Pamiętaj, że równowaga w dawaniu i braniu ma charakter dynamiczny – nieustannie zmieniają się sytuacje, nasze potrzeby i możliwości. Dlatego jest wiele okoliczności, w których w sposób naturalny więcej dajemy lub bierzemy. Np. podczas choroby czy innego kryzysu możemy przyjmować więcej troski i wsparcia, a gdy z kolei to nasza partnerka czy partner są w potrzebie, my dajemy więcej. Pamiętajmy jednak: dawanie z potrzeby serca jest czym innym niż długotrwałe jednostronne eksploatowanie swojej energii czy nawykowa rezygnacja z własnych potrzeb.

On i dziecko kontra ja

Paweł i Ania. Oboje po czterdziestce. Trzy córki. Dom pod Warszawą.

Oboje przyznają, że ostatnio troszkę się mijają, ale podobno nie to stanowi problem. Ona: Nie mogę znieść jego stosunku do naszej najstarszej córki, która wie, że przy Pawle może sobie pozwolić na wszystko. Trzymają sztamę. To wygląda tak, jakby oboje byli przeciwko mnie. Gośka wchodzi w trudny wiek. Ostatnio wykrzyczała mi, że w życiu nic mi się nie udaje, a wszystko, co mamy, to wyłącznie zasługa taty. A Paweł? Po prostu się z tego śmiał.

On: Bo to śmieszne. Anka wszystko wyolbrzymia. Zachowuje się, jakby była zazdrosna o własną córkę. To jest normalne? A po tej aferze uciekła z płaczem. Zachowała się jak wariatka.

Niebezpieczne sojusze

Rodzice mają działać ramię w ramię

Relacje z dziećmi to jeden z ważniejszych aspektów w co-dziennym życiu rodziny. To prawdziwy poligon, wręcz – jak to niektórzy określają – wojna podjazdowa. „To, że dzieci będą buntować się, krzyczeć, jest zupełnie jasne. Pytanie, jak my się zachowamy, gdzie wspólnie postawimy granice. Brak rozmowy o wspólnych priorytetach, jeśli chodzi o wychowywanie dzieci, to jeden z większych błędów” – ostrzega Dagmara Miąsek. Co robić? Od początku działać ramię w ramię. Bo nie jesteśmy mamą i tatą. Jesteśmy rodzicami. W domowych kuluarach można powiedzieć „nie masz racji”, warto pośmiać się ze wspólnych reakcji, ale wobec dziecka – stoimy murem. Benedykt Peczko zwraca uwagę na poważniejszy aspekt całej sprawy. Często, choć nie uświadamiamy sobie tego, wkraczamy z dziećmi w nieformalne koalicje przeciwko drugiemu rodzicowi. „Zdarza się, że ojciec czuje się niedowartościowany przez żonę. Zrozumienia szuka u córki, bo jej najzwyczajniej imponuje. To znów efekt braku rozmowy w związku. Bo żona może nie zdawać sobie sprawy, że partner potrzebuje dowartościowania. Myśli: »On jest taki pewny siebie, to po co go chwalić«” – mówi Peczko. Podkreśla jednocześnie, że problem nie dotyczy tylko relacji rodzic–dziecko: „Spotkałem się z przeróżnymi konfiguracjami koalicji, chociażby dziadków przeciwko matce”.

Takich koalicji trzeba unikać jak ognia. Na dłuższą metę są niszczące i uniemożliwiają budowanie zdrowych relacji. Zwłaszcza w wypadku dzieci, bo jako członek koalicji zostają wyrzucone z naturalnej roli, a wrzucone w kompletnie dla nich niezrozumiałą.