
XI-wieczny mnich, który dostrzegł powracający obiekt
Żyjący w średniowiecznej Anglii benedyktyn Eilmer z Malmesbury był nie tylko kronikarzem, ale i uważnym obserwatorem nieba. W 1066 roku, już jako starszy człowiek, ujrzał na niebie jasną kometę. Wspominając wydarzenia sprzed lat, skojarzył, że widział ten sam spektakl niebieski już wcześniej. Dokładnie 77 lat wcześniej, w 989 roku. Kluczowy zapis o tej obserwacji pozostawił Wilhelm z Malmesbury, szanowany historyk z XII wieku. Opisał on, jak Eilmer, widząc kometę, powiązał ją z nadchodzącymi politycznymi wstrząsami i ostrzegał przed nimi króla. W tamtych czasach takie interpretacje były standardem, wszak zjawiska na niebie postrzegano jako boskie znaki, bezpośrednio związane z losami władców i królestw. Gdyby współczesna nauka powszechnie zaakceptowała tę relację, Eilmer zostałby uznany za autora najwcześniejszej identyfikacji komety okresowej, wyprzedzając Halleya o niemal 600 lat, choć bez matematycznego dowodu.
Czytaj też: Dziesiątki nieznanych graffiti w Pompejach. Nowatorska technologia ukazała codzienność sprzed tysięcy lat
Odkrycie potencjalnego wkładu mnicha to owoc nietypowej współpracy. Astrofizyk Simon Portegies Zwart z Uniwersytetu w Lejdzie połączył siły z historykiem Bobem Zwartem Lewisem. Ich wspólna praca polegająca na konfrontacji starych tekstów z nowoczesnymi symulacjami orbity wskazuje, że Eilmer faktycznie mógł być świadkiem dwóch przelotów tego samego ciała niebieskiego.
Niebieski znak w przełomowym momencie historii
Pojawienie się jasnej komety na wiosnę 1066 roku odnotowano w wielu kronikach na świecie. Chińscy astronomowie śledzili ją przez ponad dwa miesiące, a w Europie stała się widoczna pod koniec kwietnia. Trafiła w niezwykle newralgiczny moment dla Wysp Brytyjskich, bo podczas krótkich rządów króla Harolda II, tuż przed inwazją Normanów i bitwą pod Hastings. Nic dziwnego, iż uznano ją za złowieszczy omen. Została nawet utrwalona na słynnej Tkaninie z Bayeux, gdzie przedstawia się ją jako znak poprzedzający klęskę Harolda. W średniowieczu takie interpretacje były normą, choć czasem, jak się wydaje, kronikarze uciekali się do swego rodzaju dezinformacji. Relacja o komecie poprzedzającej śmierć arcybiskupa Canterbury w 995 roku może być takim przykładem, gdyż brakuje jej potwierdzenia w niezależnych źródłach astronomicznych.
Czytaj też: Zimna ciemna materia wciąż wygrywa, ale jej historia mogła zacząć się zupełnie inaczej
Edmond Halley bez wątpienia zasłużył na swoje miejsce w historii. To on, korzystając z narzędzi matematycznych epoki, udowodnił periodyczność komety, przewidział jej powrót i tym samym położył podwaliny pod nowoczesne badania takich obiektów. Jego zasługa ma charakter fundamentalny i sformalizowany. Odkrycie dotyczące Eilmera nie umniejsza rzecz jasna wkładu Halleya i jak na razie nie podjęto oficjalnych starań o zmianę nazwy 1P/Halley. Dyskusja ta jest jednak ważna, bo przypomina, że historia nauki to często proces stopniowego odkrywania i rekonstruowania zapomnianych dokonań.