Bo można oczywiście wzruszyć ramionami na myśl o zegarku za cenę mieszkania w mniejszym mieście. Można też uczciwie przyznać, że w świecie luksusowego zegarmistrzostwa IWC pokazało w tym roku wyjątkowo dużo charakteru. Nie tylko piękne przedmioty, lecz także pomysły, które mają własne uzasadnienie.
Zegarek dla astronautów brzmi jak fanaberia
Pilot’s Venturer Vertical Drive jest premierą, która naturalnie przyciąga najwięcej uwagi. IWC przedstawia go jako pierwszy mechaniczny zegarek zaprojektowany od podstaw do załogowych lotów kosmicznych i pomiaru czasu na orbicie. Powstał we współpracy z firmą Vast, budującą komercyjną stację Haven-1, i został przez nią przetestowany oraz certyfikowany do lotu. Cena wynosi 28 200 dolarów, czyli około 101 800 zł.

Sam temat kosmosu łatwo byłoby sprzedać efektownym opakowaniem, ale tu ciekawsze są detale konstrukcyjne. Zamiast klasycznej koronki zastosowano obrotowy bezel, który odpowiada za naciąg i ustawienia, a boczny przełącznik pozwala wybierać obsługiwaną funkcję. Chodzi o to, by z zegarka dało się korzystać w rękawicach skafandra, podczas aktywności poza statkiem.
Do tego dochodzi podwójne wskazanie czasu. Na orbicie, gdzie stacja obiega Ziemię mniej więcej co 90 minut, załoga doświadcza nawet 16 wschodów i zachodów słońca w ciągu doby. Dlatego zegarek pokazuje czas misji w formacie 24-godzinnym, a centralne wskazówki mogą równolegle wskazywać czas domowy. Mam słabość do rozwiązań, które z pozoru wyglądają bardzo niszowo, a po chwili pokazują, że ktoś naprawdę usiadł i pomyślał o użytkowniku. Nawet jeśli tym użytkownikiem jest człowiek krążący nad Ziemią.
Ceralume świeci tak mocno, że łatwo się uśmiechnąć
Drugą premierą jest Big Pilot’s Watch Perpetual Calendar Ceralume. Biała koperta, biała tarcza, biały pasek, a po zgaszeniu światła niemal cały zegarek świeci niebieskawym blaskiem. Cena? 76 300 dolarów, czyli około 275 400 zł. Czy naprawdę ktoś tego potrzebuje? Pewnie nie. Ale zegarmistrzostwo od dawna nie żyje wyłącznie z rzeczy potrzebnych.

Ceralume to autorska technologia IWC, opracowana przez dział XPL. W uproszczeniu: ceramiczny materiał miesza się z pigmentami Super-LumiNova, dzięki czemu świeci nie tylko wskazówka czy indeks, lecz sama konstrukcja koperty. W nowym Big Pilocie efekt rozciąga się również na tarczę i pasek. Za dnia zegarek wygląda chłodno, niemal laboratoryjnie. I może brzmi jak przesada? Ale co z tego.
Pod spodem kryje się zresztą bardzo poważny mechanizm: wieczny kalendarz z kalibrem 52616. W tej części kolekcji IWC konsekwentnie pokazuje, że lubi łączyć komplikacje wysokiego zegarmistrzostwa z formą, która nie jest ugrzeczniona. Ceralume to prawdopodobnie jeden z tych zegarków, które podzielą odbiorców. Jedni uznają go za genialny popis technologiczny, inni za luksusowy gadżet świecący jak futurystyczna zabawka. Ja jestem bliżej pierwszej grupy, choć z pełną świadomością skali ekstrawagancji.
Wieczny kalendarz, którego nie trzeba się bać
Najbardziej rozsądną nowością IWC jest dla mnie Perpetual Calendar ProSet. W wiecznych kalendarzach od lat powtarza się ten sam problem: mechanizm potrafi automatycznie uwzględniać długość miesięcy i lata przestępne, ale jeśli właściciel przestawi datę za daleko do przodu, cofnięcie wskazań bywa niemożliwe bez wizyty u zegarmistrza. ProSet rozwiązuje właśnie ten kłopot. Nowy moduł, oparty wyłącznie na przekładniach i chroniony pięcioma patentami, pozwala korygować wskazania w obie strony, i to za pomocą jednej koronki.

