Pomysł wydaje mi się ciekawy przede wszystkim dlatego, że trafia w bardzo konkretny problem opiekunów kotów. Sucha karma jest wygodna, mokra dostarcza więcej wody, a samodzielne odmierzanie, namaczanie i pilnowanie kolejnych porcji szybko przestaje być atrakcyjnym rytuałem. Riko próbuje przejąć właśnie tę część codzienności.
Zamiast otworzyć puszkę, maszyna przygotuje posiłek od początku
W zbiorniku Neakasa Riko znajduje się sucha karma liofilizowana. Kiedy nadchodzi pora posiłku, urządzenie rozdrabnia odpowiednią porcję i spryskuje ją wodą. Producent pozwala ustawić stosunek wody do jedzenia od 1:1 do 5:1, więc konsystencja może przypominać bardziej gęstą masę albo znacznie wilgotniejszy posiłek. Woda ma temperaturę pokojową. Riko nie korzysta z podgrzewania – rozdrobnienie karmy ma przyspieszać jej nasiąkanie.
Problem z automatyzacją mokrej karmy polegał dotąd na jej przechowywaniu. Jeśli przygotowany posiłek przez kilka godzin czeka na kota, potrzebne jest chłodzenie, wkłady albo inne rozwiązania komplikujące konstrukcję. Tutaj jedzenie pozostaje suche do ostatniej chwili.

Jest jednak warunek. Riko powstało przede wszystkim z myślą o karmach liofilizowanych. Producent nie rekomenduje wsypywania zwykłych granulek, a jeśli urządzenie ma być głównym sposobem żywienia kota, karma powinna być pełnoporcjowa, a nie mieć statusu przysmaku. Maksymalny zalecany rozmiar kawałków wynosi około 15 x 15 x 25 mm.
Z wodą u kotów bywa skomplikowanie
Wokół nawodnienia kotów narosło sporo uproszczeń, dlatego tutaj akurat warto oddzielić marketing od sensownego argumentu. Mokra karma rzeczywiście może być istotnym źródłem płynów. Cornell Feline Health Center wskazuje, że mokre karmy mogą zawierać nawet około 80% wody, podczas gdy suche produkty zawierają jej znacznie mniej. Kot jedzący mokrą karmę może więc część dziennego zapotrzebowania na wodę pokrywać razem z posiłkami.
Riko nie jest oczywiście urządzeniem leczniczym i nie zastąpi zaleceń weterynarza przy problemach zdrowotnych. Jego pomysł jest znacznie prostszy – regularnie dodawać wodę do posiłku bez angażowania człowieka kilka razy dziennie.

To może mieć szczególne znaczenie przy kotach, które wolą podjadać mniejsze porcje. Urządzenie pozwala zaprogramować ponad 20 posiłków dziennie, a pojedyncza porcja może mieć od 1 do 20 g. Dokładność dozowania producent określa na około 1 g.
Można wyjechać, ale kota nadal trzeba mieć na oku
Zbiornik na karmę mieści 3 litry, a zbiornik na wodę 2,4 litra. Według Neakasa w przypadku jednego dorosłego kota zapasy mogą wystarczyć nawet na 10 dni, oczywiście zależnie od wielkości porcji i harmonogramu karmienia. Producent sam zaznacza przy tym ważną rzecz: mokre resztki pozostawione w misce nadal są mokrymi resztkami. Automat nie zwalnia więc z kontroli tego, czy zwierzę rzeczywiście zjada przygotowane jedzenie.

Sterowanie odbywa się przez aplikację. Można sprawdzać ilość zużywanej karmy i wody, historię posiłków oraz otrzymywać powiadomienia o kończących się zapasach. Jest też możliwość nagrania własnego komunikatu odtwarzanego przy karmieniu, choć podejrzewam, że dla większości kotów znacznie bardziej przekonującym komunikatem pozostanie dźwięk pojawiającego się jedzenia.
Opcjonalny akumulator pozwala korzystać z Riko bez przewodu nawet przez siedem dni i pełni funkcję zasilania awaryjnego. W planach jest również moduł dla domów z kilkoma kotami. Ma rozpoznawać mikroczip konkretnego zwierzęcia i udostępniać mu miskę, a w przypadku pojawienia się niewłaściwego kota chować ją z powrotem.
Droga miska, ale pomysł ma sens
Neakasa Riko pojawiła się najpierw jako projekt crowdfundingowy, a obecnie producent prowadzi jej przedsprzedaż. Cena promocyjna zaczyna się od 219,99 dolarów, czyli około 820 zł. Regularną cenę określono na 349,99 dolarów, czyli około 1305 zł. Urządzenie występuje w kolorze białym i szarym, a producent przewidział również wersję zgodną z europejskim standardem zasilania.
Ponad 800 zł za karmnik brzmi jak spora kwota, zwłaszcza jeśli obok stoi ceramiczna miska za kilkadziesiąt złotych i działa bez aktualizacji oprogramowania. Tyle że Riko celuje raczej w osoby, które już używają liofilizowanej karmy i regularnie ją namaczają. W takim domu automat faktycznie może przejąć powtarzalną czynność wykonywaną codziennie.
Coraz częściej widzę zresztą, że urządzenia dla zwierząt podążają dokładnie tą samą drogą co sprzęt domowy. Najpierw automatyzowaliśmy odkurzanie i koszenie trawy, potem czyszczenie kuwet, a teraz przyszła kolej na przygotowanie posiłku. Kot raczej nie będzie pod wrażeniem Wi-Fi 2,4 GHz, aplikacji ani matrycy LED. Jeśli jednak o 5:17 rano dostanie śniadanie bez konieczności budzenia człowieka, korzyści mogą odczuć obie strony.
