Smith wprowadza technologię Twiceme do wybranych kasków rowerowych. Chodzi o rozwiązanie oparte na NFC, które po zbliżeniu telefonu może dać dostęp do najważniejszych informacji medycznych użytkownika. Brzmi jak drobiazg, ale w praktyce to jeden z tych dodatków, które zaczynają mieć sens dopiero wtedy, gdy człowiek wyobrazi sobie samotny trening, glebę na szutrze, zjazd w lesie albo zwykły wypadek na drodze, po którym niekoniecznie da się spokojnie opowiedzieć, jak się nazywamy, kogo powiadomić i na co jesteśmy uczuleni.
Mały chip w kasku, czyli bezpieczeństwo bez kolejnej baterii do ładowania
Twiceme nie jest nową koncepcją, ale wejście do kolejnych modeli Smitha pokazuje, że takie rozwiązania powoli przestają być ciekawostką dla technologicznych maniaków. System wykorzystuje chip NFC, czyli tę samą rodzinę technologii, którą znamy choćby z płatności zbliżeniowych. W kaskach Smitha element Twiceme został umieszczony w pokrętle systemu dopasowania z tyłu głowy.
Najważniejsza funkcja to Medical ID. Użytkownik może zapisać w aplikacji dane, które w sytuacji awaryjnej bywają ważniejsze niż model roweru czy średnia prędkość z ostatniego segmentu. Mam na myśli alergie, choroby, przyjmowane leki, grupę kontaktów alarmowych i podstawowe informacje, które mogą pomóc osobie udzielającej pierwszej pomocy. Ktoś z telefonem może zbliżyć go do oznaczenia Twiceme i odczytać te dane, o ile wcześniej zostały skonfigurowane.
Podoba mi się w tym przede wszystkim brak kolejnego akumulatora. Rowerzysta i tak ma dziś do ładowania licznik, lampki, radar, telefon, czasem elektroniczną zmianę biegów, zegarek i słuchawki. Gdyby jeszcze kask wymagał regularnego karmienia prądem, część osób szybko machnęłaby ręką. NFC jest pod tym względem rozsądne, bo działa bez baterii w samym chipie.

Smith stawia na cztery modele
Technologia Twiceme trafia do czterech kasków Smitha. Dwa z nich są przeznaczone głównie na szosę, gravel i dłuższe wypady – Trace Mips Twiceme oraz Triad Mips Twiceme. Dwa kolejne celują w jazdę terenową – Payroll Mips Twiceme i Forefront 2 Mips Twiceme. Wszystkie występują w wersji Matte Black / Topo, czyli w dość bezpiecznym, ciemnym malowaniu z graficznym wzorem.



Ceny na rynku amerykańskim wyglądają następująco: Trace Mips Twiceme kosztuje 285 dolarów, czyli około 1040 zł, Triad Mips Twiceme 225 dolarów, czyli około 820 zł, Payroll Mips Twiceme 230 dolarów, czyli około 840 zł, a Forefront 2 Mips Twiceme 162 dolary po obniżce z 270 dolarów, czyli około 590 zł zamiast około 985 zł.
Ważne jest też to, że wersje z Twiceme mają kosztować tyle samo, co standardowe odpowiedniki bez tej technologii. Dodatki bezpieczeństwa często kończą jako opcja premium, za którą płaci się jak za luksusowy lakier w aucie. Jeśli ta funkcja nie podnosi ceny, łatwiej traktować ją jak naturalny element wyposażenia, a nie fanaberię dla osób, które już kupiły wszystko do roweru.
To nie zastąpi kasku, zdrowego rozsądku ani telefonu
Mam mieszane uczucia wobec gadżetów, które sprzedają nam poczucie pełnej kontroli. Wypadek z definicji jest sytuacją, która tę kontrolę odbiera. Dlatego Twiceme warto traktować trzeźwo. To nie jest ratownik medyczny zaszyty w skorupie kasku. To narzędzie, które może skrócić drogę do informacji. Może pomóc przypadkowemu świadkowi, partnerowi treningowemu albo służbom. Może też nie zostać użyte, jeśli nikt nie zauważy oznaczenia, nie będzie miał telefonu albo zwyczajnie nie będzie wiedział, co z tym zrobić.

I właśnie dlatego największym wyzwaniem dla takich technologii nie jest sam chip. Jest nim edukacja. Systemy bezpieczeństwa działają dobrze wtedy, gdy ludzie wiedzą, że istnieją i jak z nich skorzystać. Na razie większość z nas patrzy na kask przez pryzmat Mipsa, wentylacji, wagi, rozmiaru i tego, czy okulary da się wygodnie włożyć w otwory. Informacja medyczna w kasku nadal brzmi trochę niszowo. Ale kiedy raz przejedzie się samotnie przez las, bez zasięgu w telefonie i z myślą, że ostatni spacerowicz był kilometr temu, takie dodatki przestają wydawać się przesadą.
Twiceme ma też funkcje związane z aplikacją, takie jak udostępnianie lokalizacji, alert bezruchu, ręczne powiadomienie alarmowe czy licznik powrotu, który może dać znać wybranym osobom, jeśli użytkownik nie wróci na czas. To już wchodzi w obszar aktywnej ochrony, zależnej od telefonu, aplikacji, ustawień i zasięgu. Dobrze, że jest, ale nie robiłabym z tego magicznej tarczy.