Brzmi mniej spektakularnie niż zegarek dla astronautów, ale w praktyce może mieć większe znaczenie. Lubię takie innowacje, boo poprawiają coś, co od dawna było akceptowane trochę siłą przyzwyczajenia. IWC wprowadza ProSet w trzech modelach Big Pilot’s Watch Perpetual Calendar, w tym w wersji Le Petit Prince. Jeden z nich kosztuje 38 800 dolarów, czyli około 140 100 zł. Dla klientów z tego segmentu nie jest to oczywiście „zegarek codzienny” w potocznym sensie, ale sama myśl, że skomplikowana mechanika staje się mniej kapryśna, zasługuje na uznanie.
Mały Książę wraca, tym razem nie tylko sentymentem
Kolekcja Le Petit Prince świętuje w 2026 roku dwie rocznice: 90 lat zegarków lotniczych IWC oraz 20 lat współpracy marki ze spadkobiercami Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. Wszystkie nowości mają głębokie, niebieskie tarcze z efektem sunburst, a część modeli wzbogacono o drobne odniesienia do bohatera książki. Powstało dziewięć referencji, od Pilot’s Watch Automatic 36 po pierwszy w historii Portofino Le Petit Prince z wyświetlaczem dnia i nocy.

Najbardziej przyciąga mnie jednak Pilot’s Watch Chronograph 41 Le Petit Prince w białej ceramice. Granat tarczy i mleczna jasność koperty tworzą zestawienie bardzo czyste, ale nie sterylne. Ten zegarek wygląda świeżo. Cena białej ceramicznej wersji wynosi 12 900 dolarów, czyli około 46 600 zł. W stalowej odsłonie Chronograph 41 Le Petit Prince startuje od 7500 dolarów, czyli około 27 100 zł.
Ingenieur pokazuje, że marka nie żyje wyłącznie lotnictwem
W cieniu kosmosu i świecącej ceramiki pojawiły się też nowe modele Ingenieur. IWC rozbudowało tę linię o pięć referencji, w tym pierwszy Ingenieur z tourbillonem, 41-milimetrowy model z wiecznym kalendarzem w tytanie klasy 5 oraz wersję Automatic 42 w ciemnozielonej ceramice. Ten ostatni kosztuje 23 800 dolarów, czyli około 85 900 zł.

Ingenieur zawsze był trochę inną twarzą IWC: bardziej industrialną, bliższą zegarkowi sportowemu z inżynierskim rodowodem niż kokpitowi samolotu. Zielona ceramika z detalami w złotym tonie może wydawać się odważna, lecz akurat tu ryzyko działa. Ten model ma w sobie coś cięższego, bardziej materialnego, podczas gdy większość tegorocznych premier marki gra powietrzem, orbitą i światłem. Dobrze, że IWC zostawiło w kolekcji również taki punkt oparcia.
IWC wygrało pomysłami
W 2026 roku IWC zaproponowało kilka różnych sposobów myślenia o zegarku mechanicznym. Raz jako narzędziu dla nowej epoki lotów kosmicznych, raz jako świetlnym eksperymencie materiałowym, innym razem jako przedmiocie, który staje się zwyczajnie mniej uciążliwy w obsłudze. Do tego dochodzi pięknie poprowadzony Mały Książę i dopracowany rozwój Ingenieura.
IWC przypomina, że mechaniczny zegarek nie musi konkurować ze smartwatchem funkcją powiadomień ani z telefonem dokładnością pomiaru czasu. Może być przedmiotem, który pokazuje, że nadal warto komplikować sobie życie w piękny sposób.
