Winyl zdążył już przeżyć swój wielki powrót. Teraz coraz śmielej przypomina o sobie płyta CD. Cayin CP6 wygląda jak sprzęt zaprojektowany specjalnie dla osób, które za dawnym Discmanem tęsknią, ale z jakości współczesnego audio rezygnować nie zamierzają. Producent dołożył nawet lampy elektronowe. Nostalgia dostała więc bardzo poważny zestaw podzespołów – oraz równie poważną cenę.
Discman po trzydziestu latach poszedł do szkoły audiofilskiej
Cayin CP6 jest przenośnym odtwarzaczem płyt CD, choć słowo przenośny warto potraktować dość swobodnie. Aluminiowa obudowa ma 167 x 151 x 29 mm, a urządzenie waży około 720 gramów. Do kieszeni kurtki raczej go nie wrzucimy. W torbie albo plecaku znajdzie już swoje miejsce.
Znacznie ciekawiej robi się po zajrzeniu do środka. Producent wykorzystał dwie lampy Raytheon JAN6418 i pozwala wybierać pomiędzy trzema charakterami brzmienia: Classic Tube, Modern Tube oraz Solid-State. Można więc przejść od cieplejszego, bardziej lampowego grania do neutralniejszego dźwięku układu tranzystorowego. Do tego dochodzi w pełni zbalansowany, czterokanałowy wzmacniacz słuchawkowy pracujący w klasie A lub AB oraz dwa przetworniki Cirrus Logic CS4308P.
Brzmi jak opis stacjonarnego urządzenia stojącego na półce pomiędzy wzmacniaczem i kolumnami. Tymczasem na górze CP6 otwieramy klapkę i wkładamy zwyczajną płytę kompaktową.
I właśnie ten kontrast rozumiem wyjątkowo dobrze.
Płyta CD zyskała funkcje, o których kiedyś można było pomarzyć
Powrót fizycznego nośnika byłby znacznie mniej interesujący, gdyby Cayin ograniczył się do odtworzenia urządzenia sprzed kilku dekad. CP6 swobodnie porusza się jednak pomiędzy starym i nowym sposobem słuchania muzyki.
Ma wyjścia słuchawkowe 3,5 mm oraz zbalansowane 4,4 mm, może działać jako USB DAC, oferuje wyjścia optyczne i koaksjalne, a Bluetooth 5.4 obsługuje zarówno wysyłanie, jak i odbieranie dźwięku. Dostępne są między innymi LDAC, aptX Adaptive i aptX HD. Możliwe jest nawet bezstratne zgrywanie płyt na pamięć USB.
Ten ostatni dodatek szczególnie dobrze pokazuje, czym dziś może być sprzęt do CD. Nie chodzi o udawanie, że ostatnie 25 lat w elektronice się nie wydarzyło. Można rano posłuchać płyty ze słuchawkami podłączonymi przewodem, później wykorzystać urządzenie jako przetwornik przy komputerze, a wieczorem przesłać muzykę przez Bluetooth.
Akumulator ma 7300 mAh i według producenta pozwala na maksymalnie około 7,5 godziny działania, zależnie od wykorzystywanego trybu i wyjścia. Jest też szybkie ładowanie QC i PD.
Wygoda streamingu zaczęła mieć swoją cenę
Można oczywiście zapytać, po co komplikować sobie życie, skoro Spotify, Apple Music czy Tidal uruchamiają album w kilka sekund. I sama nie zamierzam przekonywać, że noszenie pudełka z płytami jest wygodniejsze od telefonu.
Tyle że wygoda nie zawsze jest jedynym kryterium.
Fizyczny album narzuca pewien sposób słuchania. Wybieramy płytę, wkładamy ją do odtwarzacza i znacznie częściej zostajemy z nią przez kilkadziesiąt minut. Nie ma ekranu pełnego rekomendacji, powiadomień i kolejnych propozycji dobranych przez algorytm. Trudniej również po 40 sekundach uznać, że może jednak coś innego.

Mam wrażenie, że właśnie dlatego wracamy do nośników fizycznych. Trochę z nostalgii, trochę ze zmęczenia cyfrowym nadmiarem, a trochę dlatego, że posiadanie albumu daje poczucie trwałości, którego kolejna pozycja dodana do biblioteki w aplikacji nigdy nie daje w takim samym stopniu. Rosnące zainteresowanie fizycznymi wydaniami sprawia też, że producenci ponownie eksperymentują z nowoczesnymi odtwarzaczami CD.
Tyle że ta nostalgia kosztuje ponad 4 tysiące złotych
I tutaj Cayin CP6 traci część romantycznego uroku. Europejski dystrybutor wycenia urządzenie na 998 euro, czyli około 4 300 zł. To sporo jak na sprzęt, którego podstawowym zadaniem pozostaje obracanie srebrnym krążkiem wymyślonym w czasach, gdy telefon służył przede wszystkim do dzwonienia.
Z drugiej strony trudno porównywać CP6 z tanimi przenośnymi odtwarzaczami CD. Lampy, zbalansowany wzmacniacz, rozbudowany DAC, obsługa słuchawek o impedancji od 8 do 600 omów, Bluetooth i możliwość pracy jako element większego systemu audio wyraźnie pokazują grupę docelową.
To sprzęt dla kogoś, kto już ma kolekcję płyt i dobre słuchawki, a samo słuchanie muzyki traktuje jako osobną czynność. Trudno oczekiwać, żeby CP6 spowodował masową ucieczkę ze streamingu. Bardziej prawdopodobne, że stanie się kolejnym dowodem na ciekawe zjawisko: im bardziej cyfrowe staje się nasze życie, tym większą przyjemność potrafią sprawiać rzeczy fizyczne.
Płyta, książka, aparat, zegarek mechaniczny. Wszystkie są mniej praktyczne od swoich cyfrowych odpowiedników. Mimo tego wciąż znajdują klientów.
I chyba właśnie dlatego CD jeszcze długo nie będzie potrzebowało nekrologu.
