Coraz częściej słyszę od znajomych, że mają ochotę czytać, kupują książki, zapisują sobie kolejne tytuły, a potem przez tygodnie nie potrafią przebrnąć przez kilkadziesiąt stron. Winowajca zwykle jest ten sam — rozproszona uwaga. Bo tu wcale nie chodzi o to, że nie mamy czasu, tylko o ten nieustanny strumień informacji i powiadomień, zbyt mocno angażujących naszą uwagę. Przez to właśnie skupienie się na jednej historii przez dłuższy czas staje się coraz trudniejsze.
Nic więc dziwnego, że coraz większą popularność zdobywa metoda nazywana czytaniem immersyjnym. Zasada jest banalnie prosta: jednocześnie czytamy książkę i słuchamy jej wersji audio.
Czas oszukać własny mózg
Skoro najpierw popsuliśmy sobie mózg, teraz trzeba coś z tym zrobić. Utraconego skupienia nie da się odzyskać z dnia na dzień, ale można nad nim pracować. I właśnie tutaj świetnie sprawdza się czytanie immersyjne. Zwłaszcza, że nie trzeba tu kupować żadnego sprzętu, specjalnych aplikacji ani przechodzić żadnych dodatkowych kursów. Jedyne, czego potrzebujemy, to książka i audiobook.
Wracając jednak do tematu. W tej metodzie chodzi o to, że gdy nasze oczy śledzą tekst, a uszy odbierają tę samą historię, mózg dostaje mniej przestrzeni na wędrówki. To trochę jak oglądanie filmu z napisami. Dwa zmysły pracują nad tym samym zadaniem, przez co trudniej nagle odpłynąć myślami do listy zakupów czy powiadomienia z Instagrama. Właśnie w ten sposób wróciłam do czytania po długiej przerwie, choć przyznam się, że naprawdę miałam ostatnio problemy ze skupieniem się na tekście.
Jestem wielką miłośniczką książek w fizycznej formie, ale bardzo lubię też audiobooki, więc dla mnie to połączenie idealne. Na mojej kupce wstydu jest też masa tytułów, które są również dostępne na Storytel, bo akurat tę usługę subskrybuję. Wiem jednak, że zakup dwóch pozycji lub fizycznej wersji i dostępu do aplikacji, to spory koszt. A kiedy się wkręcimy, będzie on tylko rósł. Można to na szczęście obejść.

Storytel niestety nie oferuje opcji jednoczesnego czytania i słuchania tej samej książki, ale Audible jest już taka opcja. Z tego, co pamiętam, Kindle też ma podobną funkcję. Gdy mamy kupionego e-booka, możemy też sięgnąć po prostu po odpowiednią aplikację. Jasne, głos będzie tam mechaniczny, więc to już kwestia gustu. Mi to akurat nie przeszkadza, choć jeśli mam wybór, to i tak zawsze wybiorę profesjonalnego lektora.
Czytaj też: Dlaczego wszyscy robimy się głupsi przez powiadomienia (i czemu i tak je kochamy)
Co ciekawe, podobne techniki od lat wykorzystuje się podczas pracy z osobami z ADHD, dysleksją czy podczas nauki języków obcych. Synchronizacja tekstu i dźwięku może ułatwiać przetwarzanie informacji oraz utrzymywanie koncentracji przez dłuższy czas. Sama też często czytam w ten sposób książki po angielsku, obecnie chyba już częściej niż te po polsku, bo moja blokada została skutecznie przełamana. Jednak gdy przez cały dzień operuję tylko językiem polskim, potem mam lekki problem z przestawieniem się i czytanie immersyjne bardzo pomaga. To także świetna opcja właśnie w nauce, bo eliminuje to uporczywe zastanawianie się „jak to właściwie przeczytać?”.
To działa, ale…
Nie jest tak idealnie, jakby mogło to wyglądać. Czytanie nie służy jedynie przyswajaniu informacji, bo w przypadku bardziej wymagających książek ogromne znaczenie ma również tzw. głębokie czytanie. To moment, kiedy zatrzymujemy się nad zdaniem, wracamy do wcześniejszego fragmentu albo przez chwilę po prostu myślimy o tym, co właśnie przeczytaliśmy. Tu nie chodzi już o to, że zapomnieliśmy czy się rozproszyliśmy, a o zrozumienie, zastanowienie się i refleksję nad tekstem.
Natomiast, gdy w słuchawkach leci nam wersja audio, naturalnie nas pospiesza, więc będziemy przyswajać historię szybciej i, niestety, bardziej bezrefleksyjnie. To oczywiście stanowi największy problem przy filozofii, esejach czy treściach naukowych. Przy czysto rozrywkowym czytaniu raczej nie ma to większego znaczenia. Mimo wszystko sama lubię zatrzymać się czasem nad tym, co czytam. Nawet jeśli jest to zwykłe „romansidło”, lubię na bieżąco wyrabiać sobie opinię na temat bohaterów czy podejmowanych przez nich decyzji.

Może tu wcale nie chodzi o idealny sposób czytania?
Dla mnie czytanie immersyjne nie jest „idealnym sposobem na czytanie”, a w sieci sporo jest właśnie takich haseł. Dla mnie to sposób na powrót po przerwie, na pokonanie tej nieznośnej blokady, która czasem się pojawia, gdy za mocno przeciążę się informacjami. Tu połączenie książki i audiobooka naprawdę mi się sprawdza. I jeśli komuś innemu też, to naprawdę nie mogę powiedzieć, że to zła rzecz.
Czytaj też: AI zamienia książki w rozmowę. Problem w tym, że to już nie czytanie
Jednak w gruncie rzeczy chodzi tu o coś zupełnie innego. Idealne czytanie nie jest w ogóle ważne. Nie trzeba czytać dużo, pochłaniać kilkudziesięciu książek w kilka miesięcy, bo to nie jest wyścig, o czym bookmedia zdają się trochę zapominać. Czytanie to czas dla nas, na wyciszenie się, zatopienie w innym świecie, a przede wszystkim na oderwanie się od scrollowania. Zamiast więc szukać sposobów na czytanie szybciej, więcej i skuteczniej, lepiej poświęcić czas na coś ważniejszego – na odzyskanie skupienia.
Metoda immersyjna może w tym pomóc. Nie rozwiąże problemu, ale może stanowić dobry fundament pod dalszą pracę. I wierzcie mi, to się opłaci nie tylko podczas czytania.
