Najwyższe drzewa na świecie, sekwoje, wbrew pozorom wcale nie są najstarsze. Rekordowo długo żyją niewielkie sosny długowieczne, rosnące samotnie w miejscach tak suchych i wietrznych, że nie przetrwałyby tam żadne inne drzewa. Liczące ponad 4000 lat sosny odkrył Edmund Schulman, który w Górach Białych w Kalifornii poszukiwał starych drzew do badań nad historią klimatu. Najstarsze drzewo, odnalezione przez niego w 1957 r., miało aż 4723 lata. Nosi dziś imię Matuzalem i uchodzi za najstarszy żyjący organizm na Ziemi.

Donald R. Currey był młodym geografem, którego na Wheeler Peak w Nevadzie – jedno z nielicznych skupisk starych sosen – sprowadziły w 1964 r. badania nad małą epoką lodową metodą dendrochronologii, czyli analizy słojów drzew. Wypatrzył drzewo wyglądające starzej od innych i, nie zdoławszy pobrać próbki za pomocą pustego w środku świdra, zwrócił się do pracowników Służby Leśnej o pozwolenie na jego ścięcie. Gdy po tygodniu pracy nad poćwiartowaną sosną doliczył się 4844 słojów, stało się jasne, że uśmiercił najstarsze drzewo na Ziemi. Specjaliści oszacowali później wiek sosny na 4862 lata, dodając, że drzewo prawdopodobnie miało ponad 5000 lat, ponieważ zostało ścięte 2,5 m nad miejscem wykiełkowania, więc w jego przekroju brakowało najstarszych słojów.

Publikacja Curreya na temat sosny przeszłaby niezauważona, gdyby nie natknęli się na nią miłośnicy przyrody, którzy od lat wędrowali po Wheeler Peak i wyróżniającym się sosnom nadali nawet imiona. Nietrudno wyobrazić sobie ich przerażenie, gdy w artykule Curreya rozpoznali drzewo, które nazwali wcześniej Prometeuszem. Wybuchł skandal, który oczywiście życia Prometeuszowi nie wrócił, lecz przynajmniej sprawił, że jego ścięcie ocaliło resztę najstarszych drzew, objętych odtąd ścisłą ochroną.