Nie jestem osobą, która uważa, że każdy smartfon trzeba natychmiast opakować jak paczkę z porcelaną. Szkoda mi designu urządzeń, zwłaszcza gdy producent przez lata dopracowuje ramki, plecki, proporcje i kolor, a potem wszystko ląduje pod warstwą gumy przypominającej akcesorium do walizki narzędziowej. Z drugiej strony każdy, kto choć raz widział iPhone’a lecącego rogiem w stronę płytek, wie, że minimalizm ma swoje granice. Właśnie dlatego kevlar w etui nie brzmi już tak absurdalnie, jak mogłoby się wydawać.
Etui, które chce wyglądać elegancko
Nowa seria Benks ArmorEdge została wykonana z Kevlaru, czyli włókna aramidowego znanego z wysokiej wytrzymałości przy niskiej masie. To materiał, który w świecie akcesoriów do smartfonów pojawia się coraz częściej, bo daje producentom bardzo wdzięczną obietnicę: smukła forma, wyraźna faktura, techniczny charakter i większe poczucie bezpieczeństwa niż przy zwykłym plastiku.
W praktyce Benks pokazuje trzy warianty. Dwa standardowe ArmorEdge są dostępne w kolorach Savvy Red i Peri Purple, mają obsługę MagSafe, 1,8 mm krawędź ramki i wzmocnione narożniki określane jako 360-degree airbag corners. To właśnie one są tu szczególnie ważne, bo telefony najczęściej kończą źle nie po locie płasko na plecki, ale po zwykłym, paskudnym uderzeniu narożnikiem. Znam ten dźwięk. Jest krótki, matowy i od razu człowiek wie, że za chwilę sprawdzi ekran i nie będzie zadowolony.
Trzeci model, ArmorEdge Air Navigator, idzie w lżejszą stronę. Waży 27 g, ma 0,9 mm krawędź ramki i tył z tkaniny 600D, który nie jest przykryty dodatkową warstwą polimeru. Dzięki temu etui ma dawać bardziej bezpośrednie odczucie plecionego materiału pod palcami. Na pleckach pojawia się też grawer z trasą wyprawy Magellana dookoła świata oraz łacińska inskrypcja. Trochę gadżetowe, trochę kolekcjonerskie, ale przynajmniej nie udaje skóry, aluminium ani luksusu z katalogu hotelowego lobby.

Kevlar w kieszeni, czyli techniczny snobizm w całkiem praktycznej formie
Mam mieszane uczucia wobec akcesoriów, które bardzo chcą mówić: jestem z lepszego materiału. W świecie smartfonów łatwo o przesadę. Wystarczy dodać włókno aramidowe, kilka ostrych linii i zdjęcie produktu na ciemnym tle, żeby zwykłe etui zaczęło wyglądać jak wyposażenie agenta z filmu akcji. Tu jednak Benks ma argument, który do mnie trafia: chodzi o pogodzenie ochrony z grubością.
Bo z etui jest trochę jak z butami na deszcz. Najbezpieczniej byłoby wyjść w kaloszach, ale nie każdy dzień wymaga kaloszy. Czasem chcemy po prostu czegoś, co nie zniszczy nam wygody, a jednocześnie nie rozpadnie się przy pierwszym kontakcie z rzeczywistością. Kevlarowe etui trafiają właśnie w ten obszar. Dają twardszy, bardziej techniczny chwyt, zwykle lepiej znoszą codzienne rysy i nie łapią odcisków palców tak irytująco jak błyszczące tworzywa.
Nie oznacza to, że taki pokrowiec zastąpi pancerną obudowę dla osób, które regularnie zrzucają telefon z roweru, drabiny albo biurka z kablami. Smukłe etui zawsze będzie kompromisem. Chroni lepiej niż cienka nakładka z dekoracyjnym wzorem, ale nie czyni z iPhone’a sprzętu terenowego.
Ceny nie są niskie, ale w świecie iPhone’a trudno już udawać zdziwienie
Benks ArmorEdge kosztuje 64,99 dolarów, czyli około 245 zł. ArmorEdge Air Navigator wyceniono na 61,99 dolarów, czyli około 235 zł.

Czy to dużo za etui? Oczywiście, że dużo, jeśli patrzymy na kawałek ochronnej obudowy. Ale smartfony dawno wciągnęły nas w dziwną ekonomię dodatków. Kupujemy telefon za kilka tysięcy złotych, a potem zaczynamy negocjować z samymi sobą, czy 250 zł za porządniejszą ochronę to fanaberia. Trudno mi się temu dziwić. Gdy naprawa ekranu lub obudowy potrafi kosztować wielokrotność takiego etui, argument o oszczędności robi się mniej oczywisty.
Bardziej zastanawiałabym się nad tym, czy komuś odpowiada charakter takiego materiału. Kevlar ma fakturę i techniczny wygląd. Nie każdemu będzie pasował do iPhone’a, który sam w sobie jest raczej gładki, chłodny i minimalistyczny. Dla jednych będzie to elegancka, bardziej dorosła alternatywa dla silikonowych etui Apple. Dla innych – kolejna nakładka, która zasłania telefon i jeszcze próbuje opowiedzieć o wyprawie dookoła świata.
