To było w niedużym mieście, gdzieś w zachodniej Polsce. Uroczyste obchody Dnia Kobiet, występy paru osób. Pisarka, zespół muzyczny i wreszcie pojawia się ona. Szczupła, zadbana, uśmiechnięta. Przemiło wita zebrane i każe wstać. „Unieśmy ręce i mówmy: Jestem wspaniała, jestem super” – zachęca, a zgromadzone kobiety, jest ich chyba ze sto, ochoczo wstają i krzyczą. Nie protestują, gdy potem mają klepać się po pupach i piersiach, powtarzając za liderką „Mam piękną pupę i cudowne piersi”. Nie ironizują, gdy ta peroruje: „Jesteśmy boginiami, bo rodzimy dzieci i nakrywamy stoły obrusami, robimy kariery i opiekujemy się bliskimi. Jesteśmy fantastyczne”. Na koniec roześmiane wymieniają uściski i całusy.

W ten sposób nieoczekiwanie trafiłam w środek piekła afirmacji. Nie przyłączyłam się wprawdzie do chóru potakiwaczek, ale pomyślałam, że musi być coś z naszą pewnością siebie nie tak, skoro tak łatwo dajemy się wkręcić w czary. Tym bardziej że to godzinne spotkanie było tylko próbką kursów, które prowadząca urządza w całym kraju za pieniądze.

Zresztą nie trzeba jechać daleko. Wystarczy popytać. Szefowa niedużej międzynarodowej firmy: „Znalazłam się na tym stanowisku właściwie przypadkiem. Cały czas myślę, że to się wyda”. Autor głośnej książki w reakcji na komplement, że to świetna rzecz: „Przypadek”. Redaktor cenionego magazynu: „Czuję się jak Dyzma. Boję się, że w końcu ktoś zauważy, że osiągnąłem to w wyniku zbiegu okoliczności”. Przykłady można mnożyć, ale nie w tym rzecz. Czas się z tym rozprawić. Bo pewność siebie nie jest wrodzona. Można się jej nauczyć. I warto, bo przydaje się nie tylko przy wspinaniu po szczeblach kariery. Nie zawadza również w wydawaniu przyjęć, podróżowaniu, uprawianiu sportów, poznawaniu języków obcych, randkowaniu i pielęgnowaniu związków.

 

Pewność, czyli niepewność

Jak mówi Agnieszka Kasprzyk-Mączyńska, coach biznesu i psycholożka z Uniwersytetu SWPS w Sopocie: „Polskie dziecko mogłoby mieć na imię Uważaj”. Bo choć od opresyjnych lat 70. i 80. minęły dekady, wciąż na placach zabaw i w przedszkolach słychać zewsząd: „Uważaj!”.

Prof. Wiesław Łukaszewski w książce „Wielkie i te nieco mniejsze pytania psychologii” przyznaje, że relacja dorosły–dziecko to ważny tor oddziaływań. „Zaczyna się od prostego treningu samodzielności (lub niesamodzielności) małych dzieci, związanego głównie ze sposobami reakcji na próby spontanicznej aktywności dzieci – pisze. – Wzmacnianie takich prób (»Sprawdź, co się stanie«, »Sam spróbuj«…) lub ich ograniczanie (»Nie rób tego, bo sobie krzywdę zrobisz«, »Nie wchodź tam, bo ubranko sobie pobrudzisz«…) nie tylko służy rozwojowi samodzielności bądź niesamodzielności, ale kształtuje też ogólne nastawienie do zadań czy zdarzeń. Akceptacja, wspieranie samodzielności sprzyjają kształtowaniu postawy skutecznego sprawcy, podczas gdy ograniczanie, udaremnianie samodzielności sprzyja bierności i postawie bezradnościowej, roli pionka niesionego przez zdarzenia zewnętrzne”.

Agnieszka Kasprzyk-Mączyńska wychowuje dwóch synów. Kiedy próbują się wdrapać na wysoki murek, zachęca: „Spokojnie, zrobisz to. W razie czego jestem blisko”. Zazwyczaj jednak pojawia się wtedy ktoś obcy z ostrzeżeniem: „Uważaj”. I tak już będzie przez całe życie. Nawet jeśli – bo to się przecież zdarza – wyjdziemy z domu wyposażeni w odwagę, będziemy spotykać po drodze ludzi, którzy zechcą nam podciąć skrzydła.