Na trawniku przed szkołą podstawową w brytyjskim Kingsland stoi samolot. Co prawda stary, ale prawdziwy. Dyrektor David Lawrence kupił go za 20 tys. funtów i przerobił na salę do geografii. Ma nadzieję, że „dzieciom na lekcjach będzie towarzyszył dreszczyk emocji, a wnętrze pobudzi ciekawość świata”. Do Kingsland samolot trafił dzięki rządowemu programowi Creative Partnerships, który pomaga zmieniać szkoły w miejsca kreatywne. Dzieci zadecydowały o aranżacji wnętrza i wyposażeniu go w studio nagrań, automat do lodów, ekran plazmowy i stoliki z laptopami. Wbrew pozorom nie jest to ekscentryczna zachcianka bogatej młodzieży. Już tysiąc szkół w tym kraju otrzymało akredytację ICT Mark, przyznawaną szkołom najlepiej wykorzystującym nowoczesne technologie w edukacji. Okazuje się bowiem, że wpływają one pozytywnie na zaangażowanie nauczycieli i wyniki uczniów, których przygotowuje się do życia w zdigitalizowanym świecie.

Niestety, niewiele szkół nadąża za cywilizacyjnymi przemianami. Głównym powodem jest różnica pokoleniowa. 42 proc. nauczycieli i 72 proc. dyrektorów szkół w Niemczech ukończyło 50 lat. W Polsce największa grupa (39 proc.) nauczycieli mieści się w przedziale 39–47 lat. To pokolenie Marc Prensky, naukowiec zajmujący się wpływem nowoczesnych technologii na umysły ludzi, nazwał cyfrowymi imigrantami.

Ludzie ci dorastali w czasach, kiedy najważniejsze były społeczne interakcje, dlatego lepiej odczytują emocje, są bardziej metodyczni, obowiązkowi i dokładni. Gdy pod koniec XX w. wybuchła rewolucja technologiczna, ich mózgi były już w pełni ukształtowane. Młodsze pokolenie, które teraz uczy się w szkołach, dorastało już wśród nowoczesnych technologii – komputerów, odtwarzaczy mp3, telefonów komórkowych, internetu, telewizji satelitarnej. To ważna część ich życia. Generację tę (od rocznika 1980 w górę) Prensky określił mianem cyfrowych tubylców. Odruchowo zaglądają do Google, zamiast do biblioteki, a znajomych poznają w internecie. Do 18. roku życia spędzają średnio 10 tys. godz. na grze w gry komputerowe, 20 tys. godz. na oglądaniu telewizji i mniej niż 5 tys. na czytaniu książek – wyliczył Prensky i uznał, że skoro „cyfrowi tubylcy” wyrośli w symbiozie z technologiami, ich mózgi musiały kształtować się pod wpływem innych bodźców, powinny zatem przetwarzać informacje w inny sposób.

INTERNET ZMIENIA MÓZG


Jego przypuszczenia potwierdził eksperyment, jaki przeprowadzili prof. Gary Small i dr Gigi Vorgan z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles (UCLA). Wykonali rezonans magnetyczny mózgu w dwóch grupach. W jednej znalazły się osoby biegle obsługujące komputer, w drugiej – nowicjusze. Podczas czytania książki u wszystkich badanych aktywne były te same obwody nerwowe, ale gdy rezonans powtórzono podczas korzystania z internetu, okazało się, że różnice w pracy mózgów są znaczące. Komputerowcy używali specyficznej sieci neuronów w korze lewego płata czołowego, podczas gdy u laików ten rejon był zupełnie nieaktywny.

Następnie nowicjuszom polecono przez pięć dni używać internetu i powtórzono rezonans. Różnic w grupach nie było! Eksperyment wykazał, że pod wpływem internetu na stałe „przemeblowują się” obwody nerwowe w rejonie odpowiedzialnym za łączenie informacji i podejmowanie decyzji. Gary Small, który pod wpływem badań napisał książkę „iBrain: Surviving the Technological Alteration of the Modern Mind”, porównuje tę rewolucję do okresu, gdy nasi przodkowie zaczęli używać narzędzi i przestali być oburęczni. Jedna półkula mózgu wyspecjalizowała się wówczas w precyzyjnym wykonywaniu czynności, druga – w rozumieniu mowy. Teraz jesteśmy świadkami kolejnego ewolucyjnego przełomu, jaki dokonuje się pod wpływem technologii. Ich wpływ na życie jest znaczący: szybciej podejmujemy decyzje i oceniamy informacje, wykonujemy kilka czynności jednocześnie, dostrzegamy więcej szczegółów i mamy doskonałą koordynację oko–ręka.

Ale coś za coś. Niektórzy ostrzegają, że szybka i powierzchowna lektura, która zdominowała internet, może pozbawić młodzież umiejętności czytania ze zrozumieniem skomplikowanego tekstu. Naturalny sposób funkcjonowania w sieci to nieustanne poszukiwanie nowych informacji, co może powodować stres i uzależnienie, problemy ze skupieniem uwagi i kłopoty w „normalnych” kontaktach z innymi. Ponad 90 proc. dzieci w Polsce wykorzystuje internet do nauki i odrabiania lekcji – wynika z badań Wyższej Szkoły Pedagogiki Resocjalizacyjnej. Prawie co piąty ankietowany korzysta z internetowych streszczeń lektur. Ponad połowa przyznaje, że ściągała z sieci materiały i prezentowała je jako własne. Uczniowie nagminnie proszą na forach o pomoc w odrobieniu lekcji i nie weryfikują otrzymanych podpowiedzi. A w szkole... tylko 13 proc. uczniów miało zajęcia o zagrożeniach związanych z internetem.

Dzieci są dziś przyzwyczajone do dużej ilości bodźców, tradycyjne lekcje są więc dla nich zbyt monotonne, zwłaszcza gdy prowadzą je posługujący się przestarzałym językiem nauczyciele, niedostrzegający możliwości, jakie nauce stwarza technologia. Chcą uczyć tak, jak byli uczeni. Nie potrafią sobie nawet wyobrazić innej formuły. A przecież rewolucja technologiczna zmieniła świat i ludzi. Tradycyjna szkoła z zamkniętą klasą, nauczycielem w centrum, programem składającym się z niepowiązanych segmentów, izolacją uczniów i wkuwaniem faktów została stworzona w XIX w. na potrzeby społeczeństwa industrialnego. Żyjemy już w innej erze, do której taki model nie pasuje.

SZKOŁA SKROJONA NA MIARĘ