
Podczas targów CES zaprezentowali oni przyszłość robotów humanoidalnych. Ich flagowe działo, Atlas, przestał być tylko maszyną wykonującą kod – stał się cyfrowym uczniem ludzkiej motoryki. Inżynierowie przestali skupiać się na sztywnym programowaniu każdego gestu, a zamiast tego zaczęli „karmić” sztuczną inteligencję danymi płynącymi prosto z ludzkiego ciała. Efekt? Maszyna, która porusza się w sposób tak naturalny, że momentami staje się to wręcz niepokojące.
Kluczem do rewolucji, jaką przechodzi Atlas, jest technologia, którą Boston Dynamics określa mianem „kinematyki”
Tradycyjne programowanie opierało się na sztywnych instrukcjach, co przy skomplikowanej konstrukcji robota często prowadziło do nienaturalnych i mało wydajnych ruchów. Obecnie proces ten przypomina bardziej trening sportowy niż pisanie oprogramowania. Wszystko zaczyna się od przechwytywania ludzkiego ruchu (motion capture) przy użyciu specjalistycznych kombinezonów, takich jak te od firmy Xsens.
Proces przekazywania wiedzy maszynie odbywa się w kilku etapach:
- Digitalizacja ruchu — człowiek wykonuje daną czynność – od biegu, przez przysiady, aż po precyzyjne zadania manualne, jak wiązanie węzłów.
- Mapowanie na model robota — dane te nie są kopiowane 1:1, ponieważ Atlas, mimo humanoidalnych kształtów, posiada inne proporcje i stawy (np. kuliste stawy biodrowe). AI musi więc samodzielnie zinterpretować ludzki ruch i znaleźć najbardziej efektywną drogę do jego powtórzenia przy swojej budowie.
- Symulacje na masową skalę — zanim Atlas wykona ruch w świecie rzeczywistym, miliony jego wirtualnych kopii „trenują” go w cyfrowym środowisku. Te, które popełniają błędy, dostarczają danych o tym, czego unikać, a te, którym się udaje, wzmacniają poprawny model zachowania.
- Zbiorowa świadomość floty — wypracowany w symulacji wzorzec ruchu trafia do wszystkich jednostek naraz. Dzięki temu cała grupa robotów może nauczyć się nowej umiejętności – na przykład obsługi konkretnej linii produkcyjnej – w zaledwie jedno popołudnie.
Podczas ostatnich pokazów Atlas udowodnił, że potrafi nie tylko biegać i gwałtownie hamować, ale też przyjmować skomplikowane pozy, które wymagają doskonałego balansu środkiem ciężkości. To ogromny skok względem wczesnych wersji, które wymagały wielomiesięcznego dopracowywania każdej, nawet najprostszej funkcji.

Biomechaniczna przepaść — gdzie roboty wciąż ustępują ludziom?
Mimo że Atlas potrafi już wykonywać płynne przysiady i poruszać się w sposób przypominający człowieka, wciąż widać wyraźne różnice. Jego chód, choć stabilny, nadal przypomina nieco ostrożne, szurające kroki osoby, która stara się nie upaść na śliskiej nawierzchni. Ludzkie ciało podczas marszu wykonuje tysiące nieświadomych mikro-korekt, które sprawiają, że nasz krok jest sprężysty i niezwykle wydajny energetycznie – roboty wciąż muszą nad tym pracować.
Czytaj też: Parkowanie bez stresu. Roboty Parkie położą kres krążeniu po wielopoziomowych garażach
Najbardziej uderzającym zjawiskiem, które zaobserwowano podczas demonstracji na CES 2026, jest kontrast między aktywnością a spoczynkiem maszyny. W ruchu Atlas wydaje się niemal „biologiczny”, jednak w momencie zakończenia zadania zastyga w nienaturalnym, posągowym bezruchu. Ten nagły przeskok między płynnością a martwotą metalu i plastiku wywołuje u obserwatorów efekt „doliny niesamowitości” – moment, w którym coś bardzo podobnego do człowieka nagle zdradza swoją całkowicie mechaniczną naturę.
Czytaj też: Miękka skóra i ludzki krok. MATRIX-3 rzuca wyzwanie dotychczasowym humanoidom
Ewolucja Atlasa pokazuje, że granica między biologią a inżynierią staje się coraz cieńsza. Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji do nauki ludzkich wzorców ruchowych, roboty humanoidalne przestały być tylko ciekawostką z laboratoriów, a stały się gotowymi do pracy narzędziami. Jasne, wciąż brakuje im lekkości i instynktownej płynności człowieka, jednak tempo ich rozwoju sugeruje, że w ciągu najbliższych lat staną się powszechnym widokiem w magazynach, fabrykach, a z czasem może i w naszych domach. Kluczem do tej rewolucji nie było napisanie lepszego kodu, ale pozwolenie maszynom na obserwację i naśladowanie najbardziej doskonałej maszyny, jaką znamy – ludzkiego ciała.