Jesteś taką ofermą!

Krzysiek i Ola, 33 lata, półroczne dziecko. Niedawno przeprowadzili się do Krakowa.

Ona: Przyznaję, że często nie mogę się powstrzymać od porównywania Krzyśka z mężami koleżanek. I co ja poradzę, że to porównanie nie wypada dobrze? On jest taki sam jak cała jego rodzina. Żyć po linii najmniejszego oporu, bo jakoś to będzie. Inni budują domy, a my gnieździmy się z dzieckiem w pokoju; inni potrafią zarobić tyle, żeby ich żony czuły się bezpiecznie. A on? Wieczny optymista!

On: Nie będę mówił wszystkiego. Powiem tylko, że staram się, jak mogę, a z niezadowoleniem spotykam się na każdym kroku. Przykład? Niedawno byli u nas znajomi i przy nich usłyszałem: „Krzysiek, co ty za talerzyki na stole postawiłeś? Przepraszam was. On tak zawsze. Nawet do stołu nakryć nie potrafi”.

 

Życie nie jest bajką

Pamietaj: oboje jesteście przeciętni

Niemiecka psychoterapeutka Eva Zurhorst zadaje swoim pacjentom i czytelnikom swoich książek pytanie: dlaczego żądasz, aby twój partner był ideałem, księciem lub księżniczką z bajki, skoro ty sam jesteś przeciętną osobą? Można pogłębić to pytanie. Czy robisz dla waszego związku tyle, ile wymagasz od partnera? Odpowiedź dla wielu osób może się okazać druzgocąca. „Ale właśnie taki szokujący rachunek sumienia pomoże rodzinie. Bo tylko uświadomienie sobie, że wszyscy powinni dawać tyle samo, ile biorą, pozwoli na jej normalne funkcjonowanie. To jest klucz do sukcesu” – przekonuje Peczko. „W przeciwnym razie osoba, która tylko daje, w końcu się wypali. Z moich obserwacji wynika, że to może się też odbić na jej zdrowiu fizycznym” – przestrzega.

W każdej rodzinie dochodzi do spięć. I rzecz nie w tym, aby do nich nie dochodziło. „Kłótnie są jak najbardziej wskazane. Jeśli nigdy nie wybuchają, to oznacza, że wygasły emocje. Ale jeśli już się kłócić, to należy robić to uczciwie” – mówi Lidia Czarkowska. Co to znaczy? „Mówmy o tym, co nas boli, a nawet, jakie są nasze warunki, żebyśmy nadal stanowili rodzinę. Ale nie atakujmy siebie nawzajem, jak ognia unikajmy ranienia drugiej osoby i nie licytujmy, kto jest w większym stopniu odpowiedzialny za błędy. To tylko pali mosty i ciężko wrócić do punktu wyjścia” – wylicza.