Run Star Crush wyglądają jak odpowiedź Converse na ten kierunek. Góra pozostaje znajoma, ale pod nią pojawia się konstrukcja, która mogłaby spokojnie trafić do futurystycznego sneakersa biegowego. Efekt jest trochę przesadzony, trochę zabawny i właśnie dlatego ma szansę się przyjąć.
Chuck Taylor został, tylko grunt pod nim mocno się zmienił
Projektanci pozostawili płócienną cholewkę, charakterystyczne metalowe oczka, sznurowanie, logo Chuck Taylor na pięcie oraz naszywkę All Star na języku. Patrząc wyłącznie od kostki w górę, trudno pomylić te buty z czymkolwiek innym.
Cała zabawa zaczyna się kilka centymetrów niżej.

Run Star Crush otrzymały formowaną piankową podeszwę środkową o mocno wyprofilowanym kształcie oraz segmentowaną gumową podeszwę zewnętrzną. Converse chciał w ten sposób dodać wysokości i amortyzacji bez budowania ciężkiego kloca. W łuku stopy pojawia się dodatkowy element stabilizujący konstrukcję z pianki, a sama linia podeszwy wyraźnie czerpie z estetyki współczesnych butów biegowych.
Mam wrażenie, że właśnie dzięki temu Crush wyglądają ciekawiej niż wiele platformowych wersji klasycznych trampek. Zwykłe dodanie kilku centymetrów gumy często kończy się butem przypominającym Chucka postawionego na podwyższeniu. Tutaj podeszwa została potraktowana jako osobny element projektu.
Converse już wcześniej odkrył, że klasyka lubi przesadę
Run Star Crush nie pojawiły się jednak znikąd. Rodzina Run Star wyrosła z eksperymentów Converse z proporcjami Chucka Taylora. Jednym z kluczowych momentów była współpraca z JW Andersonem i zaprezentowany w 2019 roku Run Star Hike. Klasyczna płócienna cholewka została wtedy połączona z masywną platformą i mocno ząbkowaną podeszwą. Pomysł okazał się wystarczająco charakterystyczny, by przestać być jednorazowym modowym eksperymentem i rozwinąć się w całą linię.

Crush jest kolejnym etapem tego pomysłu, tylko znacznie bardziej sportowym wizualnie. Zamiast agresywnych zębów Run Star Hike mamy płynniejsze linie, dużą ilość pianki i wyraźnie zaznaczony łuk pod stopą. Converse opisuje konstrukcję tak, jakby klasyczna cholewka Chucka została częściowo pochłonięta przez nową podeszwę. I akurat patrząc na zdjęcia, trudno znaleźć trafniejsze określenie.
Podoba mi się przy tym, że marka wciąż zostawia kilka punktów odniesienia. Gdyby usunąć płócienną górę, charakterystyczny nosek oraz kontrastowe przeszycia, otrzymalibyśmy zupełnie inne sneakersy. Dzięki nim cały projekt nadal pozostaje rozpoznawalny.
Wygoda może być ważniejsza niż kilka dodatkowych centymetrów
Klasyczne Chuck Taylory mają mnóstwo zalet, ale wyjątkowo miękka amortyzacja nigdy nie była ich specjalnością. Po kilku godzinach spacerowania po mieście człowiek zaczyna bardzo dokładnie wiedzieć, z czego wykonano chodnik.
Run Star Crush mają odpowiadać również na ten problem. Formowana pianka daje zdecydowanie więcej materiału między stopą a podłożem, a producent podkreśla zwiększoną amortyzację i lekkość konstrukcji. Gear Patrol zwraca uwagę właśnie na wygodniejsze, bardziej miękkie odczucie podczas chodzenia jako jeden z argumentów uzasadniających wyższą cenę względem podstawowych Chucków.

Nie spodziewałabym się oczywiście właściwości prawdziwego buta biegowego. Inspiracja runningiem dotyczy tutaj przede wszystkim konstrukcji i wyglądu. To nadal miejski sneakers przeznaczony do codziennego noszenia. Może za to trafić do osób, które lubią estetykę Converse, ale płaska podeszwa klasycznych modeli przestała im wystarczać.
Cena pokazuje, gdzie dziś Converse chce ustawić tę linię
W Stanach Zjednoczonych podstawowy Run Star Crush kosztuje 110 dolarów, natomiast w oficjalnym polskim sklepie Converse został wyceniony na 469 zł. Model występuje jako niska konstrukcja unisex, między innymi w czarnej wersji oraz wariancie khaki/off white. W sprzedaży są już także bardziej ozdobne odmiany Run Star Crush, między innymi Distressed Patent, Lace oraz Pony Hair, wyceniane w Polsce na 519-539 zł.

469 zł stawia podstawową wersję wyraźnie ponad zwykłymi Chuckami, lecz nadal w granicach typowej ceny modowego sneakersa dużej marki. I chyba właśnie tak należy na Run Star Crush patrzeć. Dziedzictwo Converse jest tutaj punktem wyjścia, natomiast pieniądze płacimy przede wszystkim za bardziej skomplikowaną podeszwę i znacznie mocniejszą sylwetkę.
Moda obuwnicza zrobiła się w ostatnich latach dużo mniej zachowawcza. Jeszcze niedawno ogromne podeszwy wyglądały jak chwilowa fanaberia, dzisiaj nawet marki żyjące z własnych klasyków regularnie powiększają, deformują i przebudowują swoje najbardziej znane projekty. Run Star Crush dobrze pokazują ten moment. Chuck Taylor wciąż jest łatwy do rozpoznania, ale tym razem ktoś najwyraźniej uznał, że sam sentyment do klasyki już nie wystarczy.
