Wiedziałam, że przyjdziecie – powiedziała reporterom 67-letnia emerytka z Sankt Petersburga i posyła w ich stronę całusa. Tamara Samsonowa w rzucającym się w oczy czerwonym sweterku uśmiechała się do przedstawicieli mediów na sali sądowej, nie zdradzając żadnych negatywnych emocji, choć w połowie 2015 r. zyskała przydomek „Babcia Rozpruwacz”. Samsonowa poćwiartowała swoją leciwą sąsiadkę, którą zajmowała się od jakiegoś czasu – jej głowę wyniosła z mieszkania w garnku.

Policjanci w jej domu znaleźli pamiętnik, prowadzony w języku rosyjskim, niemieckim i angielskim. Wynikało z niego, że kobieta od początku XXI w. zamordowała ponad 10 osób, w tym swojego męża. Zaledwie trzy lata wcześniej na 20 lat więzienia została skazana 40-letnia matka dwójki dzieci Irina Gajdamaczuk z Niagania, uznana przez sąd za winną popełnienia 17 morderstw. „Szatan w spódnicy” – taki przydomek zyskała kobieta – ciosem obucha pozbawiała życia emerytów. Powód? Mąż wydzielał jej zbyt mało pieniędzy… na wódkę. Szalonych i bezwzględnych Rosjanek było znacznie więcej, a niektóre swym okrucieństwem przebijały jednego z najbardziej sławnych seryjnych morderców Andrieja Czikatiłę.

 

POBOŻNA DRĘCZYCIELKA

Koniec stycznia 1730 r., cesarzową Rosji zostaje Anna Romanowa, dziedzicząca tron po Piotrze II Romanowie. Jej pierwszą poważną decyzją jest powtórne przeniesienie stolicy z Moskwy do Sankt Petersburga. Zaledwie dwa miesiące po zmianie władzy, w marcu, w poważanej i dobrze sytuowanej
rodzinie Iwanowów przychodzi na świat Daria. Pobożna skromna dziewczyna, spokrewniona z tak zasłużonymi rodami jak Stroganowowie, Puszkinowie, Tołstojowie.

Idealna kandydatka na żonę dla kogoś takiego jak rotmistrz cesarskiej straży przybocznej Gleb Aleksiejewicz Sałtykow. Biorą ślub, a Daria wkrótce rodzi dwóch chłopców: Fiodora oraz Nikołaja, którzy kiedyś pójdą w ślady ojca. Sielanka nie trwa jednak długo, bowiem w 1756 r. rotmistrz umiera. Sałtykowa ma wtedy zaledwie 26 lat i nie dość, że nagle zostaje wdową, to jeszcze przychodzi jej się zmierzyć z ogromnym wyzwaniem – zarządzaniem majątkiem zarówno jej męża, jak i nieżyjącego ojca. Siostra i matka Darii, dystansując się od dóbr doczesnych, wybierają życie w klasztorze, ona zaś ma zająć się dobrami w okolicach Moskwy, Kostromy oraz Wołogdy.

 

W tym czasie pracuje dla niej około 600 chłopów pańszczyźnianych. Przytłoczona tak ogromną odpowiedzialnością coraz częściej ucieka w ascetyczny, religijny tryb życia, odwiedza prawosławne sanktuaria, również te oddalone od Moskwy, jak Ławra Pieczerska w Kijowie. Wdowa nie żałuje grosza, podczas wypraw hojnie wspiera świątynie, wspomaga również jałmużną żebraków, których napotyka na swej drodze. To jednak tylko pozory…

W tym samym czasie szuka ukojenia w ramionach młodego kapitana i geodety Nikołaja Tiutczewa, zajmującego się pomiarami granic jej majątków. Romans trwa dwa lata, ale w 1762 r. Tiutczew postanawia poślubić inną. Zraniona Sałtykowa nie chce do tego dopuścić – organizuje dwie nieudane próby zdetonowania bomby pod moskiewskim domem geodety oraz zleca zabójstwo chłopom pracującym w jej włościach. Do zamachu nie dochodzi, już wówczas wdowa ma jednak na sumieniu wiele morderstw, a wśród poddanych słynie z sadyzmu oraz z zamiłowania do poniżania ludzi. Od tamtych wydarzeń mija 6 lat. 17 października 1768 r. na placu Czerwonym w Moskwie na Darię Sałtykową przytwierdzoną łańcuchami do pręgierza spoglądają tysiące par oczu.

Kobieta przez ponad godzinę stoi z zawieszoną u szyi tabliczką, z której można dowiedzieć się, że popełniła straszne czyny. „Dręczycielka i morderczyni” – brzmi napis, a w tle wybrzmiewają odczytywane publicznie słowa dekretu carycy Katarzyny II, która Darię nazywa m.in. „nieludzką wdową”. Monarchini odebrała jej prawo do nazywania się szlachcianką, a nawet kobietą. Sałtykowa została skazana na dożywotnie więzienie i skonfiskowano jej wszelkie włości. Do końca życia miała pozostać w Iwanowskim klasztorze znajdującym się na terenie Moskwy, w celi nieprzekraczającej 4 m kw., bez dostępu światła (więźniowi tylko na czas posiłku zapalano świecę).

