W piątek o godzinie 22:49 czasu wschodnioamerykańskiego amerykańska rakieta Delta II, która wystartowała z platformy startowej 17-B w bazie lotniczej na Przylądku Canaveral (Floryda, USA), wyniosła w kosmos teleskop Kepler. W godzinę po starcie teleskop oddzielił się od modułu napędowego i skierował się na właściwą orbitę. Teleskop Kepler (na cześć siedemnastowiecznego niemieckiego astronoma) będzie krążyć wokół Słońca, w ślad za Ziemią. Będzie okrążać Słońce raz na 371 dni. Ten cud techniki kosztował aż 600 milionów dolarów, a jego zadaniem jest znaleźć planetę taką, jak Ziemia. - Zadaniem Keplera jest wyłowienie spośród wielu innych obiektów, planet, na których panują warunki zbliżone do tych panujących na Ziemi - mówi Jon Morse, szef Wydziału Astrofizyki w kwaterze NASA w Waszyngtonie. Naukowcy mają nadzieję, że Kepler pozwoli przede wszystkim ocenić rzeczywistą częstość występowania planet przypominających Ziemię w kosmosie. Będzie obserwować niewielki wycinek Drogi Mlecznej w okolicach konstelacji Łabędzia i Lutni. Zbada dokładnie około 100 tysięcy gwiazd położonych od 600 do 1000 lat świetlnych od Ziemi. Metodą tranzycji sprawdzi czy nie krążą wokół nich planety. Posłużą mu do tego światłoczułe matryce podobne do tych z cyfrowych aparatów fotograficznych. Misja Keplera potrwa trzy lata. Przez następne dwa miesiące specjaliści z Jet Propulsion Laboratory w Pasadenie w Kalifornii, którzy odpowiadają za projekt Kepler, będą prowadzić testy, które mają na celu sprawdzenie, czy teleskop jest po starcie sprawny i może bezbłędnie wykonać swoją odkrywczą misję. Jego oko, które być może dostrzeże Nową Ziemię w nasze galaktyce, otworzy się dopiero dwa tygodnie po starcie, gdy osłona przeciwpyłowa zostanie odsunięta. Trzyletni program badawczy będzie mógł być przedłużony. NASA przyznała, że Kepler ma paliwa na co najmniej sześć lat działania. h.k.