Tylko że motocykliści, podobnie jak kierowcy samochodów, mają dość osobliwy talent do negocjowania z własnym zmęczeniem. Jeszcze tylko do kolejnego zjazdu. Jeszcze tylko sto kilometrów. Przecież nie jestem aż tak padnięty. Właśnie ten odruch chce kiedyś wykorzystać Polaris. Firma opatentowała inteligentny kask, który ma oceniać kondycję osoby jadącej i – w razie potrzeby – przypominać jej, że pora przestać udawać niezniszczalną.
Pomysł jest równocześnie rozsądny i lekko niepokojący. Bo każdy chce, aby technologia pomogła uniknąć tragedii. Znacznie mniej osób marzy o tym, żeby motocykl urządzał im rozmowę wychowawczą w połowie drogi.
Kask ma obserwować człowieka, nie tylko drogę
Współczesne motocykle potrafią już naprawdę dużo. Kontrola trakcji pilnuje uślizgu, ABS bierze pod uwagę pochylenie, radar ostrzega przed pojazdami w martwym polu, a tempomat adaptacyjny potrafi zachować dystans. Maszyna coraz lepiej rozumie własne ograniczenia i otoczenie. Znacznie gorzej radzi sobie z tym, co dzieje się pod kaskiem.

Patent Polaris zakłada, że właśnie tam można szukać sygnałów ostrzegawczych. Inteligentny kask miałby korzystać z czujników ruchu, danych o przyspieszeniach i obrotach głowy, a także informacji biometrycznych. W projekcie pojawia się między innymi sensor umieszczony przy czole, zdolny śledzić tętno, temperaturę ciała, saturację czy oddech. System mógłby też korzystać z danych płynących z samego pojazdu, choćby z pracy zawieszenia.
Brzmi jak trochę przesadnie wyposażona opaska sportowa, tyle że zamknięta w skorupie kasku i znacznie bardziej zainteresowana tym, czy za chwilę nie popełnimy kosztownego błędu.
Polaris opisuje mechanizm, który zbiera te informacje w jeden wskaźnik obciążenia. W praktyce kask nie miałby pytać człowieka, czy jest zmęczony. Próbowałby sam zauważyć, że jego reakcje zwalniają, ruchy głowy stają się mniej precyzyjne, a organizm wysyła już sygnały, których właściciel jeszcze nie chce przyjąć do wiadomości.
To wcale nie jest fantazja z kategorii futurystycznych gadżetów, które mają pięknie wyglądać na targach. Zmęczenie, rozproszenie uwagi i spadek czujności są realnym problemem na drodze, zwłaszcza podczas długich przelotów, jazdy nocą, upału albo monotonnej podróży ekspresówką. Człowiek nie wyłącza się nagle jak telefon z 1% baterii. Najpierw po prostu gorzej ocenia sytuację. A na motocyklu margines błędu bywa dużo mniejszy niż w samochodzie.
Najpierw ostrzeżenie, potem ta gorsza część pomysłu
W najbardziej łagodnym wariancie system miałby po prostu ostrzegać. Dźwiękiem w głośnikach, wibracją, komunikatem na ekranie pojazdu albo sygnałem przekazywanym przez kierownicę. To akurat łatwo sobie wyobrazić. Wiele osób i tak jeździ z interkomem, nawigacją i muzyką w kasku, więc dodatkowy komunikat w rodzaju: zatrzymaj się, jesteś przemęczona, nie byłby technologiczną rewolucją.
Schody zaczynają się później.
Patent przewiduje kolejne poziomy reakcji, w tym konieczność aktywnego potwierdzenia, że kierujący nadal jest w pełni świadomy. A gdy takiego potwierdzenia zabraknie, system miałby potencjalnie ograniczać prędkość, moc silnika lub obroty. W najdalej idącym scenariuszu pojazd mógłby zostać wyhamowany aż do zatrzymania.
I tu rozumiem oba obozy. Z jednej strony, jeśli ktoś rzeczywiście zasypia, traci orientację albo nie reaguje na kolejne ostrzeżenia, trudno udawać, że pełna wolność manetki jest najważniejszą wartością świata. Z drugiej, perspektywa motocykla, który uzna nas za zbyt zmęczonych i zacznie sam ograniczać możliwości, będzie dla wielu osób niemal obrazą majestatu.

Motocyklowa kultura od dawna opiera się przecież na poczuciu sprawczości. Na tym, że to człowiek wybiera linię przejazdu, tempo, chwilę postoju i moment, w którym wraca do domu. Nawet najbardziej racjonalny system bezpieczeństwa może zostać odebrany jak nadgorliwy pasażer, który po godzinie podróży zaczyna komentować każdą zmianę biegu.
W terenie taki pomysł może mieć więcej sensu
Warto pamiętać, że Polaris nie jest marką kojarzoną wyłącznie z klasycznymi motocyklami drogowymi. Firma działa mocno w świecie ATV-ów, pojazdów side-by-side, skuterów śnieżnych i off-roadu. A tam zmęczenie ma jeszcze inny wymiar. Jazda w terenie potrafi być fizycznie wyczerpująca, hałaśliwa, pełna wstrząsów i decyzji podejmowanych w ułamku sekundy. Po kilku godzinach na wybojach człowiek naprawdę nie potrzebuje wielkiej filozofii, żeby zacząć popełniać głupie błędy.
W takim środowisku inteligentny kask mógłby działać nie jak elektroniczny nadzorca, ale jak ktoś, kto zauważa moment, w którym ambicja wyprzedza rozsądek. Zwłaszcza podczas grupowych wypraw. Patent opisuje też możliwość łączenia kasków w sieć, komunikowania się między uczestnikami i ostrzegania grupy, że ktoś oddalił się za bardzo albo może mieć problem.
To akurat ma w sobie praktyczny sens. Każdy, kto jechał w większej ekipie, zna ten moment, gdy ktoś znika za zakrętem, a reszta przez kilka minut udaje spokój, choć w głowie zaczynają się już układać mniej przyjemne scenariusze.
Technologia, której największym wyzwaniem będzie zaufanie
Największym pytaniem nie jest nawet to, czy Polaris potrafi zbudować taki system. Patent pokazuje raczej kierunek myślenia niż gotowy produkt, a między jednym a drugim potrafi minąć wiele lat. Ważniejsze będzie to, czy ludzie pozwolą kaskowi oceniać własny stan.

Bo biometria bywa kapryśna. Tętno rośnie ze zmęczenia, ale także z zimna, stresu, emocji czy zwyczajnego zachwytu nad pustym zakrętem. Gwałtowniejsze ruchy głową mogą oznaczać spadek koncentracji, ale mogą też wynikać z jazdy po nierównej nawierzchni. System będzie musiał odróżnić człowieka przemęczonego od człowieka, który po prostu ma gorszy dzień, jedzie po szutrze albo właśnie pokłócił się przez interkom z kolegą o trasę.
Mam wrażenie, że najbardziej akceptowalna wersja tej technologii byłaby prostsza niż patentowe wizje. Kask, który zauważa przeciążenie, ostrzega, proponuje przerwę i pozwala kierowcy podjąć decyzję. Bez automatycznego odbierania mu kontroli, przynajmniej dopóki nie pojawi się naprawdę poważne ryzyko.
Bo w gruncie rzeczy nie chodzi o to, by motocykl wychowywał człowieka, tylko by przypomniał mu o czymś, o czym na trasie bardzo łatwo zapomnieć: że najlepsza jazda kończy się wtedy, gdy nadal ma się siłę opowiedzieć o niej po powrocie.