Nie mogła pisać listów, odbierać korespondencji, a także prowadzić rozmów, z wyjątkiem zakonnicy przynoszącej jej jedzenie. Taki stan trwał przez 11 lat, gdy zdecydowano się na lekkie złagodzenie więziennego reżimu, przenosząc kobietę do celi z okratowanym oknem, dzięki któremu była w stanie komunikować się ze światem zewnętrznym, co najczęściej kończyło się… splunięciami przechodniów. W takich warunkach Sałtykowa zmarła 27 listopada 1801 r., pochowano ją na cmentarzu znajdującym się w sąsiedztwie monasteru Dońskiego.

 

NIESPOTYKANY SADYZM

Darii udowodniono 38 morderstw, choć rosyjscy historycy twierdzą, że mogło ich być nawet ok. 150. Do pierwszych mordów na chłopach miało dojść już po pół roku od śmierci Gleba Aleksiejewicza Sałtykowa. Jej niestandardowy sposób dyscyplinowania swoich podwładnych (do reformy uwłaszczeniowej Aleksandra II z 1861 r. rosyjscy chłopi nie mieli wolności osobistej, mogli być np. przedmiotem kupna i sprzedaży) rozpoczął się od ciskania w nich drewnem służącym jako opał. Przypadki pobić i udręczenia były coraz częstsze, a szlachcianka sięgała po coraz to bardziej wyrafinowane metody, wyrywając włosy lub przypiekając skórę rozgrzanym do czerwoności żelazem. Przy torturach wysługiwała się innymi poddanymi – to oni pomagali Sałtykowej biczować do nieprzytomności kobiety, a jeśli to nie wystarczało, polewać powstałe rany wrzątkiem. Powód zawsze się znalazł – raz były to niedokładnie umyte naczynia, innym razem brudna podłoga.

Systematyczne mordy w domu wdowy rozpoczęły się w 1757 r., a kolejne ofiary przepadały bez wieści. Daria nieustannie poszukiwała pokojówek do swej podmoskiewskiej posiadłości w miejscowości Troickie. Nieświadome śmiertelnego niebezpieczeństwa kobiety chętnie podejmowały pracę u bestii.

 

Zaczęło się od ciężarnej Anisy Gregoriewej, a skończyło pięć lat później na oskalpowanej Darii Gierasimowej. Obie w okrutnych okolicznościach rozstały się z życiem. Pewne jest jednak, że w ciągu tych kilku lat z rąk rosyjskiej szlachcianki zginęło także trzech mężczyzn. Ze szczególnym okrucieństwem potraktowała w listopadzie 1759 r. Chryzanta Andriejewa, który najpierw został rozebrany do naga, a następnie do nieprzytomności wychłostany przez swojego wuja. Sałtykowa rozkazała pozostawić go w śniegu na noc, a kiedy rankiem następnego dnia zorientowała się, że chłopak nadal żyje, zabrała go do swojej sypialni, gdzie okładała go kijem i wkładała rozżarzony metalowy pręt do uszu, wylewała też wrzątek na jego głowę, by dokończyć dzieła kijem. Po dwóch godzinach tortur Andriejew zmarł.

W czasie gdy szlachcianka rozkręcała machinę terroru, wysoko postawieni urzędnicy z Petersburga przymykali oko na wszelkie sygnały płynące od chłopów pracujących w jej majątkach. Okazało się, że między 1756 a 1762 r. napisano na nią aż 21 skarg zawierających szczegółowe opisy praktyk stosowanych przez nawiedzoną kobietę. Niestety dla autorów najczęściej kończyły się one oskarżeniem o zniesławienie, a w ekstremalnych przypadkach zesłaniem na Syberię. To miało się zmienić w momencie objęcia władzy przez Katarzynę II.

 

UCIEKLI DO CARYCY

Sawielij Martynow oraz Jermołaj Ilin w wyniku krwawych zabaw swojej szefowej stracili żony. W kwietniu 1762 r. podjęli decyzję o rozpoczęciu misji, która w ówczesnych realiach nie miała niemal żadnej szansy na powodzenie – postanowili powiadomić o wszystkim cesarzową. Nie bez przeszkód udało im się dotrzeć do Petersburga, nie mieli jednak możliwości, by trafić przed oblicze Katarzyny, która skarg wysłuchiwała jedynie od urzędników. Najprawdopodobniej wręczyli łapówkę jednemu z nich, a ten w czerwcu przedłożył pismo carycy. Teraz trudno było już zatrzymać machinę sprawiedliwości, którą w ostatnich latach dzięki znajomościom blokowała wdowa: śledztwo zostało zlecone moskiewskiemu kolegium sprawiedliwości. Aby nie dopuścić do mataczenia, na głównego śledczego został wyznaczony Stiepan Wołkow, urzędnik niższego szczebla.

