie celów, motywów i pragnień
innych. Osoby z dużą inteligencją interpersonalną potrafią na przykład idealnie odczytywać mimikę twarzy.

3. Zdolności logiczno-matematyczne Znajomość wzorów i ciągów. Osoby
z wysoką inteligencją logiczno-matematyczną sprawnie posługują się liczbami.

4. Zdolności językowe
Obycie ze słowem, zarówno pisanym, jak i mówionym. Osoby z wysoką inteligencją językową potrafią m.in. szybko uczyć się nowych języków.

5. Zdolności przestrzenne
Orientacja w przestrzeni. Osoby z silną
inteligencją przestrzenną często są dobre w czytaniu map i nawigacji.

6. Zdolności ruchowe
Panowanie nad ciałem. Nie chodzi tu tylko o talenty atletyczne, ale także o sprawność motoryczną, np. chirurgów czy rysowników.

7. Muzykalność
Wyczucie rytmu i dźwięku. Osoby zrozwiniętą inteligencją muzyczną słyszą np. kiedy perkusista gubi rytm.