“Jeśli ćwiczysz regularnie, to ty rządzisz ciałem, a nie ono tobą”. Felieton Marioli Bojarskiej-Ferenc

Po pięćdziesiątce skóra staje się coraz „rzadsza”, traci elastyczność, niećwiczone ciało może łatwo zamienić się w galaretę. Kto jednak myśli racjonalnie, gdy wszystko jest w porządku?

Jestem po pięćdziesiątce i większość życia spędziłam, uprawiając sport. Ciągły ruch sprawił, że mam energię 16-latki i wagę taką samą jak przed laty. Moi współpracownicy często mówią: „Bojarska, wyłącz w końcu tę baterię”. A ja, jak nakręcona, ciągle chcę coś robić.

Wciąż pamiętam uwagi moich koleżanek dziennikarek – nie tylko 20 lat temu – kiedy na pytanie, co dzisiaj robiłam, odpowiadałam niezmiennie: byłam na treningu. Dziewczyny wówczas patrzyły na mnie jak na jakieś dziwadło. „Ileż można ćwiczyć?” – słyszałam. Albo gorzej: „Masz świra na punkcie ruchu?”.

Jedna z tych pań miała wówczas 40 lat i przepiękne ciało, które eksponowała w mini i mówiła: „Zobacz, ja nic nie robię, mam wszystko w genach, zero cellulitu!”.

Odpowiadałam jej, że po pięćdziesiątce skóra staje się coraz „rzadsza”, traci elastyczność, niećwiczone ciało może łatwo zamienić się w galaretę. Kto jednak myśli racjonalnie, gdy wszystko jest w porządku?

Minęło kilka lat i ta sama pani przyznała mi rację – jej ciało zaczęło gwałtownie się zmieniać, kondycja „padła” z dnia na dzień. Z kolei druga znajoma wylądowała na rehabilitacji z powodu tragicznych bólów (nie tylko kręgosłupa) spowodowanych bezruchem i tzw. siedzącą pracą.

Takich przykładów mogę podać dziesiątki – garbate plecy, starczy chód zamiast energicznego kroku; wszystko to postarza, wywołuje bóle. Dlatego nie ma co udawać, że jest inaczej – ćwiczenia są najważniejsze w życiu. Pozwalają na utrzymanie stałej wagi, wzmocnione mięśnie brzucha i grzbietu sprawiają, że nasza sylwetka wygląda młodziej, chód jest sprężysty, energiczny. Regularny trening poprawia krążenie, wzmacnia serce, płuca i odporność organizmu. Pomaga w zwalczaniu wielu dolegliwości. To istotne, bo kiedy zachorujemy, ale mamy mocny organizm, łatwiej wracamy do dobrej formy – nie tylko psychicznej, ale i fizycznej.

Podczas jednego z moich pobytów na kongresach fitnessowych w USA wręczano nagrody Iron Mana. Otrzymał ją m.in. młody chłopak z Ameryki – kolarz, który miał ciężki wypadek samochodowy, przeszedł śmierć kliniczną. Nikt nie dawał mu szansy na przeżycie. Potem, gdy jednak przeżył, wróżono mu życie na wózku inwalidzkim. Jednak siła, jaką dał mu sport, sprawiła, że krok po kroku wrócił do zdrowia i podczas gali wszedł na scenę na własnych nogach! Teraz pracuje jako ceniony rehabilitant.

Z moich obserwacji wynika, że coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z roli, jaką w naszym życiu odgrywa sport i właściwe żywienie. Także w Ameryce, uważanej przez wielu za kraj ludzi otyłych, trwa mentalna rewolucja. Gdy idziesz do restauracji na swojego ukochanego hamburgera, na ścianie znajdziesz tablicę informującą cię o kaloriach, o które „wzbogacisz” swój organizm. Kiedy uświadomisz sobie, że ta przyjemność to grubo ponad tysiąc kalorii, zastanowisz się, czy skórka jest warta wyprawki. Nie mam nic przeciwko temu, aby tabele kaloryczne zawisły także w naszych polskich restauracjach.

 

Nigdy nie jest za późno na rozpoczęcie przygody z fitnessem. Każdy może wybrać coś dla siebie: pilates, jogę, drums alive, body bar, stretching, tabatę, siłownię, spinning, zumbę i tak dalej. Wyliczać mogę bez końca.

Czasami na zajęciach 50-latki mają większą sprawność, kondycję i koordynację niż młodzi ludzie. Jaką formę ćwiczenia wybrać? To trener powinien ustawić wam plan treningowy dostosowany do stanu zdrowia, kondycji i temperamentu. Ważne jest, by na początku wybrać taką formę aktywności, która wam się podoba, bo przecież nie chodzi o to, aby uczęszczać na zajęcia za karę! Im szybciej, tym lepiej, bo łatwiej o wyrobienie pewnych nawyków na całe życie. Może was to zdziwi, ale mięśnie mają pamięć. Jeśli będziecie uprawiać regularnie sport i zrobicie sobie nawet krótką przerwę, to po powrocie do ćwiczeń szybko odbudujecie formę.

Jeśli masz 20 lat, z pewnością myślisz o jednym: spalić jak najwięcej kalorii i mieć wyrzeźbioną sylwetkę. Dwudziestolatki nie myślą o tym, że regularnie ćwicząc, przedłużają sobie młodość i zmniejszają ryzyko przewlekłych chorób. Najważniejsze jest w tym czasie nabranie dobrych nawyków, które pozostaną na całe życie.

Trzydzieści lat to przełom. Organizm powoli zaczyna się starzeć. Wtedy trzeba wziąć się w garść i zacząć treningi. Zdrowie i figura to nie dar Niebios, ale efekt wysiłków i wiedzy. Zainwestuj w siebie, warto!

Z kolei czterdziestka musi uświadomić sobie, że najważniejsze jest zdrowie. Systematycznie uprawiany sport naładuje ci akumulatory, przepędzi depresję. Ćwiczenia w siłowni poprawią muskulaturę i kondycję, a także zapobiegną osteoporozie. Z czasem usztywnia się ciało (i poglądy), więc nie zapominaj o stretchingu. Po pięćdziesiątce ćwiczenie jest szalenie ważne. U kobiet ruch zwiększa produkcję estrogenów w organizmie. Ćwicząc regularnie, obniżasz ciśnienie krwi, poprawiasz elastyczność naczyń krwionośnych, zwiększa się gęstość twoich kości. Przy okazji poprawiasz swoje życie seksualne, na czym chyba ci zależy, nieprawdaż? Jeśli ćwiczysz regularnie, to ty rządzisz ciałem, a nie ono tobą. Ćwiczyć trzeba do końca życia! Naukowcy twierdzą, że nawet u 70-latków jest możliwe ukształtowanie mięśni. A potrzebne są one, by trzymały nasz kręgosłup w pionie. I nie tylko do tego. Jest już za późno! Nie jest za późno! – pisał poeta Edward Stachura. I miał rację. Do roboty!

 


MARIOLA BOJARSKA-FERENC – dziennikarka, producentka telewizyjna, trenerka fitness, autorka 3 książek. Należy do największych organizacji fitness na świecie: IDEA  i ECA.