Dlatego nowe Orient Star M45 F7 Small Seconds wzbudziły moje zainteresowanie właśnie spokojem. Japońska marka kontynuuje obchody 75-lecia, ale w tym przypadku rocznicowy charakter został zamknięty w klasycznym zegarku o średnicy 39 mm. Są trzy wersje kolorystyczne – zielona, beżowa i szara – a dopiero ta ostatnia jest limitowanym wydaniem przygotowanym w liczbie 500 egzemplarzy.
Jubileuszowy zegarek, który można naprawdę nosić
Mam wrażenie, że właśnie tutaj Orient Star trafił w bardzo rozsądny punkt. 39-milimetrowa koperta z nierdzewnej stali SUS316L ma 11,7 mm grubości, więc proporcje są zdecydowanie bliższe klasycznemu zegarkowi garniturowemu niż współczesnym, dużym konstrukcjom próbującym zdominować nadgarstek. Całość waży 76 gramów.
To szczególnie istotne przy zegarkach kupowanych z okazji rocznicy marki. Kolekcjonerski charakter łatwo zamienia się przecież w przedmiot przeznaczony głównie do oglądania w pudełku. M45 F7 sprawia inne wrażenie. Można założyć go do koszuli, marynarki, płaszcza, ale równie dobrze potraktować jak codzienny mechaniczny zegarek, który po prostu jest trochę bardziej dopracowany od przeciętnego modelu.

Tarcza ma do powiedzenia coś więcej
Na pierwszy rzut oka tarcza wygląda dość tradycyjnie. Są delikatne cyfry rzymskie, wskazówki w kształcie liści, kolejowa podziałka minutowa i charakterystyczne dwa elementy komplikujące symetrię. U góry umieszczono wskaźnik rezerwy chodu, natomiast przy godzinie szóstej znalazła się mała sekunda. Datownika nie ma.
Dobrze, że go zabrakło. Okienko daty bardzo często wygląda na eleganckiej tarczy jak przypadkowo wstawiony przycisk w zabytkowym meblu. Tutaj kompozycja pozostała spokojna, choć daleko jej do nudy.
Orient zastosował drobnoziarnistą fakturę i matowe wykończenie, które w jubileuszowej szarej odmianie ma nawiązywać do rozgwieżdżonego nocnego nieba. Marka określa ten motyw jako coś na kształt gwiezdnego pyłu. Brzmi romantycznie, może nawet odrobinę zbyt romantycznie jak na kawałek metalu na nadgarstku, ale sama faktura rzeczywiście jest ciekawsza niż zwykła gładka tarcza.
Zielony wariant wydaje mi się najbardziej uniwersalny, beżowy ma wyraźnie bardziej vintage’owy charakter, natomiast szary najmocniej kojarzy się z ideą jubileuszowego modelu. Ten ostatni otrzymuje również czarny skórzany pasek, podczas gdy zielona i beżowa wersja są zestawione z brązowym.
W środku własny mechanizm
Pod względem mechanicznym Orient Star również ma argumenty wykraczające poza wygląd. W środku pracuje automatyczny kaliber F7H44 produkcji własnej, który można również dokręcać ręcznie. Rezerwa chodu przekracza 50 godzin, a deklarowana dokładność wynosi od +15 do -5 sekund na dobę. Mechanizm można oglądać przez transparentny dekiel zabezpieczony szafirowym szkłem. Z przodu również zastosowano szkło szafirowe.
Nie jest to zegarek sportowy przebrany za elegancki model. Wodoszczelność wynosi 3 bary, czyli 30 metrów, więc kontakt z wodą warto traktować raczej jako sytuację przypadkową niż zaproszenie do pływania. Przy tej stylistyce trudno jednak uznać to za szczególnie zaskakujące.
Bardziej interesujące jest to, że komplikacje zostały ograniczone do rzeczy dobrze pasujących do charakteru zegarka. Mała sekunda trochę ożywia tarczę, a wskaźnik rezerwy chodu jest funkcjonalnym detalem, który od lat mocno kojarzy się z Orient Star. Marka stosowała go w swoich modelach już w latach 90.

Około 4 400 zł za spokojniejszą stronę japońskiego zegarmistrzostwa
W Wielkiej Brytanii zielona i beżowa odmiana kosztują 869,99 funtów, czyli około 4370 zł. Limitowana szara wersja została wyceniona na 912,99 funtów, czyli około 4590 zł.
To już poziom, na którym wybór zegarka rzadko sprowadza się do samej specyfikacji. Konkurencja jest ogromna, a kilka tysięcy złotych daje dostęp do wielu szwajcarskich i japońskich marek. Orient Star ma jednak własny charakter. Szczególnie dla osób, które znają zwykłego Orienta przede wszystkim z popularniejszych i znacznie tańszych modeli, M45 może być ciekawym przypomnieniem, że wyżej w katalogu producent potrafi wejść w dużo bardziej dopracowane zegarmistrzostwo.
Sama najchętniej wybrałabym chyba szarą wersję. Nie ze względu na tabliczkę z limitacją do 500 sztuk. Bardziej przekonuje mnie jej chłodniejsza tarcza i faktura, która pasuje do nazwy Orient Star.
