Rozwód przeżywa się jak żałobę: najpierw jest rozpacz i smutek, potem szukamy winnych, aż w końcu zyskujemy szansę, by się zwrócić ku przyszłości. To jak dramat na scenie, który rozgrywa się między dwoma aktorami. Wszystkiemu często przygląda się ten trzeci – najważniejszy – dziecko, a z nim widownia: rodzina, przyjaciele. Rozwód – życiowy przełom, któremu towarzyszą takie emocje, że psychologowie porównują je z przeżywaniem żałoby.

 

Koniec początkiem

ZŁE NIE JEST ROZSTANIE, TYLKO TO, CO DO NIEGO DOPROWADZIŁO

„W związku jestem 30 lat. Synowie są dorośli. Mamy wspólna firmę, dom. Nie ma miłości. Niby jesteśmy w jednym domu, ale oddzieleni od łoża i stołu. Organizowałam sobie jakoś ciekawie życie, ale czułam się taka samotna. Ja nie chce być sama i nie umiem nic zrobić! Wiem, że miłość jest najważniejsza. Mam dość. Odchodzę po tylu latach od brzuchatego, łysiejącego faceta. Jak kulturalnie to zrobić? Wysyłając SMS o treści: sorry? To chyba i tak aż nadto”.

To tylko jedna z setek historii, które można znaleźć na forach internetowych, pokazująca, w jaki koszmar ludzie potrafią zmienić swoje relacje. Wniosek: jeśli podejmować decyzje o rozwodzie, to w odpowiednim momencie. Nie czekać w nieskończoność. Psychologowie są pewni: im dłużej zwlekamy, tym bardziej maleje szansa na „dobry” rozwód i normalne życie po rozstaniu. Tkwiąc w związku na siłę, wypalamy się psychicznie i emocjonalnie. To droga donikąd, bez światełka w tunelu. A rozwód może się takim światełkiem okazać, choć na początku trudno w to uwierzyć.

Stacy Morrison, amerykańska psychoterapeutka, przekonuje, że rozwód jest otoczony zła sława na wyrost. Choć sama nie wspomina dobrze swej sprawy rozwodowej, przytacza przykłady rozstań wielu osób, które opowiadają, że rozwód jest czasem po prostu potrzebny. Choć bolesny, bywa świadectwem odwagi i walki o niezależność oraz szczęście.

Od kilku lat również w Polsce zmienia się stosunek do rozwodów. Rozstanie powoli przestaje być tematem tabu, przestaje tez władać nami obawa „co ludzie powiedzą”. Z badań CBOS wynika, że tylko 15 proc. Polaków to zdecydowani przeciwnicy rozwodów, 20 proc. je popiera, a 62 proc. dopuszcza. Z roku na rok rośnie też liczba rozwodzących się par.

„Oczywiście to niedobrze, że od jakiegoś czasu tak wiele małżeństw się rozpada, ale z drugiej strony należy się cieszyć, że ludzie powoli zaczynają rozumieć, iż bycie razem to nie kara. Nie żyjemy już w czasach, kiedy trzeba było być z sobą na siłę” – przekonuje Maria Rotkiel, psycholog i terapeuta z Laboratorium Psychorozwoju. „Często decyzja o rozwodzie jest słuszna. Musimy sobie uświadomić, że złe nie jest samo rozstanie, ale to, co do niego doprowadziło. Trzeba próbować wykorzystać wszystkie możliwości, łącznie z pomocą specjalisty, ale jeśli się nie uda, trudno” – dodaje Rotkiel.