Misje wojskowe w Iraku i Afganistanie przeklinają głównie miny-samoróbki, które tu i ówdzie zagrzebane w przydrożnym piaseczku znienacka wybuchają, a koło po takim wybuchu do jazdy nadawać się nie może. Dlaczego? Bo zwykła opona bezdętkowa, albo wojskowa opona z litej gumy zbrojonej stalową siatką rozpadają się pod wpływem siły wybuchu bezpowrotnie. A bez koła wydostać się z pułapki niepodobna!
Ale jest lekarstwo. Oponę należy zbudować na wzór plastra miodu. W chwili wybuchu ażurowe komórki przyjmą na siebie cały impet, może trochę się odkształcą lub nawet pękną, ale właściwości opony nie znikną całkiem i będzie można czmychnąć z okrążenia z prędkością 90 km/.
Projekt tego ogumienia opracowały wespół University of Wisconsin-Madison i wisconsińska kompania Wausau (USA). Opona ma tę zaletę, że nie trzeba jej pompować. Przeżywa wybuch małej miny przeciwpiechotnej. Odporna także na średniej wielkości ładunki. 
37-calowa opona jest także odporna na strzały z broni maszynowej. Kula nie robi jej większej krzywdy. Takie opony miałyby w przyszłości zastąpić używane dziś w transporterach piechoty Humvee „run flaty”, które po uszkodzeniu do jazdy potrzebują choć minimum powietrza.
Ten prosty patent pozwoli rozwiązać bolesny problem - dobrze opancerzony Humvee zwykle stają się bezradne po celnym strzale z ciężkiej broni w oponę, także wybuch byle miny-samoróbki potrafi unieszkodliwić tradycyjne opony. Te mają uzupełnić  wachlarz zabezpieczeń i sprawić, że wozy piechoty wreszcie staną się bardziej skuteczne. h.k.