Z nieba siąpi mżawka, jest szaro i zimno. Widok za oknem nie nastraja optymistycznie. Prognoza biometeorologiczna w serwisie Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej rozwiewa resztę nadziei: „Wyż nad Polską osłabnie. Warunki biometeorologiczne ulegną pogorszeniu, zwłaszcza w województwach północno-zachodnich, do których zacznie zbliżać się zatoka niżowa z układem frontów atmosferycznych, co u meteopatów może przejawiać się złym samopoczuciem, wzmożoną sennością i spowolnieniem reakcji, a także nasileniem bólów”.

Jeśli jeszcze kogoś nie zaczęła boleć głowa, to teraz już na pewno łupie ze zdwojoną mocą. Nic, tylko spędzić cały dzień w domu i narzekać na zły biomet!

 

Ach, ten niż

Dziś każda szanująca się stacja telewizyjna i radiowa, każdy poważny portal internetowy, oprócz „zwykłej” prognozy pogody, obowiązkowo informuje: biomet korzystny, niekorzystny lub obojętny. Choć prognozy biometeorologiczne zrobiły prawdziwą furorę dopiero w ostatnim dziesięcioleciu, to pewnie mało kto już dziś pamięta, że pierwszy komunikat dotyczący wpływu pogody na samopoczucie usłyszeli słuchacze I Programu Polskiego Radia na przełomie lat 60. i 70. Autorski komentarz biometeorologiczny przygotowany wówczas przez Marię Baranowską z IMiGW tak spodobał się ludziom, że wszedł na stałe do radiowego programu.

Wkrótce komunikat biometeorologiczny zaczęły zamawiać warszawskie Miejskie Zakłady Komunikacyjne i stołeczna Komenda Milicji Obywatelskiej. Już pod koniec lat 90. biometeorolodzy z IMiGW postanowili przeprowadzić pierwsze w Polsce badania, które miały dać odpowiedź, ilu w naszym kraju jest meteopatów. Okazało się, że aż 90 proc. kobiet i 75 proc. badanych mężczyzn stwierdziło, że są meteopatami lub przynajmniej osobami mającymi skłonność do meteopatii.

Jedna z autorek badania Julita Cedzyńska-Ziemba opowiada: „W ankiecie badani mieli sami zaznaczyć typy pogody, stany powietrza i zjawiska atmosferyczne, które ich zdaniem wpływały na nich niekorzystnie. Najczęściej wskazywali pogodę pochmurną z opadami deszczu, przejściową z wyżu do niżu i przejściową z niżu do wyżu. Z grupy stanów pogody i zjawisk atmosferycznych jako najbardziej dokuczliwe wskazali silny wiatr, parność i upał”. Cedzyńska-Ziemba podkreśla, że odpowiedzi ankietowanych były subiektywne – nikt nie sprawdzał, czy są oni rzeczywiście tak wrażliwi na zmiany pogody, jak deklarowali. W badaniach dotyczących biometeorologii przodują Niemcy. Według wyliczeń badaczy z zachodniej Europy liczba meteopatów wciąż rośnie.

Podczas gdy w latach 50. ubiegłego wieku było ich w społeczeństwie najwyżej 40 proc., to pod koniec lat 90. liczba „chorych na pogodę” wzrosła do 70 proc. Problem w tym, że naukowcy cały czas spierają się, jaką wartość mają wszelkie badania wrażliwości na pogodę. Sceptycy jako dowód podają nieudany eksperyment badaczy z Instytutu Balneologii i Klimatologii uniwersytetu w Monachium. Postanowili oni sprawdzić, czy rzeczywiście meteopaci na podstawie samopoczucia potrafią określić pogodę. Próba zakończyła się fiaskiem. Większość zdeklarowanych meteopatów odizolowanych od prognoz i widoku za oknem nie umiała powiedzieć – tylko na podstawie samopoczucia – czy akurat mamy niż czy wyż.