Na księgarskich półkach coraz częściej pojawiają się książki o słynnych zwyrodniałych zabójcach – choćby Richardzie Kuklińskim czy Jacku Unterweggerze, a z ekranów telewizorów straszą nas fikcyjne postacie typu Dexter.



Prawdę mówiąc, większość fabularnych produkcji w rodzaju „Siedem” to bajki, tworzone przez ludzi, którzy w dużej mierze nie zdają sobie sprawy, jaka jest prawdziwa mentalność seryjnego mordercy i jak się ona kształtuje. Wyjaśnia to znany amerykański prozaik Dan Wells, autor trylogii o Johnie W. Cleaverze – nastolatku z sennego Clayton w środku Stanów Zjednoczonych, który odkrył w sobie cechy seryjnego mordercy. A przynajmniej wydaje mu się, że ma zadatki na potwora. Na czym oparł swe przypuszczenia? A choćby na tym, że mieszka nad zakładem pogrzebowym, który prowadzi jego matka, i z pewnością złe fluidy płynące z dołu nie pozostają bez wpływu na młodzieńca. Cleaver dużo czyta na temat seryjnych morderców i dostrzega u siebie skłonności, jakimi charakteryzują się przestępcy pokroju Teda Bundy’ego. Krytycy często porównują trylogie Wellsa, w tym książkę „Nie jestem seryjnym morderca”, do serialu o Dexterze, ale wydaje się, że historia Cleavera jest bardziej przewrotna. Bo o ile ten pierwszy faktycznie morduje ludzi (sądząc, że „wyrywa chwasty”), bohater Wellsa za wszelka cenę stara się... zabić seryjnego terminatora w sobie. Jest to wiec książka o obsesji, która wprawdzie wzbudza wesołość u wielu czytelników, ale z pewnością mrozi krew w żyłach tych, którzy dostrzegli w sobie owo niepokojące „cos”.


Dan Wells, „Nie jestem seryjnym mordercą”, wyd. Znak, Kraków, 2012