Oczywiście to już się w pewnym sensie dzieje. Na rynku jest dostępne oświetlenie o wielu konfiguracjach i kształtach. Jedne są w trójkątnych LEDach, inne standardowe z Ikei, a jeszcze ktoś inny będzie preferował klasyczne lampy z abażurem. Fundamentalnie jednak pozostają takie same. I tutaj wchodzi na scenę…
Lampka Watti ma zmienić dynamikę pracy i hobby przy biurku
Jej twórca postawił sobie 8 celów mających skruszyć obecne status quo i od nowa postawić fundamenty pod praktyczne zastosowanie oświetlenia biurkowego. Trudno zresztą ukryć zamiary, przecież gdy pierwszy raz się spojrzy na Watti, to nie jest za bardzo jasne, czy ma się do czynienia z robotycznym ramieniem, a może jednak jakimś bardziej zaawansowanym oświetleniem z wideo dla twórcy contentu internetowego? Lampka gdzieś krąży po głowie, lecz każdy szczegół zdaje się mówić, że to coś więcej lub nawet innego, niż poczciwa SJÖMAKT.

Watti posiada pięć niezależnych od siebie silniczków: w bazie, w swoistym ramieniu oraz łokciu, a także w szyi i głowie. Spokojnie, pomimo bardzo ludzkich nazw, wciąż mowa o lampce na biurko! Pracującej w niecodziennym rytmie, dzięki wsparciu silników RobStride, które w czasie rzeczywistym kontaktują się z komputerem, raportując bieżącą pozycję. I to jest szczególny element czyniący Watti wyjątkową lampką, o zdolnościach innych niż klasyczne jej rodzeństwo.
Asystent biurkowy o elektronicznym sercu
Twórca Nikolay Tyulkin, umieścił w kloszu dużą sieć niezależnych od siebie żarówek LEDowych, które mogą być programowane według uznania właściciela, to właśnie one czynią z tego urządzenia pełnoprawną lampkę, która tak się składa, ma bardzo niecodzienne dla swojego segmentu produktów serce. A nazywa się ono Raspberry Pi 5, minikontroler dający ogrom możliwości. Co więcej, skojarzenie z vloggerami miało również sens, gdyż idealnie w centrum rozświetlonego okręgu LED jest kamera.
Nie wywoła ona podziwu i zachwytu swoją wybitną jakością, gdyż… Jej nie ma. To dość prosty model Orbbec Astra Mini S rejestrujący obraz i jego kolory, a także głębie przy użyciu rozdzielczości 640×480 z zachowaniem prędkości na poziomie 30 klatek na sekundę. Nie brzmi na wiele, lecz w ten sposób lampka “ma pojęcie” o otaczającej ja przestrzeni 3D.
Czytaj też: Koniec z opaskami i zegarkami do snu? Oto lampka nocna, która widzi, jak śpisz
To wszystko jest niezbędne, żeby Watti po tym jak jej twórca skończy naukę ruchów i domknie program nią sterujący, będzie mogła odczytywać potrzebę użytkownika, albo mówiąc łatwiej, poświeci tam, gdzie źródło światła jest oczekiwane.

Lampka jest teraz w fazie prototypowej i niezmiennie testowana, ale już robi dobre wrażenie. Każdy kto lubi majsterkować, albo dużo pisać, rysować, kleić modele, no naprawdę uprawiać jakiekolwiek hobby albo pracę przy biurku, na pewno wiele razy walczył z kątem padania światła. Tutaj czasami było za dużo cienia, tam za słabo było widać lub pojawiała się konieczność przesuwania oświetlenia z miejsce na miejsce. Te troski by się skończyły z takim oświetleniem jak Watti.
Szokująco, nie jest to zabawa na każdą kieszeń, ale jest dobra wiadomość
Lampa wygląda imponująco, bo też rzeczywiście taką jest. Została złożona z elementów, których wartość wynosi w sumie ponad 3000 złotych i lekko mówiąc nie jest to kwota, jaką ktokolwiek jest gotowy wyłożyć na lampkę, nawet taką podążającą za rękami. Na razie jest to oczywiście kwota szacunkowa, ale twórca opublikuje schematy i materiały jak tylko zakończy etap tworzenia inteligentnej lampki.

Każdy chętny będzie ją mógł zbudować własnoręcznie, gdyż to jest ostateczny elementy finalizacji tego produktu. Twórca umieści zarówno kod źródłowy aplikacji do sterowania i nauki Wattiego, jak i spis każdej części, a wszystko na swoim profilu GitHub.
Miejmy nadzieję, że ktoś kogo stać na masową produkcję podchwyci temat i mocno utnie koszty, bo coś takiego to z miłą chęcią przyjąłbym na własnym biurku.
Źródło: yankodesign
