W słoneczny dzień wioski na atolu Pingelap w archipelagu Karolinów sprawiają wrażenie wymarłych. Czasem tylko przebiegną dzieci z głowami owiniętymi płachtami ciemnego materiału. Dopiero pod wieczór z domów wynurzają się dorośli. Ten dziwny tryb życia zainteresował naukowców już w latach 20. XX w. Pingelap to jednak miejsce tak odludne, że nawet dziś mało kto tam dociera. Pierwsze poważniejsze badania przeprowadzono więc niedawno, a ich wyniki spopularyzował w latach 90. amerykański neurolog Oliver Sacks. Okazało się, że przyczyną niecodziennego zachowania mieszkańców jest rzadkie schorzenie oczu.

WYSPA DALTONISTÓW PINGELAP


Sacks nadał swojej książce intrygujący tytuł „Wyspa daltonistów”, co jednak tylko częściowo oddaje prawdę. Klasyczny daltonizm, czyli niezdolność odróżniania zieleni lub czerwieni, jest szeroko rozpowszechniony i dotkniętych nim ludzi można spotkać wszędzie. Tymczasem mieszkańcy Pingelap w ogóle nie widzą kolorów. Ich świat jest szary, choć i to określenie nic dla nich nie znaczy.

Nikt z nas nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak postrzegają rzeczywistość. Odbierają jedynie różne stopnie jasności i ciemności. Światło słoneczne jest zbyt jaskrawe, wywołuje ból i oczopląs, dlatego muszą go unikać. Podczas eksperymentów rzeczy białe, żółte, błękitne postrzegali jako identyczne, podobnie czerwone, ciemnozielone i czarne. Ze względu na słabszą ostrość wzroku, nie widzą też drobnych przedmiotów, nie są więc w stanie opanować pisania i czytania.

Badania wykazały, że w siatkówce ich oczu brakuje czopków (komórek odpowiedzialnych za postrzeganie barw i detali). W medycynie schorzenie to nazywa się achromatopsją. Ze statystyk wynika, że dotyka ono jedną osobę na 30–40 tys. Wśród wyspiarzy z Pingelap jedną na 12!

Co więcej, schorzenie jest tam dziedziczne i można spotkać wielopokoleniowe rodziny, w których dziadkowie, rodzice i dzieci nie mają żadnego wyobrażenia o kolorach. Ludzie ci zdają sobie sprawę ze swej odmienności. Nie znają jej przyczyn, więc jak zwykle w takich sytuacjach winą obarczają siły nadprzyrodzone i obcych. Według wersji mitycznej sprawcą nieszczęścia był bóg ciemności Isoapahu, który nocami współżył z niewiernymi kobietami. W wersji laickiej chorobę sprowadzili koloniści niemieccy, którzy po wybuchu buntu przeciwko ich panowaniu wywieźli młodych mężczyzn do katorżniczej pracy w kopalniach fosforytów na wyspie Nauru. Gdy po dziesięciu latach robotnicy wrócili, byli – zdaniem lokalnych mędrców – zarażeni chorobą, którą przekazali dzieciom.

Dzięki wysiłkom historyków i lekarzy udało się poznać rzeczywiste przyczyny tej ułomności. W 1725 r. Pingelap nawiedził potężny tajfun, który przeżyło zaledwie 20 osób, niemal wyłącznie członków rodziny królewskiej. Od najbliższych sąsiadów oddzielało ich niemal 300 km burzliwego morza, więc skazani na izolację mogli wybierać partnerów i płodzić potomków tylko w obrębie tak nielicznej grupy. Sacks podejrzewał, że wśród ocalałych znajdował się nosiciel uszkodzonego genu powodującego achromatopsję. To gen recesywny, który uaktywnia się jedynie wtedy, gdy dziecko otrzyma go od obojga rodziców. W większej społeczności prawdopodobieństwo takiego spotkania jest minimalne, natomiast na Pingelap po kilku pokoleniach wszyscy byli spokrewnieni ze wszystkimi i ryzyko gwałtownie wzrosło.

Już po ukazaniu się „Wyspy daltonistów” naukowcy z Uniwersytetu Hopkinsa pobrali do badań próbki krwi od wszystkich jej mieszkańców. W roku 2000 ogłosili wyniki tej mrówczej pracy i potwierdzili hipotezę genetyczną. Jako sprawcę choroby zidentyfikowali gen oznaczony symbolem CNGB3. Ustalili, że jego nosicielami jest 35% populacji!

WYSPA GŁUCHYCH