Mam starego znajomego. On sam nie jest co prawda zbyt stary (48 lat to dopiero ta „właściwa” młodość), ale znajomość trwa od lat. Tomek długo pozostawał w błogim „trwaniu” codzienności – niezbyt wymagająca praca, związek oparty raczej na przyjaźni niż miłości, bez marzeń, ale i bez niepokojów. Głowa uporządkowana wokół reguł, których złamanie wywołałoby lęk. Aż tu nagle – zwrot. Jego zawodowe działania przestały być tak wartościowe jak do tej pory ze względu na zmiany na rynku, a rodzinne życie zaburzyły nowe zainteresowania profesjonalne żony. Do tego sama relacja zaczęła się chwiać w posadach. Tomasz cenił sobie poczucie bezpieczeństwa i stabilizację. Były to nadrzędne wartości, które zapewniały mu spokój do twórczej pracy (jest grafikiem), ale też – czego nie był świadomy – blokowały potencjał jego osobowości. Historia Tomka, którą miałam okazję obserwować, po raz kolejny postawiła przede mną pytanie o zmianę.

Tomasz miał swoje przekonania, konstruujące jego świat. Ten wewnętrzny, ale też zewnętrzny – poprzez działania i decyzje, które podejmował lub których starał się unikać. Naczelne były przekonania o tym, do czego jest zdolny, a czego nie potrafi. Zazwyczaj silnie zależny od tych, którzy wydawali się bardziej zaradni, sądził, że taka jest jego rola w relacjach: dbam o atmosferę, a rzeczywistość wykuwa ktoś inny. Miał swoje lęki. Czasem nie wyobrażał sobie, że mógłby wybrać się w daleką podróż samochodem („a jeśli się zepsuje?”) lub wypłynąć na otwarte morze łódką (choć uwielbiał żeglować). Nie wyobrażał sobie siebie w roli osoby, która choć przez chwilę zarządza innymi, kreuje sytuacje wedle własnych decyzji.

Kiedy zmiany wyrzuciły go ze strefy komfortu (przed zaistniałą sytuacją nie można było uciec) i minęła faza przerażenia, Tomasz zaczął rozbijać – jeden po drugim – swoje „programy”. Opisują one system (najczęściej uproszczony) przekonań o tym, jakie sposoby działania, relacje, sposoby komunikowania itd. są „właściwe”. Wszystko, co spotykamy, przykrawamy do tych schematów. To, co odstaje, zostaje pominięte lub wywołuje dyskomfort. Kiedy Tomasz dotarł do granicy bólu i dyskomfortu, do którego doprowadziły go w nowej sytuacji stare programy, zajął się już nie samą sytuacją i próbami dopasowania się do niej, ale właśnie tymi programami.

Zaczął odkrywać siebie. Odważniej eksperymentować z myślami i zachowaniami, które do tej pory wydawały mu się „nie jego”. Tomek „wyczepił” się z relacji, które choć dawały tymczasowo poczucie bezpieczeństwa, były relacjami zależnościowymi. Tworzył nowe, oparte na asertywności i wolności. Powoli odkrywał nowe doświadczenia i emocje. Mimo obaw zaczął odważnie zarządzać nowymi projektami z klientami, niepowodzenia traktując jako etap uczenia się, a nie koniec świata. Popłynął w jeden i drugi rejs morski, otworzył się na trudne sytuacje w swoim związku, nie przeżywając lęku związanego z każdym kryzysem, ale wierząc, że posłużą one pogłębieniu relacji. Widział efekty. Pojawiała się radość z eksperymentowania, z niespodzianek, które niesie życie. Poczucie rozwoju przez przekraczanie swoich granic. Tomasz jest dziś ciekawym własnego życia człowiekiem.

 

Często podczas zajęć, wykładów czy sesji coachingowych obstaję przy tezie, że zmiany reaktywne (kiedy to my reagujemy na zmieniającą się rzeczywistość) są w jakimś stopniu gorsze niż te zaplanowane przez nas, które świadomie kształtują nasze życie. Tymczasem jeśli odpowiednio podejdziemy do zmian, które już nas zaskoczyły, mogą stać się kapitalnym paliwem naszego rozwoju.

Życie Tomka jest dziś dalekie od uporządkowania. Ale obawę zastąpiły wdzięczność i zrozumienie, że gdyby nie komplikacje, które spowodowały, że nie można było już użyć żadnego ze starych „programów”, by poradzić sobie w nowych sytuacjach, jego życie byłoby ciągle tym samym, powtarzanym z roku na rok, do emerytury... Dziś mówi: „to jest trudne, ale i piękne”. Czy zawsze trzeba przeżyć coś niezwykle trudnego, żeby pozbyć się swoich schematów i programów? Być może nie. Ale z pewnością trzeba z dużą otwartością przyglądać się rzeczywistości. I uważać na własne sądy – tak często zbyt stanowcze i pochopne.