W 2004 r. na łamach prestiżowego magazynu „Science” ukazał się artykuł informujący o sklonowaniu ludzkich zarodków. Dokonał tego koreański lekarz Woo Suk Hwang, który natychmiast zyskał ogólnoświatowy rozgłos. Kilka miesięcy później jego sława jeszcze wzrosła, gdyż w wyniku klonowania materiału genetycznego pobranego od osób dorosłych uzyskał 11 linii ich komórek macierzystych. Było to rewolucyjne osiągnięcie, ponieważ z komórek tych można wyhodować niemal każdy organ – serce, wątrobę, nerki itp. Pojawiała się więc szansa na ostateczne rozwiązanie problemu transplantacji, gdyż dawcą narządów byłby każdy sam dla siebie. Zniknęłaby też groźba odrzucenia przeszczepu. W gazetach zaczęto snuć wizje definitywnego pokonania raka, chorób Alzheimera i Parkinsona. Koreańska poczta wyemitowała znaczek przedstawiający człowieka wstającego z wózka inwalidzkiego. Sprawcę tego cudu obwołano bohaterem narodowym.

Pod koniec 2005 roku współpracujący z Hwangiem amerykański genetyk Gerald Schatten zarzucił mu niespodziewanie naruszanie zasad etyki. Sprawa wydawała się błaha, chodziło o kupowanie od kobiet komórek jajowych. Koreańczyk zaprzeczał, ale pod presją międzynarodowych autorytetów medycznych powołano komisję, która miała zbadać przebieg jego eksperymentów. Wynik jej prac okazał się szokujący. Wyszło na jaw, że Woo Suk Hwang ani niczego nie sklonował, ani nie wyhodował komórek macierzystych. Wyniki badań opisanych w „Science” sfabrykował. „Zaślepiła mnie praca i pragnienie sukcesu” – tłumaczył. I natychmiast dodawał, że naprawdę opracował metodę klonowania ludzi, ale nie mógł jej zastosować z powodu braku funduszy. Nikt w to nie uwierzył, gdyż hochsztapler otrzymał od rządu ok. 40 mln dolarów. Większość tej sumy przepuścił na pseudonaukowe eksperymenty, część gdzieś zniknęła. Prokuratura oskarżyła go o defraudację, w 2009 roku został skazany na 2 lata więzienia w zawieszeniu. Władze Narodowego Uniwersytetu w Seulu odebrały mu profesurę i usunęły z uczelni wraz z siedmioma współpracownikami.