Nie chodzi o to, aby po prostu kupić coś drogiego, bo przecież drippery Hario, ceramiczne są piękne i urocze, a na promocjach schodzą do 80 złotych. Zatem nie trzeba wielkich pieniędzy, warto jednak znaleźć balans pomiędzy tym jak coś zostało wykonane i najważniejsze, żeby służyło latami oraz pasowało do naszej przestrzeni. Wygląda na to, że projektant Dai Furuwatari rozgryzł jak to wykonać.
Od razu widać, że kawa będzie lepiej smakować, kiedy parzy się w tak wyglądającym dripperze
Japońskie studio Totetsu Ironworks pokazuje, że żelazo nie musi zawsze przybierać surowej formy, której jedyną zaletą jest praktyczność obrabianego materiału. Przy pomocy swojego produktu Wedge Coffee Dripper, sprawia że kawa będzie dobrze zaparzona, a samo narzędzie nie musi za każdym razem znikać wewnątrz kuchennej szafki, gdzie już nikt nie będzie musiał na nie spoglądać.

Cała konstrukcja jest od pierwszego wejrzenia szczera ze swoim potencjalnym właścicielem, nie próbuje ukrywać funkcji, ani niedoskonałości. Jest wręcz do bólu prosta. U dołu znajduje się podstawa, która gwarantuje całemu narzędziu stabilność oraz oferuje miejsce na odstawienie kubka, do którego trafi kawa. Równie dobrze, może to być dzbanek.
Czytaj też: Wystarczy sam zapach. Kawa wpływa na twój nastrój jeszcze zanim weźmiesz pierwszy łyk
Powyżej, na metalowym słupku, który perfekcyjnie przyspawano do stópki, znajduje się regulowany uchwyt z żelazną obręczą. To właśnie do niej będzie się wkładało swoisty lejek. Bowiem to do niego będzie się wkładało filtr, wypłukany i oczekujący na nasypanie odważonej ilości zmielonych dość grubo ziaren.

W przeciwieństwie do pozostałych elementów całej konstrukcji, stożkowy dripper i kawa będą miały stale kontakt z wodą, więc zadbano o to, żeby użyć jednak materiału odporniejszego na utlenianie. Dlatego, chociaż całość jest z żelaza, to ów lejek jest w miarę lekki oraz wykonany ze stali nierdzewnej.
Można zatem go swobodnie myć. Co więcej, pierścień, do którego trafia, nie jest na stałe przyspawany. Jak można się domyślić, byłaby to dość duża wpadka po stronie projektanta, gdyby najważniejszy element, do którego w końcu trafia kawa, byłby przytwierdzony na stałe, bez możliwości kontroli wysokości, na której się znajduje.

Podczas przelewania kawy, można powiedzieć, że wpada się w pewnego rodzaju trans. Lejąc powoli wodę, kręci się nią w pełnym spokoju, ani za szybko, ani za wolno. Na tyle szybko, żeby kawa, a właściwie esencja z jej zmielonych ziaren, mogła się wydostać z rozwijanych kawałków spoczywających w filtrze.
Czytaj też: Fellow nawet wagę zamieni w obiekt pożądania. Mistrzowie sprzętu do kawy zachwycają na IFA
Takiej samej troski wymaga pokryty lakierem filtr. Twórca informuje, że temu dripperowi trzeba okazać tyle troski i uwagi, ile otrzymuje parzona w nim kawa. Zaleca się mycie drippera mydłem do naczyń i miękką gąbką, unikając metalowych szczotek lub innych twardych gąbek, które mogłyby zarysować powierzchnię.

Żeby wyczyścić stojak, należy go wytrzeć wilgotną szmatką i natychmiast wysuszyć. Producent zaleca również okresowe nakładanie oleju lub wosku pszczelego na żelazne elementy konstrukcji. Nie jest to zatem wybór dla osób, które pomiędzy jednym a drugim kubkiem kawy chcą być jak najmniej zaangażowani w konserwacje używanych narzędzi. Niemniej, ma w sobie coś przyciągającego uwagę. Pretensjonalnego, owszem!, lecz również i ciepłego.
Źródło: yankodesign
