Czy da się uprawiać rośliny w kosmosie?

Bohater książki „Marsjanin” przeżył na powierzchni Czerwonej Planety dzięki uprawie ziemniaków. Pomysł autora bestsellera Andy’ego Weira nie jest wcale odległy od rzeczywistości. 10 sierpnia 2015 roku amerykańscy astronauci na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej po raz pierwszy spróbowali warzywa wyhodowanego w kosmosie. Ten „honor” przypadł sałacie rzymskiej. Tak przynajmniej wynika z komunikatów NASA. Co ciekawe, rosyjska agencja kosmiczna pozwoliła kosmonautom na spożywanie owoców ich pracy już w… 2003 roku.

Pierwszą rośliną, która zakwitła i wydała nasiona w kosmosie, był zaś rzodkiewnik z rodziny kapustowatych. Nastąpiło to w 1982 roku na pokładzie radzieckiej stacji kosmicznej Salut 7. Komukolwiek należy się palma pierwszeństwa – faktem jest, że uprawa roślin w kosmosie stanowi nie lada wyzwanie. W stanie nieważkości nie ma tradycyjnie pojętych „góry” i „dołu”, korzenie rosną więc we wszystkich kierunkach. Woda i nawóz zamiast skupiać się w jednym miejscu, „rozpływają się” w różne strony. Aby temu zapobiec, eksperci z NASA na potrzeby projektu Veggie (warzywko) skonstruowali niewielką szklarenkę, która pomaga prowadzić pędy roślin. Wewnątrz umieścili „poduszki” wypełnione ziemią i nawozem. Do środka astronauci włożyli taśmy z przyklejonymi nasionami. Ułożyli je tak, aby kiełkowały w pożądanych kierunkach. Światła niezbędne do wzrostu dostarczyły LED-y.

A może na pustyni?

Około 5 km od Zatoki Spencera niedaleko Port Augusta w Australii Południowej znajduje się 20-hektarowa farma, która na przemysłową skalę produkuje pomidory. W pobliżu nie ma żadnego źródła słodkiej wody, a pustynna gleba nie nadaje się do uprawy. Mimo to w szklarniach rośnie 180 tys. sadzonek. Jak to możliwe? Sundrop Farm, aby funkcjonować, potrzebuje jedynie słonej wody i energii. Ta pierwsza pompowana jest podziemnym rurociągiem wprost z oceanu. Tę drugą pozyskuje się ze słońca. 23 tys. specjalnych luster kieruje promienie w stronę wieży odbiorczej, która w bezchmurny dzień generuje 39 megawatów energii. Dzięki niej działa stacja odsalająca wodę, pompy oraz system chłodzenia. Pomysłodawcy postanowili wykorzystać uprawy hydroponiczne – warzywa rosną na specjalnych pożywkach w łupinach orzechów kokosowych. Co ważne, pomidory z pustyni można już kupić w australijskich supermarketach. Codziennie z farmy wyjeżdżają dwa tiry pełne warzyw. Kolejne tego typu miejsca powstają w Portugalii (tam ma rosnąć papryka) i w Tennessee w USA (borówki).

To może w igloo?

Studenci z Ryerson University w Kanadzie zbudowali w Naujaat na kole podbiegunowym szklarnię w kształcie igloo. Kopuła geodezyjna z trójkątów równoramiennych z poliwęglanów kosztowała 150 tys. dolarów. Może przetrwać wiatry wiejące z siłą do 150 km/godz. i przysypanie 250-centymetrową warstwą śniegu. Projekt wykorzystuje ogrzewanie pasywne. W środku znajdują się m.in. specjalne wanny z wodą, które najpierw nagrzewają się, by następnie oddać ciepło. Szklarnia działa przez 7 miesięcy w roku. Wystarczy ok. 3 godziny światła słonecznego, by w środku panowała odpowiednia temperatura do uprawy groszku, marchewki czy pomidorów. Większość roślin rośnie w specjalnych hydroponicznych wieżach (w takich uprawach wykorzystuje się pożywki wodne zamiast gleby). Dzięki temu można zwiększyć plony czterokrotnie i zmieścić w szklarni około 2 tys. roślin.

Pozostaje... za kołem podbiegunowym?

W 1998 roku w Inuvik w Kanadzie, 200 km na północ od koła podbiegunowego, mieszkańcy zaproponowali, aby przerobić nieużywaną halę hokejową na szklarnię. Dwa lata później cieszyli się pierwszymi zbiorami. Na dawnej tafli znajdują się niewielkie poletka (5x1 m i 2,5x1 m) do wynajęcia – mieszkańcy za niewielką opłatą mogą sadzić na nich warzywa i kwiaty. Na trybunach urządzono pole komunalne. Szklarnia działa od maja do września. Wówczas nasłonecznienie pozwala na wegetację roślin (latem słońce nie zachodzi przez 56 dni).