Nie ma mowy o nudnych lodach w kawiarnii Otsu, w Barcelonie. To właśnie o niej zrobiło się w ostatnim czasie szalenie głośno, że aż sama właścicielka postanowiła zaadresować zainteresowanie i przedstawić kto stoi za tymi wszystkimi pomysłami.
W Barcelonie nie ma chwili na nudę, kiedy powstają takie szalone kawiarnie
Zwariowane kreacje w Otsu tworzą doskonały kontrast z motto kawiarni, które można ujrzeć na jej oficjalnym profilu: Built for slowing down, czyli stworzona dla chwili spokoju, a przecież, jak tu powstrzymać emocje i pośpiech, kiedy każdy weekend to w tej kawiarni mały spektakl, bowiem to właśnie wtedy kulinarni artyści mają wolną rękę do poszukiwania nowych kierunków.

Na co dzień też jednak nie ma nudy. Jeżeli komuś nazwa skojarzyła się w pierwszej chwili z japońskim miastem, to może być spokojnym, bo to jest dobry kierunek. Nawet w tej chwili, obecne menu jest wypełnione propozycjami kuchni inspirowanej śniadaniami i lunchami właśnie tego kraju. Od egg sando po onsen eggs, po drodze z przystankiem w Korei na śniadanie z kimchi.
Czytaj też: 1800 osób podjęło się zadania przesunięcia japońskiej twierdzy ważącej 360 ton przy użyciu lin i wałków
Miejsce to zostało stworzone niecały rok temu przez Ferę Villanuevę, która porzuciła szybkie życie branży marketingowej, na rzecz szaleństwa pozwalającego się oswobodzić z granic narzucanych przez konwencjonalne potrawy. W jej wydaniu kuchnia to scena, w której królową jest kreatywność, zaś ściany tej kawiarni są gotowe przyjąć każdego gościa, którego raczą wyszukanym designem. Wiedząc to, nikogo już na pewno nie zdziwi, że to właśnie tam, w Otsu w Barcelonie powstają niecodzienne lody.

Jak mówi sama właścicielka, jest obecnie posiadaczką większej ilość form do “odlewania” kształtów, niż pozwala na to logika, lecz trudno się dziwić. Każdego tygodnia wraz z zespołem wymyśla desery w kształcie gumowych kaczuszek, albo lody w stylu kultowych Śnieżynek, ale zamiast wafla jest ciastko wyglądające jak karta tarota. A to dopiero początek.
Furorę robią lody na patyku, wyglądające jakby przed chwilą wyszły spod dłuta renesansowego rzeźbiarza, po nich przyszła pora na lody serowe, które oczywiście zgodnie z logiką były w kształcie największego z serów – naszego Księżyca. Wszystko to idealnie się wpisywało w swobodną naturę twórców Otsu w Barcelonie, łączących wysoką jakość z frywolnością.

Co ciekawe, cała ta żartobliwa zabawa z kształtami i smakami, pewnie stąpająca na granicy kiczu i sztuki, została osadzona w bardzo minimalistycznym krajobrazie. Na podłodze Otsu nie znajdzie się ani jednej płytki ceramicznej, z kolei na surowych, ceglanych ścianach, aż chciałoby się wyżyć zamaszystymi machnięciami pędzla.
Kawałek Japonii w Barcelonie
To wszystko jest jednak częścią bardzo przemyślanego stylu, odpowiadającego stałemu menu Otsu. Inspiracja Japonią jest wyraźna na każdym kroku, począwszy od wąskiego lokalu niczym w bocznych uliczkach tokijskiej dzielnicy, aż po zwisające na wejściu kotary noren.

Wnętrze również odziedziczyło elementy tradycyjnej architektury japońskiej reprezentowaną przez współczesny pryzmat sztuki architekta Tadaoa Anda. Owszem, z każdej strony łypie chłód betonu, lecz na straży komfortu stoi ciepło lamp otulonych ryżowym papierem, dzięki czemu emitują delikatne, miękkie światło uspokajające ciało i ducha. Efekt ten jest intensyfikowany przez szarfy zwisające przy ścianach obok miejsc siedzących.
Pretensjonalność tego charakteru jest na szczęście przełamywana obezwładniającą słodkością deserów i prostotą boskiej kombinacji chleba tostowego i jajka.
Źródło: mymodernmet, otsu
