Do dziś nie udało się ustalić, kiedy i w jaki sposób zginął Johann Wilhelm Trollmann. Angielskie źródła twierdzą, że zakończył życie 9 lutego 1943 roku, niemieckie zaś, że stało się to w marcu, ale rok później. Co do jednego wszyscy są jednak zgodni. Trollmann zginął w obozie koncentracyjnym, a jego śmierć miała wiele wspólnego z tym, czemu oddawał się z pasją przez większość życia – z boksem.

Z frontu do obozu

Lato 1942 roku nie było szczęśliwe dla 35-letniego wówczas wojennego weterana. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej walczył na wschodnim froncie, ale teraz jego cygańskie pochodzenie zaczęło przeszkadzać Aryjczykom. Wrócił więc do rodzinnego Hanoweru. Tutaj jednak nie nacieszył się długo wolnością. Został aresztowany i wysłany do obozu koncentracyjnego.

Wybór władz padł na KZ Neuengamme, położony w hamburskiej dzielnicy o tej samej nazwie. Powstał w 1938 roku, a tamtejsi więźniowie pracowali przy produkcji dachówek i cegieł. Swoją złowrogą sławę obóz Neuengamme zyskał między innymi dlatego, że to tutaj rozpoczęto eksperymenty z Cyklonem B. Kiedy trafił tu Trollmann (otrzymał numer obozowy 9841), wydłużono więźniom czas pracy – musieli spędzać w komandach roboczych także niedzielne przedpołudnia. Czas wolny mieli tego dnia tylko po południu. Wtedy odbywały się w obozie bokserskie walki. Boks był obok futbolu ulubionym sportem w przedwojennych Niemczech. Kibice kochali go tak bardzo, że mistrzów kraju rozpoznawano  na ulicach. Trollmann, którego największa sława przypadła na przełom lat 20. i 30., długo nie mógł pozostać niezauważony. Był przecież mistrzem Niemiec. Chociaż tylko przez tydzień.

Mistrz Niemiec

9 czerwca 1933 roku w walce o wakujący tytuł mistrzowski w wadze półciężkiej Trollmann zmierzył się z Adolfem Wittem. Pas mistrzowski był do wzięcia, bo do tego momentu posiadał go bokser żydowskiego pochodzenia Erich (Eric) Seelig, a Żydom zakazano uprawiania sportu. Nazistowska prasa nie oszczędzała pretendenta do tytułu. Trollmann nazywany był „Cyganem” i „cygańską baletnicą”, jego fani nadali mu jednak inny przydomek: „Rukeli”, co w języku Romów znaczyło „drzewo”.  Jego rywal zaś był wychwalany jako typowy Aryjczyk. Wydawałoby się, że w ringu to, jaka krew płynie w żyłach bokserów, nie powinno mieć znaczenia. Okazało się jednak inaczej. Mimo że Trollmann miał zdecydowaną przewagę, przedstawiciel bokserskiej federacji nakazał sędziom, żeby walkę uznali za nierozstrzygniętą. Wrzawa, która się wówczas podniosła, była trudna do opisania. Ostatecznie idea sportu oderwanego od polityki zwyciężyła, bo pas przyznano jednak Rukelemu. Płakał w narożniku po części ze szczęścia, a częściowo ze smutku, bo jego triumfu nie doczekał ojciec, który zmarł kilka tygodni wcześniej.

Rukeli mistrzem był niecały tydzień. Nazistowska machina, wprawiona w ruch, nie zamierzała się zatrzymywać. Dla nikogo prócz czystych Aryjczyków nie mogło być miejsca na zaszczytnej liście niemieckich bohaterów ringu. Tydzień po swoim sukcesie Trollmann został poinformowany, że pas, a więc i tytuł zostają mu odebrane. W tej akcji miał maczać palce sam Adolf Hitler – od pół roku kanclerz Rzeszy, dla którego potwarzą były tytuły mistrzowskie w rękach Żydów czy Cyganów.

Oficjalnie Trollmann musiał oddać tytuł ze względu na „zły styl boksowania” i „skandaliczne zachowanie w ringu”.

Nie był to pierwszy przypadek rasizmu, z którym zetknął się w swojej karierze Rukeli. Kiedy miał 21 lat, nie pozwolono mu reprezentować barw Niemiec na olimpiadzie w Sztokholmie w 1928 roku. Mimo że zawodnik hanowerskich klubów: BC Heros i BC Sparty Hannover-Linden był mistrzem północnych Niemiec amatorów. Odmowa zawierała uzasadnienie, że „zawodnik nie reprezentuje niemieckiej szkoły boksu”. Dwa lata później Rukeli był już zawodowcem.

Trener SS

To właśnie styl boksowania – specyficzny taniec w ringu – sprawił, że młody Cygan stał się tak znany. Niektórzy ten sposób walki nazywali wręcz sztuką.

Nic dziwnego, że po przybyciu do obozu w Neuengamme Trollmann krótko miał spokój. Po kilku dniach rozpoznał go jeden z esesmanów, który w cywilu był bokserskim sędzią. Nie zorganizowano jednak wówczas żadnego pięściarskiego pojedynku. Trollmann miał natomiast trenować obozową załogę SS.

Nie zwalniało go to z pracy ani nie zapewniało lepszych racji żywnościowych. Rukeli, kiedy inni mogli choć trochę odpocząć, zaczynał zajęcia z bokserami amatorami. Wielu z nich pamiętało jeszcze walkę, która odbiła się szerokim echem w Niemczech: w 1933 roku w berlińskiej dzielnicy Kreuzberg Rukeli skrzyżował rękawice z mistrzem Niemiec w kategorii średniej Gustavem Ederem.

Mąką w nazistów

Z tej walki Trollmann uczynił manifestację. Stanął do niej z przefarbowanymi na blond włosami i ciałem obsypanym mąką, tak by jak najbardziej upodobnić się do swego „aryjskiego” rywala. Cygańskiemu bokserowi zakazano walczyć w swoim stylu, miał toczyć pojedynek na zasadach wyznaczonych przez wrogo do niego nastawionych sędziów. Pojedynek szybko stał się parodią. Lżejszy i niższy Eder uzyskiwał coraz większą przewagę, aż w końcu w piątej rundzie powalił Trollmanna na deski. Rukeli przegrał, ale na kilka miesięcy ocalił swoją bokserską licencję. Po „manifestacji” wiedział jednak, że karierę w ringu może uznać za zakończoną. Nie stoczył już żadnej oficjalnej walki.

Byłego mistrza czekały ważniejsze zadania i jeszcze większe upokorzenia. Naziści coraz bardziej zacieśniali pętle wokół podludzi. Żeby nie trafić do obozu koncentracyjnego, trzeba było między innymi poddać się sterylizacji. Trollmann zdecydował się na ten zabieg w 1938 roku. Wcześniej rozwiódł się z żoną, która była Aryjką. Miało to zapewnić bezpieczeństwo kobiecie i córce boksera. Rok później został powołany do armii. Z Wehrmachtem wyruszył na front.

Udawana śmierć

Trenowanie esesmanów w obozie nie było najgorsze. Wprawdzie wyczerpywało siły i Rukeli marniał w oczach, ale dawało nadzieję przeżycia. W lutym 1943 roku Trollmann jednak nagle zniknął. Więźniowie zaczęli rozgłaszać pogłoski, że umarł.