FiiO najwyraźniej dostrzega w tej niedoskonałości całkiem atrakcyjny biznes. Firma zapowiedziała CP11 – kieszonkowy odtwarzacz kaset magnetofonowych, który wygląda trochę jak sprzęt znaleziony w sklepie elektronicznym w 1994 roku, a trochę jak gadżet zaprojektowany specjalnie dla pokolenia odkrywającego kasety z TikToka.
FiiO CP11 przypomina Walkmana, ale przynajmniej część technologii pochodzi z 2026 roku
CP11 ma być niewielki, lekki i wyraźnie smuklejszy od wielu nowych odtwarzaczy kasetowych. FiiO pracuje nad zupełnie nowym, cienkim mechanizmem transportu taśmy. Producent zapowiada także lepszej jakości głowicę magnetyczną, silnik bezszczotkowy oraz nowy układ sterowania serwomechanizmem.
Współczesne odtwarzacze kaset często mają atrakcyjną obudowę, natomiast ich mechanika potrafi być daleka od jakości dobrych urządzeń sprzed kilkudziesięciu lat. Problemy ze stabilnością prędkości przesuwu taśmy czy przeciętnymi głowicami szybko przypominają, że samo okienko z obracającymi się szpulami jeszcze dobrego sprzętu audio nie czyni.

FiiO ma już zresztą doświadczenie z tym formatem. CP13 pojawił się w 2024 roku i był świadomie prostą, analogową konstrukcją zamkniętą w metalowej obudowie. Wbudowany akumulator pozwalał na około 15 godzin odtwarzania, a ładowanie odbywało się przez USB-C.
CP11 zapowiada się jako sprzęt bardziej codzienny i łatwiejszy do wrzucenia do torby czy kieszeni. Na zdjęciach pojawiają się między innymi warianty beżowy, czerwony i turkusowy. Są też klasyczne fizyczne przyciski sterujące, więc żadnego przesuwania palcem po ekranie tutaj nie będzie. I dobrze. Przy kasecie ekran dotykowy wyglądałby mniej więcej tak naturalnie jak panel LCD zamontowany na maszynie do pisania.
Bluetooth przy kasecie brzmi dziwnie. Po chwili zaczyna mieć sens
Największym ukłonem w stronę współczesności będzie Bluetooth. CP11 ma umożliwiać bezprzewodową transmisję dźwięku, dzięki czemu stare nagranie z taśmy będzie można wysłać do nowych słuchawek. Na obudowie widać nawet osobny przycisk odpowiadający za tę funkcję.
Purysta może w tym momencie przewrócić oczami. Analogowa kaseta, potem cyfrowe kodowanie sygnału i bezprzewodowe słuchawki? Gdzieś na świecie właśnie zadrżała półka z kolekcją Nakamichi.
Mnie jednak ten pomysł przekonuje. Jeśli kasety mają rzeczywiście wracać do codziennego użytkowania, trudno oczekiwać, że każdy kupujący zacznie kompletować stylizowany zestaw wraz z przewodowymi słuchawkami. FiiO zachowuje charakter fizycznego nośnika, a jednocześnie usuwa jedną z największych przeszkód we współczesnym korzystaniu z niego.

Można więc wyjąć kasetę, nacisnąć Play i słuchać jej na słuchawkach Bluetooth, których używamy każdego dnia ze smartfonem. To trochę technologiczny mezalians, ale wyjątkowo praktyczny.
Kaseta wraca, choć jakość dźwięku wcale nie jest jej najmocniejszym argumentem
Warto też ostudzić audiofilskie emocje. Nawet bardzo dobry odtwarzacz nie zmieni kasety w format oferujący parametry współczesnych plików hi-res. Szum taśmy, ograniczona dynamika i podatność nośnika na zużycie należą do jego natury.
Tyle że współczesny renesans fizycznej muzyki od dawna nie opiera się wyłącznie na jakości dźwięku. Winyle wróciły dlatego, że dają coś, czego Spotify dostarczyć nie potrafi – przedmiot, okładkę, rytuał i poczucie posiadania konkretnego albumu.
Kaseta dokłada do tego jeszcze większą dawkę niedoskonałości. Trzeba ją włożyć, czasem przewinąć, po jednej stronie albumu zatrzymać się i przełożyć na drugą. Dziś brzmi to niemal absurdalnie pracochłonnie. Właśnie dlatego może być przyjemne.
Nie jest to zresztą wyłącznie sentymentalna zabawa garstki kolekcjonerów. W Wielkiej Brytanii w 2025 roku sprzedano około 164 tysięcy kaset, o 53% więcej niż rok wcześniej. Nadal jest to mały rynek w porównaniu z winylem, którego sprzedano tam 7,5 mln egzemplarzy, ale kierunek zmian trudno przeoczyć. Na kasetach pojawiają się współczesne albumy największych artystów, więc nowe odtwarzacze mają już co odtwarzać poza kolekcją znalezioną na strychu.

FiiO ma jeszcze jeden kasetowy projekt. I sprawił firmie sporo problemów
CP11 nie powstaje w próżni. FiiO rozwija również droższy model CP15, którego premierę przesunięto z powodu problemów związanych z opracowaniem bardzo cienkiego mechanizmu. Producent przyznaje, że dopracowanie konstrukcji, sterowania i współpracy poszczególnych elementów okazało się bardziej skomplikowane, niż zakładano. CP15 ma kosztować w okolicach 150 dolarów, czyli około 555 zł.
CP11 powinien być wyraźnie tańszy. Oficjalnej ceny jeszcze nie podano, ale mówi się o poziomie około 100 dolarów, czyli mniej więcej 370 zł. Premiera planowana jest przed końcem 2026 roku.
I przy takiej kwocie zaczyna się robić ciekawie. To poziom, przy którym można kupić urządzenie z czystej ciekawości, wyciągnąć stare kasety z pudełka albo zamówić nowe wydanie ulubionego albumu bez poczucia, że właśnie rozpoczyna się kolejny kosztowny audiofilski nałóg.
Mam wrażenie, że właśnie dlatego CP11 może znaleźć więcej odbiorców, niż sugerowałaby kondycja rynku kaset. Żyjemy w czasach, w których technologiczne firmy robią wszystko, aby usunąć z naszego życia kolejne kliknięcie, kabel i sekundę oczekiwania. Tymczasem część ludzi coraz chętniej płaci za gramofon, aparat natychmiastowy czy kasetę wymagającą przewijania.
Być może wygoda osiągnęła już taki poziom, że odrobina niewygody ponownie stała się atrakcją. FiiO CP11 idealnie trafia w ten paradoks.
