Są dwa sposoby na zdefiniowanie sukcesu ewolucyjnego. Pierwszy jest ściśle taksonomiczny: to grupa, która ma wiele gatunków. Drugi ekologiczny: to grupa, która opanowała duże obszary lądu. Trawy dominują na Ziemi według obu kryteriów” - mówi „Focusowi” dr Elizabeth Kellogg z amerykańskiego Donald Danforth Plant Science Center. Dowody? Rodzina traw liczy ok. 11 tys. gatunków, które porastają blisko 20 proc. powierzchni naszej planety. To te rośliny tworzą sawanny Afryki, prerie Ameryki Północnej, pampę Ameryki Południowej oraz stepy Europy Wschodniej i Azji Środkowej. A w tropikalnej części Azji panoszą się zarośla traw o zdrewniałych pędach, czyli bambusów.

Ekspansja człowieka jeszcze tylko dodaje nowe obszary do tego i tak już rozległego imperium. Duża część naszego menu to produkty wytwarzane z udomowionych traw, czyli zbóż. Także większość zwierząt hodowlanych jest trawożerna. Dlatego ludzie bez przerwy rozszerzają obszary pól uprawnych, łąk i pastwisk, a do tego jeszcze zakładają przed domami trawniki.

Co więcej, gdyby nie te rośliny, być może w ogóle nie byłoby Homo sapiens! „Nasz los od początku splótł się z losem traw. I do dziś z żadną inną grupą roślin nie wiążą nas tak bliskie związki” - pisał dr Marcin Ryszkiewicz, ewolucjonista z Muzeum Ziemi Polskiej Akademii Nauk, w książce „Ziemia i życie”. Jak to się stało, że trawy odniosły taki sukces i zarazem pomogły ludziom?

Podpalacze planety

Historia ta rozpoczyna się ok. 8 mln lat temu. To wtedy trawy objawiły swą naturę rasowych najeźdźców. Jak na agresorów przystało, podbiły świat przede wszystkim ogniem.

Trawy są niesłychanie łatwopalne (o czym co roku boleśnie przekonują się leśnicy i strażacy). Ich wyschnięte źdźbła płoną od najmniejszej iskry. Ogień szybko się rozprzestrzenia, skacząc z jednej kępy na drugą i docierając do lasów. Tam wywołuje pożary, które niszczą drzewa, ale nie trawy, a przynajmniej nie tak doszczętnie. Ich źdźbła palą się co prawda szybko, ale w niższej temperaturze, co zapobiega zniszczeniu tkanki wzrostowej, ukrytej tuż przy ziemi. Dlatego od razu po przejściu pożaru trawy są gotowe do wypuszczenia nowych pędów na pogorzelisku.

Przed milionami lat zastosowały taktykę spalonej ziemi na globalną skalę. Powietrze na naszej planecie, jak twierdzi prof. David Beerling, brytyjski paleontolog i autor książki „The Emerald Planet” („Szmaragdowa Planeta”), zagęściło się od dymów. Doprowadziło to - wskutek kilku różnych procesów - do wysuszenia powietrza i zmniejszenia ilości opadów. W rezultacie pożary wybuchały jeszcze łatwiej, rosło jeszcze więcej traw i koło się zamykało.

Od sawanny do rolnictwa

Takie zmiany flory musiały wpłynąć także na faunę. Pojawili się w niej wyspecjalizowani trawożercy. Musieli mieć mocniejsze zęby, które pozwalały na zgryzanie twardych, bo wysyconych krzemionką źdźbeł. Otwarte przestrzenie stepów, na których widać na duże odległości, ale nie można nigdzie się ukryć, wymagały z kolei dobrego wzroku i umiejętności długiego, sprawnego biegu podczas ucieczki. Przydawało się także życie w stadach - podczas gdy część osobników żerowała, inne wypatrywały drapieżników. Takim to sposobem Ziemia wzbogaciła się o konie, zebry, suhaki, antylopy gnu, gazele, a nawet kangury.

W Afryce rozrost sawann i kurczenie się lasów doprowadziły do najważniejszego dla nas przełomu w ewolucji: część małp człekokształtnych przeniosła się z drzew na otwarte, porośnięte _ V" trawami przestrzenie. Aby ochronić się przed palącym słońcem i lepiej widzieć zagrożenia, przyjęły przystosowały się do długich, niemal maratońskich biegów oraz życia we wspierających się wzajemnie społecznościach.