Wśród kilkunastu pasażerów, którzy 23 kwietnia 1908 r. znajdowali się na niewielkim statku „Principessa Mafalda”, płynącym z Neapolu na wyspę Capri, dwóch cudzoziemców wyróżniało się niezwykłą elegancją. Jednym z nich był jadący szukać poetyckiego natchnienia Rainer Maria Rilke, drugim – rosyjski rewolucjonista Włodzimierz Lenin.

W GOŚCINIE U PISARZA

W latach 1908–1910 Lenin dwukrotnie odwiedził Capri, ale jego pobyt na tej śródziemnomorskiej wyspie jest w Polsce mniej znany niż przyjazd na małą stację w Poroninie. Może dlatego,

że wakacje w ziemskim raju, który upodobali sobie możni Europy (od koronowanych głów Szwecji po angielską arystokrację i niemieckich przemysłowców), nie pasowały do proletariackiego przywódcy. Tymczasem wiele wskazuje na to, że gdyby Lenin nie udał się na Capri, historia XX w. potoczyłaby się zupełnie inaczej! W niewielkim porcie czekali na przybysza Maksym Gorki ze swą drugą żoną, słynącą z urody aktorką Marią Andrejewną. Pisarz przyjechał na wyspę na początku listopada 1906 r. Czyli zaraz po wyjściu z więzienia za ideowe poparcie rewolucji 1905 r., dzięki któremu stał się bohaterem.

Pozostał na wyspie przez siedem lat. Najpierw zamieszkał tam w pięknie położonej willi Blaesus (w której dziś mieści się hotel Villa Krupp). Potem w willi Ercolano (znanej też jako Villa Spinola, należącej do niemieckiego bakteriologa Emila von Behringa), stworzonej z przylegającego do skały starego klasztoru. Te miejsca stały się swoistym centrum kulturalnym, w którym Gorkiego odwiedziło wielu sławnych rodaków, m.in. późniejszy laureat Literackiej Nagrody Nobla Iwan Bunin i reformator teatru Konstanty Stanisławski.

KOCHANKA ZAMIAST ŻONY

Paradujący w meloniku, elegancki, wykształcony, wyrafinowany rewolucjonista, którego tubylcy brali za angielskiego  arystokratę, wydawał się człowiekiem, z którym można pertraktować

Lenin w listach poprzedzających wizytę pisał, że przyjedzie z żoną. Jednak Nadieżda Krupska tam się nie pojawiła. Niemniej Lenin nie przybył sam, lecz w towarzystwie pięknej młodej kobiety (rewolucjonista miał na swym koncie niewiele, za to bardzo intensywnych romansów).

Do dziś nie wiadomo, z kim dokładnie. Może z tajemniczą Elizabeth K., bogatą rozwiedzioną arystokratką? A może – co bardziej prawdopodobne – z pochodzącą z Paryża Inessą Armand? Przystąpiła do ruchu bolszewickiego pod wpływem lektury jego eseju „Co robić”. Zauroczenie Lenina Inessą było tak duże, że ku powszechnemu zdumieniu dał jej stanowisko wykładowczyni w założonej przez siebie paryskiej szkole rewolucji, o czym jego najbliższa współpracowniczka i żona mogła tylko pomarzyć. Aleksander Sołżenicyn pisał, że to jedyna osoba, od której proletariacki przywódca był uzależniony. A ponieważ zaczynająca cierpieć na chorobę Basedowa – czyli autoimmunologiczne schorzenie objawiające się zazwyczaj nadczynnością tarczycy – tracąca urodę Krupska była uzależniona od Lenina, pozostało jej tylko zaakceptować trójkąt.