Jako gatunek mieliśmy dużo szczęścia. Pojawiliśmy się na Ziemi w dość spokojnym okresie, wolnym od zderzeń z asteroidami czy gigantycznych erupcji wulkanów, zatruwających powietrze i wodę. Nasza cywilizacja rozkwitła w ciepłej epoce rozdzielającej zlodowacenia trwające średnio po 100 tys. lat. Wiemy jednak, że Ziemia – choć wydaje nam się bezpieczna i stabilna – wcale taka nie jest. Rosnące temperatury prowadzą do zmian klimatycznych zagrażających zdrowiu i życiu całych społeczności. Wulkany, które tylko czasami wywołują lokalne kataklizmy, mogą się znów przebudzić. A procesy, które ukształtowały nasze krajobrazy i kontynenty, też nie ustały – wciąż działają, choć bardzo powoli, powodując np. stopniowe pękanie wschodniej części Afryki. Wszystkie te zmiany z czasem będą się nasilać, nakładać na siebie i przekształcać Ziemię.

Na część z nich możemy mieć wpływ. Jeśli uda nam się opanować np. produkcję energii za pomocą fuzji termojądrowej, być może zahamujemy globalne ocieplenie i zmniejszymy zanieczyszczenie powietrza smogiem (jeśli nie, w 2050 r. będzie on zabijał dwa razy więcej ludzi niż dziś). Jednak w dłuższej perspektywie powinniśmy przygotować się na opuszczenie Ziemi, ponieważ naturalne procesy zachodzące od zarania dziejów najpierw kompletnie ją przebudują, a potem zniszczą wszelkie życie i w końcu samą planetę.

ZA 100҄-500 LAT ZMIANA KLIMATU

Niedaleką przyszłość naszej planety łatwo przewidzieć. Procesy geologiczne przebiegają bardzo powoli, więc jeśli nie dojdzie do wydarzenia losowego, takiego jak kolizja asteroidy lub komety z Ziemią, główną rolę odegrają zmiany klimatyczne. – W skali milionów lat nie jesteśmy w stanie dokładnie ich opisać. Ale jeżeli chodzi o najbliższe stulecia i tysiąclecia, to właściwie nie ma wątpliwości: klimat całej Ziemi będzie się coraz szybciej ocieplał – mówi dr Anna Łosiak, geolożka z University of Exeter i Instytutu Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk.

Do 2100 roku poziom mórz na świecie podniesie się o 65 cm w stosunku do 2005 r. – mimo że wcześniejsze szacunki mówiły o „tylko” 30 cm. Oznacza to zagrożenie dla wielu przybrzeżnych miast (np. Wenecji, nękanej przez powodzie), a nawet całych państw. Za 100 lat przestanie istnieć archipelag Malediwów – już dzisiaj aż 80 proc. z tworzących go 1200 wysp znajduje się zaledwie metr nad poziomem morza. Będą nasilały się problemy związane z falami upałów i suszami. Wybuchną konflikty o dostęp do wody pitnej. Pełne skutki globalnego ocieplenia ludzkość odczuje w okolicach 2200 roku. W tym czasie poziom dwutlenku węgla w atmosferze będzie wyższy niż kiedykolwiek wcześniej w ciągu ostatnich 650 tys. lat.
 

ZA 10 TYS. LAT - PODNIESIENIE SIĘ POZIOMU MÓRZ

Rosnące temperatury oznaczają coraz szybsze topnienie lodowców i zwiększanie się objętości oceanów (im cieplejsza jest woda, tym więcej miejsca zajmuje). Za 10 tys. lat miasta takie jak Nowy Jork, Amsterdam czy Gdańsk zostaną zalane.