Na podstawie tych odkryć Drosnin doszedł do przekonania, że terroryści dokonają zamachu z użyciem broni jądrowej, zniszczą jakieś wielkie miasto w USA i doprowadzą do wybuchu wojny światowej, której ludzkość nie przetrwa. Przewidział nawet, kiedy to się stanie.

Jeszcze poczekamy

W swoich książkach Drosnin chwali się spotkaniami ze światowymi przywódcami, których ostrzega „że starożytne proroctwa mogą się spełnić, że Apokalipsa przepowiadana przez wszystkie wielkie religie Zachodu jest zakodowana w Biblii”.

Aż tak wpływowy jednak nie jest i prawdopodobnie przesyła im jedynie kolejne tomy „Kodu” lub opracowane na ich podstawie memoriały. Nie wywołują już na nikim większego wrażenia, gdyż zanadto upodobniły się do niezliczonych przepowiedni wieszczących rychły koniec świata. I tak jak one nie sprawdzają się.
„Wojna światowa, «atomowa zagłada» i «koniec dni» – wszystkie te frazy są zakodowane razem ze zwrotem «w roku 5766», któremu odpowiada nasz rok 2006” – napisał w Kodzie 2. Jak powszechnie wiadomo świat przetrwał rok, w którym miał się skończyć.

Drosnin pomylił się również w opisie przyszłych losów bin Ladena. Najbardziej poszukiwany terrorysta miał się według niego schronić w Libii i tam przygotować zamach z użyciem bomby atomowej. Wydarzenia potoczyły się zupełnie inaczej, bin Laden nie żyje, w Libii wybuchła rewolucja.

Nie tylko ewidentne pomyłki podważają wartość odkryć Ripsa i Drosnina. Czterech australijskich i izraelskich matematyków tworzących tzw. grupę MBBK (od pierwszych liter nazwisk) przetestowało ich metodę i stwierdziło, że za jej pomocą można odczytywać „co się chce, z czego się chce”. Zamiast Biblii wprowadzili do komputera przetłumaczony na hebrajski tekst powieści Lwa Tołstoja „Wojna i pokój” i też uzyskali „zdumiewające skrzyżowania słów”.

Jeszcze poważniejsze argumenty przedstawili bibliści. Dominikanin Paweł Trzopek, dyrektor biblioteki przy École Biblique et Archéologique w Jerozolimie, zaraz po wydaniu pierwszego tomu „Kodu” przypomniał, że nie zachował się żaden pierwotny rękopis Pięcioksiągu, znamy jedynie ich kopie. Skrybowie przepisujący Torę popełniali błędy i poszczególne egzemplarze nieco różnią się od siebie. W którym więc został zaszyfrowany ukryty tekst?

Stary Testament redagowano przez kilka wieków, w tym czasie zmieniała się ortografia i język. A przecież wystarczy pominąć jedną literę, by kod przestał działać. Mało tego, uczeni w Piśmie wprowadzali też drobne korekty, by usunąć dwuznaczności, które groziły powstaniem herezji. Na przykład w najstarszych tekstach znajduje się zdanie „Pan stał dalej przed Abrahamem”, co mogło oznaczać, że Bóg poniżył się przed człowiekiem. Dokonano więc poprawki, by to jednak „Abraham stał dalej przed Panem” (Księga Rodzaju 18,22).

Żydowscy znawcy Tory zwrócili ponadto uwagę, że odkrywcy kodu manipulują tekstem, by dopasować go do swoich tez. Dotyczy to nawet słów, od których wszystko się zaczęło, czyli przepowiedni zamachu na premiera Rabina. Biblia faktycznie mówi o „zabójcy, który zabił bliźniego”, tyle że zrobił to… „nieumyślnie”. Niby drobne pominięcie, ale całkowicie zmienia wymowę ostrzeżenia.

Wygląda więc, że jeśli „kod Biblii” istnieje, to do trzech tysięcy lat czekania na jego odkrycie trzeba będzie dorzucić kolejne.