Efektem jest Gold Carbon TPT, czyli materiał, który nawet jak na standardy tej ekscentrycznej szwajcarskiej marki wygląda nietypowo. I choć zegarki zadebiutowały już w 2020 roku, dziś warto do nich wrócić, bo dobrze pokazują zmianę w myśleniu o kobiecym luksusie. Delikatność przestała być obowiązkowa. Na jej miejsce coraz częściej wchodzą mocna forma, techniczne materiały i biżuteria, którą trudno pomylić z czymkolwiek innym.
Złoto zatopione w karbonie
Sam pomysł brzmi trochę jak eksperyment materiałoznawcy, który dostał dostęp do pracowni jubilera. Carbon TPT powstaje z bardzo cienkich warstw włókien węglowych układanych pod zmieniającym się kątem. W Gold Carbon TPT pomiędzy te warstwy trafiają arkusze złota. Marka potrzebowała czterech lat, aby opracować technologię pozwalającą połączyć oba materiały i później precyzyjnie je obrabiać.

Rezultat podoba mi się właśnie dlatego, że nie przypomina klasycznej złotej koperty. Na powierzchni pojawiają się nieregularne smugi i wzory, trochę podobne do struktury drewna albo stali damasceńskiej. Złoto nie tworzy jednolitej, błyszczącej powierzchni. Przecina ciemny karbon cienkimi liniami, a układ tych wzorów powstaje przypadkowo podczas produkcji. Dwa egzemplarze mogą więc wyglądać odrobinę inaczej.
To ciekawy sposób wykorzystania szlachetnego metalu. W luksusowych produktach złoto często działa jak metka z ceną – ma być widoczne natychmiast. Tutaj trzeba mu się przyjrzeć.
RM 07-01 jest mniejszy, ale trudno nazwać go dyskretnym
Pierwszym z modeli wykorzystujących Gold Carbon TPT jest RM 07-01. Koperta ma charakterystyczny dla Richarda Mille beczułkowaty kształt i mierzy 45,66 x 31,40 mm. W środku pracuje automatyczny, szkieletowany kaliber CRMA2 z około 50-godzinną rezerwą chodu. Mechanizm ma też rotor o regulowanej geometrii, którego działanie można dopasować do aktywności osoby noszącej zegarek.
Tarcza kontynuuje zabawę ciemnymi materiałami. Pojawiają się na niej czarne szafiry i onyks, dzięki czemu złote fragmenty koperty mają mocniejszy kontrast. Zamiast typowej kompozycji złoto plus brylanty otrzymujemy coś znacznie bardziej technicznego.
Mam wrażenie, że właśnie ten model pokazuje, jak bardzo zmieniło się znaczenie określenia damski zegarek. RM 07-01 nie został pomniejszony i ozdobiony kilkoma kamieniami na końcu procesu projektowego. Jego mechanika, materiały i wygląd były od początku traktowane jako jedna całość.

RM 037 dokłada trochę więcej zegarmistrzowskiej treści
RM 037 jest większy – jego koperta mierzy 52,63 x 34,40 mm – i ma bardziej rozbudowaną funkcjonalność. Za wskazania odpowiada automatyczny kaliber CRMA1. Oprócz godzin i minut dostajemy duży datownik oraz selektor funkcji mechanizmu. Przycisk przy godzinie czwartej pozwala wybrać nakręcanie, ustawianie wskazań albo pozycję neutralną.
Mechanizm jest oczywiście mocno odsłonięty. Richard Mille od lat traktuje wnętrze zegarka niemal jak element wzornictwa przemysłowego, więc koła zębate, mostki i powierzchnie wykończone na różne sposoby pozostają dobrze widoczne.
W połączeniu z Gold Carbon TPT daje to osobliwy efekt. Z jednej strony patrzymy na precyzyjną szwajcarską mechanikę, z drugiej na materiał, który równie dobrze mógłby znaleźć się w hipersamochodzie. Do tego dochodzą złoto, onyks i szafiry. Teoretycznie łatwo byłoby przesadzić. Richard Mille od dawna jednak funkcjonuje w estetyce, w której przesada jest właściwie punktem wyjścia.

Ceny również należą do świata Richarda Mille
Przy debiucie RM 07-01 w wersji Gold Carbon TPT kosztował około 147 tysięcy franków szwajcarskich, czyli przy obecnym kursie około 677 tysięcy zł. RM 037 wyceniono wówczas na 194 tysiące franków szwajcarskich, czyli około 894 tysiące zł. Były to ceny podawane przy premierze tych wersji, więc nie należy traktować ich jako obecnego cennika.
Trudno przy takich kwotach prowadzić zwyczajną dyskusję o opłacalności. W tej części rynku zegarek jest kolekcjonerskim przedmiotem, biżuterią i demonstracją możliwości producenta jednocześnie.

Richard Mille potraktował projekt damskiego zegarka jako pretekst do opracowania nowego materiału, a później zbudował wokół niego całą estetykę. Kobiecość nie została tutaj sprowadzona do różowego koloru i kilku kamieni. I chociaż subtelności w tych zegarkach jest mniej więcej tyle, co w supersamochodzie zaparkowanym przed operą, trudno odmówić im charakteru.
