Pierwszym psem, który znalazł się na orbicie okołoziemskiej, była rosyjska Łajka. Wystrzelono ją 3 listopada 1957 r., na pokładzie Sputnika 2. O wydarzeniu rozpisywały się gazety, podobizna suczki znalazła się na znaczkach pocztowych kilku krajów, m.in. Polski. Nie ujawniano jednak prawdziwych informacji o jej losie. Przed startem psa ogolono, by do czujników rejestrujących pracę serca i innych organów docierały jak najsilniejsze sygnały. W ramach kampanii reklamującej kosmiczny sukces ZSRR zapewniano, że na pokładzie jest duży zapas pożywienia (w postaci żelu) i że planuje się sprowadzenie Sputnika na Ziemię. Tymczasem z góry założono, że misja jest bezpowrotna i Łajka zginie. Na szczęście zwierzę długo się nie męczyło, padło kilka godzin po starcie z powodu stresu, przeciążeń i przegrzania. Przed misją Jurija Gagarina Rosjanie wysłali w kosmos jeszcze kilka psów. Tym razem prototypy statku Wostok 1 miały już faktycznie wracać na Ziemię, ale wciąż dochodziło do wypadków i zwierzęta ginęły. Dopiero w sierpniu 1960 r. sukcesem zakończył się lot małej menażerii – psów Striełki i Biełki, królika, dwóch szczurów i stadka 30 myszy.

Striełka wróciła w tak dobrej kondycji, że po pewnym czasie urodziła szczenięta; jedno z nich w geście dobrej woli podarowano Caroline Kennedy, córce prezydenta USA. Amerykanie do swoich doświadczeń wykorzystywali głównie małpy. W 1948 r. wystrzelili na wysokość suborbitalną (ok. 120–130 km) dwa rezusy – Alberta I i Alberta II. Eksperyment zakończył się śmiercią zwierząt. Dopiero dziesięć lat później małpy zaczęły wracać na Ziemię żywe. Udało się to nawet rezusowi o imieniu Sam, na którym przetestowano katapultowanie z wysokości 80 km. We wrześniu 1961 r. ostatni test przed  pierwszym lotem orbitalnym wykonał szympans Enos. Również jego wykorzystano do celów propagandowych, szerząc wieści, że po wylądowaniu skakał z radości i uściskał członków ekipy, która wyciągała go z kapsuły.