PDW SPD x HGP Diver 200M Automatic to zegarek dla ludzi, którzy lubią, gdy przedmiot wygląda, jakby dało się nim oprzeć o skałę, wejść do wody i nie przepraszać go potem za każdą rysę. Ma stalową kopertę 42 mm, 200 metrów wodoszczelności, szafirowe szkło, automatyczny mechanizm Seiko NH38 bez daty i militarny posmak, który nie został doklejony na końcu w dziale marketingu. Cena wynosi 649 dolarów, czyli około 2370 zł.
Zegarek, który wygląda jak narzędzie
PDW, czyli Prometheus Design Werx, ma w świecie sprzętu outdoorowego i EDC opinię marki dla ludzi, którzy lubią taktyczną estetykę, ale niekoniecznie chcą wyglądać jak statysta z katalogu survivalowego. HGP, czyli Hommes Grenouilles de Paris, wnosi do tej współpracy francuski wątek nurkowy i kopertę inspirowaną słynną architekturą Monnin. Właśnie takie koperty pojawiały się kiedyś w zegarkach marek związanych z nurkowaniem i zegarkami narzędziowymi, między innymi Heuer, Breitling, Sinn czy Aquadive.
W praktyce dostajemy zegarek, który nie szuka wdzięku w cienkiej kopercie ani subtelności salonowego divera. Średnica 42 mm, wysokość 13,2 mm i rozstaw od ucha do ucha 47 mm sugerują sprzęt do noszenia na co dzień, ale raczej przez osoby, które lubią wyraźną obecność zegarka na nadgarstku. To nie będzie malutki, dyskretny dodatek pod mankiet koszuli. I całe szczęście, bo w takim projekcie przesadna grzeczność byłaby jak wypolerowany multitool w skórzanym etui. Ładny, ale podejrzanie mało używany.

Kompas na pasku jest trochę przesadą
Najbardziej charakterystycznym dodatkiem jest zestaw PDW EWB Compass Kit 2.0, czyli mały kompas mocowany na pasku. Można oczywiście żartować, że w czasach telefonu, smartwatcha, GPS-u i aplikacji pogodowych taki element wygląda jak rekwizyt dla kogoś, kto planuje weekendową ucieczkę do lasu, ale wcześniej koniecznie wybiera filtr do zdjęć. Tylko że ja akurat rozumiem ten gest. Mechaniczny zegarek nurkowy sam w sobie jest przecież trochę anachroniczny. Nosimy go nie dlatego, że świat bez niego przestanie działać, ale dlatego, że lubimy przedmioty z prostą, fizyczną logiką.
Kompas na pasku pasuje do tej logiki. Jest mały, analogowy, niewymagający ładowarki i trochę romantyczny w tej swojej terenowej nadgorliwości. Zegarek dostaje też pasek MN Para w oliwkowej kolorystyce z pomarańczowym akcentem, tytanowe elementy przy pasku i cały zestaw dodatków, w tym pokrowiec, etui, ściereczkę, pudełko oraz specjalną naszywkę. Brzmi to jak komplet dla kolekcjonera, który udaje, że kupuje wyłącznie narzędzie.
Seiko NH38 zamiast wielkich obietnic
W środku pracuje Seiko NH38, czyli automatyczny mechanizm bez daty, z możliwością ręcznego dokręcania, stop-sekundą i rezerwą chodu na poziomie 41 godzin. Nie jest to werk, którym będzie się zachwycał ktoś polujący na haute horlogerie i mikroskopijne dekoracje mostków. Bardziej przekonuje mnie tu inne podejście: prostota, serwisowalność i rozsądna cena. HGP reguluje i sprawdza mechanizmy we Francji, a sam zegarek jest ręcznie składany w warsztacie MNP Solutions Horlogères w Pierrefontaine-les-Varans, niedaleko Besançon, czyli w regionie mocno związanym z francuskim zegarmistrzostwem.

To daje temu modelowi ciekawszy charakter niż wiele mikrobrandowych nurków, które składają się z tych samych haseł: stal, szafir, automatyczny werk, 200 metrów, vintage vibe. Tutaj też mamy znany zestaw składników, ale proporcje są lepsze. Siedem warstw Super-LumiNova C3 na indeksach i na znaczniku bezela, zakręcana koronka, zakręcany dekiel, jednokierunkowy bezel 60-click i szerokość paska 20 mm układają się w specyfikację, która wygląda solidnie.
Militarny klimat bez przebierania się za komandosa
Na tarczy pojawia się znak SPD Kraken Trident, do tego pomarańczowa wskazówka sekundowa i logo na deklu. To elementy, które łatwo mogłyby pójść w stronę gadżetu dla dorosłych chłopców bawiących się w tajne jednostki. Tutaj granica jest cienka, ale moim zdaniem projekt jeszcze jej nie przekracza. Czarna tarcza, czytelne indeksy i prosta geometria koperty trzymają całość w ryzach. Pomarańczowy akcent dodaje energii, a nie zamienia zegarka w odpustowy sprzęt ekspedycyjny.
Ograniczona dostępność robi swoje. Gear Patrol zwraca uwagę, że model jest bardzo limitowany i może szybko zniknąć ze sprzedaży. W świecie zegarków to oczywiście paliwo do kolekcjonerskiej gorączki. Mam jednak mieszane uczucia wobec każdej premiery, która opiera się na zasadzie: kup szybko, bo zaraz nie będzie. Z drugiej strony przy takich projektach limitacja bywa naturalna. To współpraca dwóch niszowych marek, a nie masowy diver do gabloty w centrum handlowym.

Dla kogo jest PDW SPD x HGP Diver 200M Automatic?
Widzę ten zegarek na nadgarstku kogoś, kto lubi mechaniczne divery, ale ma dość kolejnych interpretacji Submarinera. Kogoś, kto chce sprzętu z historią koperty, solidnym wykonaniem i lekką nutą wojskowego folkloru, lecz bez ceny wchodzącej w rejony luksusowego absurdu. 649 dolarów, czyli około 2370 zł, nie jest kwotą małą, szczególnie po doliczeniu realnych kosztów zakupu z USA. Na tle wielu limitowanych mikrobrandów i zegarków z podobną specyfikacją brzmi jednak dość rozsądnie.
Największy plus? Ten model ma wyraźny charakter. Nie każdy go polubi, bo 42 mm, kompas na pasku i taktyczna aura nie są dla osób szukających zegarka neutralnego jak biała koszula. Ale właśnie dlatego PDW SPD x HGP Diver 200M Automatic jest ciekawy. W czasach, gdy wiele diverów wygląda jak różne wersje tej samej odpowiedzi na to samo pytanie, tu ktoś zadał je trochę inaczej: co założyłaby osoba, która naprawdę lubi narzędzia, a nie tylko opowieści o narzędziach?
I myślę, że ten zegarek ma na to całkiem niezłą odpowiedź.
