Za najbardziej niebezpieczne zwierzęta w naszym kraju powszechnie uważane są agresywne psy. Po każdym nagłośnionym przez media przypadku ciężkiego pogryzienia np. dziecka rozpętuje się dyskusja, jak zapobiegać takim tragediom.

Pojawiają się pomysły na zmiany w przepisach, eksperci prześcigają się w diagnozach, miłośnicy psów bronią swych ulubieńców. Rzadko kto wspomina przy tym, że takie tragedie należą do rzadkości - Komenda Główna Policji nie prowadzi statystyk pogryzień przez psy, nawet tych ze skutkiem śmiertelnym. Z danych amerykańskich wynika, że ryzyko zgonu wskutek pogryzienia przez psa jest rzędu 1 do 18 mln - innymi słowy, więcej ludzi w ciągu roku zabijają np. wózki widłowe.

Dziwne zatem, że równie głośno nie mówi się o zwierzętach, które co roku odpowiedzialne są za co najmniej kilkanaście tysięcy przypadków chorób, nierzadko ciężkich i mogących nawet prowadzić do kalectwa lub śmierci. O stworzeniach, które po cichu zajmują nowe siedliska, nierzadko tuż obok naszych. O żywych maszynach do przenoszenia groźnych mikrobów, którymi mogą się posłużyć nawet terroryści planujący atak biologiczny. O kim mowa? O kleszczach.

Arsenał krwiopijcy

Kleszcze namierzają swe ofiary za pomocą narządu Hallera, znajdującego się na pierwszej parze odnóży. Ten biologiczny „radar” potrafi rozpoznać kilkadziesiąt różnych zapachów, w tym substancje zawarte w pocie, feromony oraz wydychany przez nas dwutlenek węgla. Kleszcze czują także wibracje, zmiany oświetlenia (czyli rzucany przez nas cień) oraz ciepło naszego ciała. Dzięki temu nie tylko potrafią się do nas przyczepić, gdy idziemy przez łąkę czy zarośla, ale też szukają najlepszego miejsca do ugryzienia: takiego gdzie skóra jest cienka i dobrze ukrwiona (np. pod kolanem, w pachwinie, pod ramieniem czy u nasady włosów). Gryzą za pomocą hypostomu - aparatu gębowego wyposażonego w kolce utrudniające jego wyciągnięcie z ciała. Ślina pasożyta zawiera substancje znieczulające (dlatego nie czujemy ukąszenia), hamujące krzepnięcie krwi i działanie układu odpornościowego (to ułatwia zadanie przenoszonym przez kleszcze mikrobom). Dzięki temu kleszcz może spokojnie pożywiać się przez wiele godzin, a nawet dni.

Chorobowy kalejdoskop

Te malutkie pajęczaki wyspecjalizowały się w żerowaniu na niemal wszystkich grupach kręgowców (nie zagrażają tylko rybom). Żywią się krwią, która jest im niezbędna do rozwoju i dojrzewania. Ponieważ potrafią zaatakować tak, że w ogóle tego nie poczujemy, i nierzadko pożywiają się na więcej niż jednym organizmie, wiele groźnych mikrobów korzysta z okazji, by przenosić się wraz z kleszczami.

Czytaj więcej: 

Anaplazmoza: Na czym polega groźna choroba przenoszona przez kleszcze?

Kleszcz rozkodowany - zsekwencjonowanie jego genomu pomoże w walce z boreliozą

Chorobą, która atakuje co roku tysiące Polaków, jest borelioza (w USA zwana chorobą z Lyme), wywoływana przez bakterie zwane krętkami z rodzaju Borrelia i przenoszona przez kleszcze pospolite (Ixodes ricinus). Ludzkość miała z nią do czynienia już dawno temu. „Pisma medyczne pochodzące z 1550 r. p.n.e. opisują »gorączkę kleszczową«, a europejscy lekarze przez cały XIX wiek badali objawy zbliżone do tych, jakie występują przy chorobie z Lyme. Lekarze z tej amerykańskiej miejscowości, zajmujący się medycyną od kilku dekad, przypominali sobie pacjentów z lat 20. i 30., u których występowały podobne objawy chorobowe” - pisze Amy Stewart w książce „Zbrodnie robali”. Dopiero teraz jednak zaczynamy sobie zdawać sprawę z tego, jak wielkim problemem jest borelioza.

Zaczynamy, bo skala problemu nadal jest nieznana. W Polsce lekarze mówią o ok. 10 tys. przypadków rocznie (jeszcze kilka lat temu było to 8 tys.), stowarzyszenia pacjentów - o ponad 12 tys. Ale chorych może być znacznie więcej. W USA przez wiele lat miało być 30 tys. zachorowań, rok temu szacunki zwiększono dziesięciokrotnie. Skąd taka niepewność? Z natury samej choroby.