Oczywiście mogło wzburzyć to elity, ale Katarzyna II wiedziała, że tylko człowiek z nizin społecznych będzie w stanie odrzucić wszelkie układy towarzyskie. Wołkow wraz ze swoim zastępcą Dmitrem Cycjanowem przystąpili do pracy. Przesłuchiwano świadków, ale przede wszystkim skupiono się na dokładnej analizie ksiąg, w których rejestrowano wszelkie ruchy związane z zatrudnieniem, nabywaniem i zbywaniem gruntu. Od razu zaniepokoiła ich liczba kobiet przepadających bez wieści lub adnotacje dotyczące „nagłych zgonów” młodych i zdrowych pracownic. I tak okazało się, że Jermołaj Ilin w ciągu zaledwie trzech lat stracił trzy żony!

 

Takich przypadków łącznie naliczono 150, a na domiar złego w moskiewskich archiwach policyjnych odkryto 21 skarg na szlachciankę. Wołkow podjął decyzję o jej aresztowaniu, gdyż morderczyni próbowała zastraszać świadków. Jego zdaniem rzeczywiście pozbawiła życia 38 osób. Rozpoczął się proces, który trwał trzy lata i zakończył się dla Darii dożywotnim więzieniem.

 

BO SZÓSTA KLASA NIE CHCIAŁA POSPRZĄTAĆ!

Nie wszystkie rosyjskie zabójczynie w spódnicy wybierały takie metody zabijania jak Sałtykowa – historia kryminalistyki w tym kraju zna choćby trucicielki. Takie jak madame Popowa działająca w latach 1878–1909 w Samarze. Choć niewiele wiemy o jej życiu, znalazło się dla niej miejsce w książce „The Encyclopedia of serial killers” Michaela Newtona. Autor twierdzi, że Popowa, stosując arsen, mogła zabić nawet 300 mężczyzn, rzekomo znęcających się nad swoimi żonami. To one miały zgłaszać zapotrzebowanie na usługi seryjnej morderczyni, a ta – jak twierdziła podczas procesu – jedynie pomagała im w skutecznym „uwolnieniu się” od tyranów. Zanim w 1909 r. została rozstrzelana, rozwścieczony tłum próbował spalić ją na stosie.

Niemal 80 lat później ujawniono kolejny bulwersujący przypadek otruć. Tym razem dochodziło do nich w radzieckim Kijowie, gdzie przez 11 lat (1976–1987) działała Tamara Iwanutina, pracująca „na zmywaku” w szkolnej stołówce. 17 oraz 18 marca 1987 r. kilkunastu uczniów oraz pracowników kijowskiej szkoły trafiło do szpitala z objawami zatrucia pokarmowego; cztery osoby zmarły bardzo szybko, 9 walczyło o życie na oddziale intensywnej terapii. Lekarze początkowo podejrzewali, że pacjenci zmagają się z ostrą grypą lub infekcją jelitową, jednak gdy zauważono, że wypadają im włosy, postanowiono powiadomić śledczych. Kiedy zaczęto sprawdzać, kto odpowiada za jakość wyżywienia w stołówce, okazało się, że szkolny dietetyk Natalia Kucharenko zmarła dwa tygodnie wcześniej. Okoliczności, w jakich odeszła, nie dawały spokoju milicji i prokuraturze, dlatego szybko podjęto decyzję o przeprowadzeniu ekshumacji.

W ciele Kucharenko wykryto tal – truciznę używaną m.in. do produkcji barwników jubilerskich (ofiary zatrucia talem występują w powieści Agathy Christie „Tajemnica bladego konia”). To wystarczyło, by podjąć decyzję o przeszukaniu mieszkań wszystkich pracowników, którzy w szkole mieli dostęp do kuchni. W ten sposób trafiono również do Iwanutiny, gdzie znaleziono dzban z roztworem talu. Kobietę zatrzymano, ale choć początkowo przyznała się do otrucia kilkunastu osób, tłumacząc, że zrobiła to, bo szóstoklasiści nie chcieli po sobie sprzątać, później wycofała się ze swoich zeznań. Śledczy w tym czasie dochodzili do kolejnych, wstrząsających ustaleń.

Okazało się bowiem, że podejrzana, jej siostra i rodzice talem dysponowali już od 10 lat. Przez dekadę Iwanutina otruła swoich dwóch mężów, zyskując w ten sposób mieszkanie, podobnie postąpiła jej siostra, a rodzice wykorzystali truciznę, by pozbawić życia swoich sąsiadów oraz kuzyna. Przed sądem całej rodzinie udowodniono 40 przypadków usiłowania otrucia innych, z czego 13 skutecznych (samej Tamarze udowodniono 20 prób, w tym 9 skutecznych). Kobieta została skazana na śmierć. Wyrok wykonano.