Kropla jadu morskiego ślimaka zwanego stożkiem marmurowym wystarczyłaby do zabicia 20 ludzi. Dawka z jednego ukąszenia węża zwanego tajpanem pustynnym mogłaby uśmiercić setkę. Truciznami posługują się najróżniejsze zwierzęta: od owadów, pająków, ośmiornic i ślimaków po gady, a nawet niektóre ssaki i ptaki. Skład chemiczny jadów został udoskonalony przez miliony lat ewolucji w jednym celu – by siać spustoszenie. Mogą niszczyć komórki, paraliżować układ nerwowy, wywoływać krwotoki albo równie śmiercionośne zakrzepy.

Dla większości z nas brzmi to okropnie, ale u lekarzy budzi entuzjazm. „Różnica między lekarstwem a trucizną to jedynie kwestia dawki” – mawiał Paracelsus, uznawany za ojca współczesnej medycyny. Nic dziwnego, że ba-dacze chętnie sięgają po jady zwierząt w poszukiwaniu nowych terapii. „Przyroda ułatwiła nam pracę, bo od początku wiemy, że te substancje działają. Musimy jednak dowiedzieć się, na co dokładnie wpływają i w jaki sposób” – wyjaśnia dr Mandë Holford z City University of New York. Efekty tych badań mogą pomóc milionom pacjentów, czego dowodzą przypadki stosowanych dziś powszechnie „jadowitych” leków.

Węże: na nadciśnienie i ból

Pierwszy taki preparat trafił na rynek już w 1981 r. To lek na nadciśnienie o nazwie kaptopryl. Uzyskano go z jadu żararaki pospolitej. To jeden z najgroźniejszych węży Ameryki Południowej. Żararaka jest agresywna, często atakuje ludzi, z których co dziesiąty umiera, jeśli nie dostanie na czas surowicy neutralizującej jad. Badania wykazały jednak, że jeden z jego składników – białko o nazwie BPF – obniża ciśnienie tętnicze krwi u ludzi. Kaptopryl okazał się przełomowym lekiem – dziś produkowany jest przez niezliczone firmy farmaceutyczne na całym świecie.

Nic dziwnego, że badacze interesują się innymi zabójczymi wężami. Tak jest np. w przypadku afrykańskiej czarnej mamby. Jej ugryzienie jest śmiertelne, a jad należy do najbardziej neurotoksycznych – wyjątkowo sprawnie uszkadza układ nerwowy. Ale nie dotyczy to wszystkich jego składników. Jeden z nich, odkryty przed dwoma laty przez badaczy z francuskiego Centre National de la Recherche Scientifique, jest nietypowy. Nie niszczy neuronów, za to działa przeciwbólowo. I to nie byle jak.

Badania na myszach pokazały, że substancja nazwana przez uczonych mambalginą nie ustępuje siłą działania morfinie. W odróżnieniu od niej nie powoduje jednak uzależnienia i innych groźnych skutków ubocznych.

Ślimaki: farmakologiczna kopalnia

Zapotrzebowanie na nowe leki przeciwbólowe nadal jest ogromne. W 2004 r. do użytku została dopuszczona zikonotyna wyprodukowana na bazie jadu wspomnianych wcześniej ślimaków zwanych stożkami.

Potrafi ona blokować przewlekły ból, jaki powstaje w wyniku uszkodzenia nerwów. Lek ma jednak tę wadę, że trzeba go podawać bezpośrednio do płynu mózgowo-rdzeniowego pacjenta. To się jednak może zmienić. Naukowcy z University of Queensland znaleźli w jadzie białko, które może stać się podstawą nowego preparatu – równie silnego jak zikonotyna, ale podawanego doustnie. W badaniach na myszach badacze ocenili działanie prototypu takiego leku jako sto razy silniejsze niż morfiny.

Ślimaki z rodziny stożków to dla farmakologów prawdziwy skarb. „Ich jad zawiera setki silnych toksyn, które wpływają na różne receptory w komórkach organizmu ofiary. Działanie tych receptorów ma związek m.in. z chorobą Alzheimera, schizofrenią, nikotynizmem, a nawet rakiem płuc” – mówi dr Richard Clark także z University of Queensland. Jego zespół niedawno „rozszyfrował” strukturę jednej z toksyn ślimaczego jadu i ulepszył ją. Nowa wersja działa tylko na wybrane receptory – te związane z uzależnieniem od nikotyny oraz z rakiem płuc. Dzięki syntetycznej toksynie będzie można lepiej poznać rozwój tych chorób, a być może także znaleźć na nie nowe lekarstwa.