W sumie, każdy koniec roku tak wygląda, bo nagle 31 grudnia o północy nie odcinamy sobie niczego, ale łagodnie przechodzimy w nowe. Znam wiele osób, które nie lubią idei „nowego roku” i sama noc sylwestrowa nie robi na nich wrażenia. Znam też wiele osób, które lubią nadawaną temu dniu magiczną łatkę. Jednych i drugich czule obejmuję tym tekstem, bo on jest bardziej odnoszący się do symbolicznego przejścia z jednej klasy do drugiej. Potraktujmy go jako taką lekcję mądrości mistrza Yody, który w swej niewielkiej posturze skrywał wielkie wskazówki typu: tam musisz wejść, niech moc będzie z tobą, albo spierdolić tego, czego się nauczyłeś w 2020, w 2021 nie możesz. Dobra, tego ostatniego nie powiedział, ale gdyby żył w czasach pandemii, to pewnie mniej więcej tak brzmiałoby jego przesłanie.  

 

Z lekcjami życia jest jak z lekcjami w szkole. Jeśli nie odrobisz lekcji, to dostaniesz uwagę – a i tak będziesz musiał ją odrobić. OK, masz pewien limit nieprzygotowań, ale on się kiedyś kończy. A poza tym, nawet jeśli raz czy dwa zrobi je za ciebie ktoś inny, to w kolejnej klasie i tak wyjdzie, że nie potrafisz i będziesz musiał się z tym zmierzyć.

 

Dawno, dawno, dawno temu byłam na profilu matematyczno-fizycznym w liceum. Wychowawca świetny matematyk cisnął nas z „królowej nauk” jak mało kto. Szczęśliwie lubiłam matmę i nawet mi dobrze szło, do tego stopnia dobrze, że zdawałam rozszerzoną maturę z matmy. Ale był taki moment, chyba to było w trzeciej klasie liceum, kiedy właśnie tenże wychowawca powiedział nam na jednej z lekcji:

 

Moi drodzy, dziś zaczynamy rachunek prawdopodobieństwa, kto nie załapie tego od razu, to raczej potem nie załapie”.

 

Mój mózg rozpoczął błyskawicznie pobudzenie szarych komórek mózgowych, aby w przeciągu 10 sekund osiągnąć ich poziom maksymalny czyli gotowy na przyjmowanie instrukcji w stylu: rzut kostką, losowanie kul, albo rzucamy trzykrotnie symetryczna monetą. Mój umysł ostry jak brzytwa, osiągnął założone przeze mnie pobudzenie rzeczywiście szybko i jak otwarte wrota niebios czekał na dawki wiedzy z rachunku prawdopodobieństwa.

 

Problem tylko polegał na tym, że jedyna informacja, która przechodziła przez te wrota brzmiała:  „Moi drodzy, dziś zaczynamy rachunek prawdopodobieństwa, kto nie załapie tego od razu, to raczej potem nie załapie”. A zaraz za nią kolejna: „Moi drodzy, dziś zaczynamy rachunek prawdopodobieństwa, kto nie załapie tego od razu, to raczej potem nie załapie”. I potem znowu: „Moi drodzy, dziś zaczynamy rachunek prawdopodobieństwa, kto nie załapie tego od razu, to raczej potem nie załapie”.

 

Mój umysł tak bardzo bał się nie zrozumieć, że jedyne na czym mógł się skoncentrować to lęku przed nie-zrozumieniem. Słodkie, prawda? Ah te nasze pułapki umysłu ;-)

 

Piszę o tym dlatego, że chciałabym, żeby u każdego kto to czyta przez wrota swojego umysłu, nie przechodziło jedynie wielokrotnie powtarzane zdanie: „Tylko nie spierdol tych lekcji z 2020”, ale żeby zmieściły się też tam te prawdziwe lekcje, które odrabialiśmy po milionkroć od marca 2020.

 

Spróbujmy więc wspólnie zmieścić sobie w te wrota również wspomniane lekcje. A trochę ich było, więc wymienię te najczęściej wspominane przez was u mnie. Takie top fajw:

 

1. Cierpliwość do wszystkiego i wszystkich – pracy zdalnej, gotowania, spania, ćwiczenia w jednym pomieszczeniu z 7 innymi osobami, które kochamy ogromnie ale jednak momentami chętnie wysłalibyśmy na kwarantannę np. ja wiem… gdzieś jakby na księżyc.

 

2. Odpuszczanie kontroli – bo chęć planowania, strategicznego działania, ustalania i potwierdzania jest w nas ogromna i słusznie, bo to niezwykle podniecające wiedzieć na pewno, tyle tylko… że to rzeczywiście podniecająca – ale jednak iluzja i to nie tylko w 2020. Żyliśmy iluzją myślenia, że mamy wpływ na wiele rzeczy, ale okazało się w przyspieszonym tempie, że tak nie jest.

 

3. Akceptacja nieznanego – to trochę jaki upgrade lekcji numer 2. Bo jak już sobie uświadomiliśmy, że jednak nie mamy wpływu na wiele rzeczy, to kolejnym krokiem jest akceptacja (fuuuu!) tego, że nie będziemy wiedzieć. Być może w ramach szczęścia, wiemy co w najbliższym tygodniu, ale w perspektywie miesiąca nic nie wiemy i musimy się z tym pogodzić.