Canyon patrzy na to inaczej. Prototyp Stingr Smart Helmet ma być jednocześnie kaskiem, ekranem, systemem ostrzegania, zestawem słuchawkowym i cyfrowym asystentem bezpieczeństwa. W jego opuszczanym wizjerze pojawia się wyświetlacz HUD, znany z lotnictwa i motoryzacji. Na nim można zobaczyć trasę, prędkość, moc, kadencję, tętno czy ostrzeżenie o samochodzie, który zbliża się z tyłu albo gwałtownie hamuje przed nami.
Brzmi jak sprzęt dla kogoś, kto za chwilę wystartuje w Tour de France, a nie pojedzie rano przez miasto do pracy. A jednak trudno zignorować fakt, że akurat rowerzyści są dziś trochę pozostawieni sami sobie. Samochody mają radary, kamery, czujniki martwego pola, systemy wykrywania pieszych i hamowanie awaryjne. Rowerzysta zwykle ma lusterko, jeśli pamiętał je kupić, i nadzieję, że kierowca za nim nie odpisuje właśnie na wiadomość.
Ekran przed oczami może być lepszy niż kolejny ekran na kierownicy
Najciekawszym elementem Stingr Smart Helmet jest ekran w wizjerze. Canyon chce wyświetlać na nim informacje tak, by nie zasłaniały drogi, lecz trafiały głównie na obrzeża pola widzenia. Dopiero pilne alerty miałyby pojawiać się bliżej środka.

To pomysł, który ma więcej sensu niż kolejne gigantyczne liczniki rowerowe przypominające małe tablety. Kto jeździ regularnie, ten zna ten odruch: szybkie spojrzenie w dół, żeby sprawdzić nawigację albo tempo, a potem ułamek sekundy później okazuje się, że przednie koło jest niebezpiecznie blisko studzienki, krawężnika albo człowieka, który właśnie bez ostrzeżenia zmienił kierunek jazdy.
W teorii HUD może ograniczyć takie momenty. Nie chodzi nawet o to, by podczas niedzielnej przejażdżki oglądać wykres mocy jak zawodowiec analizujący etap wyścigu. Bardziej przemawia do mnie nawigacja podana dyskretnie, bez mocowania telefonu na kierownicy i bez ciągłego zerkania na ekran. Szczególnie w mieście, gdzie trasa potrafi zmienić się w slalom między pieszymi, kurierami, drzwiami samochodów i miejscami, w których ścieżka rowerowa nagle uznaje, że dalej każdy radzi sobie już sam.
Kask ma ostrzegać przed tym, czego jeszcze nie widać
Stingr Smart Helmet powstał jako część systemu Canyon Predict. To koncepcja roweru wyposażonego w kamery, radary i czujniki analizujące otoczenie wokół rowerzysty. Dane mają być przetwarzane bezpośrednio na rowerze, a nie wysyłane do chmury, dzięki czemu ostrzeżenia mogą pojawiać się szybciej.
Taki zestaw mógłby wykrywać zbliżający się pojazd, nagłe hamowanie, przeszkody na trasie, zmianę nawierzchni czy sytuację w peletonie. Kask przejąłby rolę komunikatora: wyświetlił alert, zawibrował albo podał komunikat przez system audio działający przy uchu. Canyon zakłada, że użytkownik nadal będzie słyszał otoczenie, co akurat wydaje się warunkiem podstawowym, a nie dodatkową funkcją premium.
Rowerzysta nie potrzebuje kolejnego urządzenia, które przez całą jazdę komentuje jego życie. Nie chcę dostać komunikatu, że zbliżam się do skrzyżowania, jadę pod wiatr, mam niskie tętno, źle skręcam i prawdopodobnie powinnam też wypić wodę. Człowiek na rowerze ma ograniczoną uwagę, a droga nie wybacza przeładowania bodźcami.

Właśnie dlatego powodzenie takiego projektu zależy mniej od samego ekranu, a bardziej od tego, czy system będzie umiał się zamknąć, gdy nie ma nic naprawdę ważnego do powiedzenia. Dobrze zaprojektowany alert może uratować sytuację. Dziesięć alertów w ciągu minuty sprawi tylko, że każdy kolejny stanie się przezroczysty.
Wycieraczka do wizjera brzmi śmiesznie, dopóki nie zacznie padać
Canyon przewidział też sterowanie głosowe, dotykowe przyciski na skorupie kasku oraz sygnały haptyczne. Wizjer można wysunąć lub schować, bez odrywania rąk od kierownicy. Przy jego chowaniu ma przesuwać się przez nieruchomą wycieraczkę czyszczącą zewnętrzną powierzchnię.
Każdy, kto jeździł w deszczu, po pylącej drodze albo w upale, gdy pot i kurz potrafią skutecznie zamienić okulary w mętną szybkę, raczej nie będzie się z niego śmiał. Technologia w rowerach ma sens wtedy, gdy pamięta o banalnych rzeczach. Świetny ekran nie przyda się wiele, gdy po kilku kilometrach będzie wyglądał jak szyba auta po przejechaniu przez letnią burzę.
Kask ma też mieć przednie i tylne oświetlenie, system audio do prowadzenia rozmów oraz wskazówek nawigacyjnych, a także panele słoneczne wspierające ładowanie. Według zapowiedzi jego bateria powinna działać od 8 do 15 godzin, zależnie od sposobu używania funkcji. To rozsądny deklarowany zakres, choć w praktyce właśnie bateria może stać się największym testem całej idei. Kask, którego trzeba codziennie ładować jak telefon, szybko przestaje być dyskretnym pomocnikiem, a zaczyna być kolejnym sprzętem przypominającym o sobie wtedy, gdy człowiek najmniej ma na to ochotę.

Przyszłość roweru nie powinna polegać na tym, że przestajemy patrzeć
Stingr Smart Helmet pozostaje na razie prototypem i Canyon nie podał ceny ani terminu rynkowej premiery. Marka pokaże projekt wraz z systemem Predict podczas Eurobike we Frankfurcie, które odbywa się od 24 do 27 czerwca. Sam kask ma jednak działać także bez połączenia z futurystycznym rowerem – dane może pobierać ze smartfona, więc w założeniu nie będzie wyłącznie dodatkiem do jednego, bardzo drogiego modelu
Mam wrażenie, że ten projekt dobrze pokazuje kierunek, w którym będzie szedł rowerowy sprzęt. Nie przez dokładanie kolejnych ekranów dla samej efektownej prezentacji, ale przez próbę odzyskania uwagi, którą dziś oddajemy telefonom, licznikiem i ciągłemu rozglądaniu się za tym, co nadjeżdża z tyłu.
Oczywiście kask nie rozwiąże problemu złej infrastruktury, nieuspokojonego ruchu ani kierowcy, który uważa, że metr odstępu podczas wyprzedzania rowerzysty to ekstrawagancja. Może jednak dać kilka sekund więcej na reakcję. A na rowerze kilka sekund potrafi znaczyć więcej niż cała długa lista parametrów, które zwykle tak ochoczo wpisuje się do specyfikacji.
