Mam do tego mieszane uczucia, bo część uroku kawy tkwi właśnie w rytuale. Z drugiej strony doskonale rozumiem ludzi, którzy nie chcą zaczynać dnia od małego laboratorium na blacie. Nowy ekspres Ninja jest właśnie dla nich. W Wielkiej Brytanii wyceniono go na 899,99 funtów, czyli około 4600 zł, więc mówimy już o sprzęcie z wyższej półki, a nie o impulsywnym zakupie przy okazji wymiany tostera.
Ekspres, który bierze na siebie poranne decyzje
Ninja AutoBarista Pro działa jak odpowiedź na zmęczenie wyborem. W menu są między innymi espresso, lungo, americano, cappuccino, latte, flat white, cortado, cafe crema, kawa filtrowana, cold brew, cold-pressed, iced latte i gorąca woda. Lista wygląda jak karta małej kawiarni, tylko przeniesiona na ekran dotykowy w kuchni. I tu akurat trudno udawać, że to drobiazg. Dla jednej osoby kawa oznacza espresso wypite w dwóch łykach przy zlewie. Dla drugiej – mleczne latte na pół kubka, traktowane bardziej jak deser niż dawka kofeiny.
AutoBarista Technology ma automatycznie dobierać mielenie, parzenie i spienianie do wybranego napoju. W praktyce chodzi o zdjęcie z użytkownika tej części pracy, która w półautomatycznych ekspresach bywa najbardziej frustrująca. Można lubić kawę, ale niekoniecznie mieć ochotę pamiętać, czy przy nowych ziarnach trzeba zejść o dwa stopnie z grubością mielenia. Wbudowana waga i młynek mają dozować kawę wagowo, a system parzenia pracuje przy ciśnieniu 9 barów.
Dwa pojemniki na ziarna, czyli mały luksus codzienności
Najbardziej praktycznym elementem wydają mi się dwa wymienne pojemniki na kawę. Każdy mieści 340 g ziaren, więc można trzymać w domu dwa różne warianty bez przesypywania, kombinowania i przechowywania resztek w przypadkowych opakowaniach. Jedna osoba może używać mocniejszej kawy do espresso, druga łagodniejszych ziaren do mlecznych napojów. Można też rozdzielić klasyczną kawę i bezkofeinową, co w wielu domach kończy wieczny spór o to, czy po 17:00 kawa jeszcze jest przyjemnością, czy już sabotażem snu.

To drobiazg, który dobrze pokazuje zmianę w myśleniu o ekspresach. Kiedyś automat miał po prostu robić kawę. Teraz ma ogarniać domowników, ich przyzwyczajenia i małe kaprysy. AutoBarista Pro pozwala też zapisać dwa profile użytkownika z preferencjami dotyczącymi mocy, temperatury, rozmiaru napoju i pianki. Dwa profile to nie jest rozmach dla wielopokoleniowej rodziny, ale dla pary albo dwóch głównych kawoszy w domu wystarczy.
Pianka, zimna kawa i ta dziwna potrzeba kawiarni w domu
Ciekawy jest też nacisk na mleko i napoje zimne. Ekspres ma 5 ustawień spieniania: mleko parowane, cienką piankę, gęstą piankę, bardzo gęstą piankę i cold foam. To sporo, ale nie dziwi mnie ten kierunek. Coraz więcej osób nie kupuje ekspresu wyłącznie po to, żeby robić espresso. Kupuje go, bo chce mieć w domu latte jak z ulubionej kawiarni, cold brew w cieplejszy dzień i coś efektownego w wysokiej szklance, gdy przychodzą znajomi.
Z tym że efektowność ma swoją cenę. Ekspresy automatyczne obiecują porządek, ale każdy sprzęt z mlekiem wymaga pielęgnacji. Ninja próbuje to uprościć przez samoczyszczącą dyszę pary, automatyczne płukanie i części nadające się do zmywarki. To ważne, bo domowy zachwyt nad pianką bardzo szybko gaśnie, gdy po kilku dniach trzeba walczyć z zaschniętym mlekiem w zakamarkach. W takich urządzeniach wygoda nie kończy się na przycisku start. Prawdziwy test zaczyna się po trzecim cappuccino i po tygodniu zwykłego życia, kiedy nikt nie ma ochoty robić z czyszczenia osobnego hobby.

Cena ustawia oczekiwania wysoko
Ninja ma już w ofercie Luxe Café Premier, czyli tańszy model 3 w 1 z młynkiem, wagą, espresso, kawą filtrowaną i cold brew. W Wielkiej Brytanii kosztuje 549,99 funta, czyli około 2800 zł, a więc różnica względem AutoBarista Pro jest spora. Luxe Café Premier pozostawia więcej manualnego udziału, między innymi przy pracy z kolbą i ubijaniu kawy, natomiast AutoBarista Pro idzie w stronę pełnej automatyzacji.
Przy 899,99 funta Ninja wchodzi jednak na teren, gdzie konkurencja nie śpi. De’Longhi, Philips, Sage czy KitchenAid mają swoje argumenty, a kupujący w tej półce cenowej zwykle oczekuje już nie tylko wielu programów, ale też świetnej jakości napoju, wygodnego czyszczenia i trwałości. Sam ekran dotykowy i długa lista kaw nie wystarczą. W tej klasie sprzęt musi dobrze znosić codzienność: różne ziarna, mleko roślinne, kaprysy domowników i fakt, że blat kuchenny nie jest salonem pokazowym.
