Urządzenie wygląda niepozornie. Mała kostka podłączana do telewizora lub projektora przez HDMI, Wi-Fi do pobierania gier, wbudowana kamera szerokokątna i system śledzenia ruchu. W praktyce dziecko nie trzyma kontrolera, nie zakłada opaski i nie macha plastikowym akcesorium jak w czasach największej mody na Wii. Kontrolerem jest ciało. Ręce, nogi, skoki, uniki, taniec, wygłupy.
Mała kostka pod telewizor, duży problem rodziców
Nex Playground jest reklamowany jako system aktywnej zabawy dla dzieci i rodzin. W Wielkiej Brytanii ruszyły już zamówienia przedpremierowe, a wysyłka ma wystartować w czerwcu. Cena wynosi 269 funtów, czyli około 1320 zł.
Sam pomysł jest prosty: podłączasz kostkę do telewizora, logujesz ją do sieci, pobierasz gry i robisz miejsce przed ekranem. Producent podaje, że większości tytułów wystarczy około 1,8 metra. To ważny detal, bo wiele domowych sprzętów fitness i ruchowych brzmi świetnie do momentu, gdy człowiek spojrzy na własny salon, stolik kawowy, dywan, krzesło i psa, który śpi obok.
Nex Playground obsługuje do czterech graczy jednocześnie, a kamera śledzi 18 punktów na ciele. Urządzenie ma też 64 GB pamięci, więc gry można pobrać wcześniej i grać offline, na przykład u znajomych, w hotelu. W pudełku znajdują się konsola, magnetyczna osłona kamery, pilot, zasilacz, kabel HDMI i pakiet startowy z pięcioma grami.

Gry ruchowe wracają, ale rodzice patrzą już inaczej
Pamiętam czas, gdy kontrolery ruchowe były traktowane jak wielka przyszłość grania. Potem emocje opadły, a większość z nas wróciła do padów, klawiatur i ekranów dotykowych. Dziś jednak aktywne granie ma inną rolę. Nie musi przekonywać zapalonych graczy, że jest precyzyjniejsze od pada. Ma przekonać rodzica, że ekran może czasem uruchamiać ciało, a nie tylko przyklejać dziecko do kanapy.
I tu Nex Playground wydaje się ciekawy. W katalogu są gry sportowe, taneczne, fitnessowe, zręcznościowe i rodzinne, a także tytuły z rozpoznawalnymi markami dla dzieci, między innymi Peppa Pig, Bluey czy Teenage Mutant Ninja Turtles. Jest też Zumba Fitness Party i gry typu NexPets: Puppies czy Sword Slash Adventure. Z perspektywy dziecka liczy się pewnie to, że można skakać, machać rękami i śmiać się z rodzeństwa. Z perspektywy dorosłych istotniejsze jest to, że zabawa nie wymaga czatu, przeglądarki, sklepu z losowymi aplikacjami ani kontaktu z obcymi graczami.

Kamera w salonie? Tu zaczyna się ostrożność
Największy znak zapytania dotyczy kamery. Trudno dziś wstawić do salonu urządzenie z obiektywem i udawać, że temat prywatności nie istnieje. Nex podkreśla, że nie zapisuje ani nie przechowuje wideo i audio, a śledzenie ruchu odbywa się lokalnie na urządzeniu, bez przetwarzania w chmurze. Kamera ma też magnetyczną osłonę, którą można założyć po skończonej zabawie.
To są dobre deklaracje, ale nie zamykają całej rozmowy. Przy sprzęcie dla dzieci sama obietnica producenta nigdy nie powinna zastępować zdrowego rozsądku. Plusem jest zamknięty system Play OS oparty na Android Open Source Project, brak przeglądarki, brak aplikacji firm trzecich, brak reklam i certyfikacja kidSAFE+ COPPA. Ważne jest też to, że Nex deklaruje brak czatu i wiadomości, więc dziecko gra z osobami obecnymi w pokoju, a nie z przypadkowym światem po drugiej stronie sieci.
Cena urządzenia to dopiero początek
Do konsoli dochodzi Play Pass, czyli przepustka do pełnego katalogu gier i comiesięcznych aktualizacji. W USA 3-miesięczny dostęp kosztuje 49 dolarów, czyli około 180 zł, a roczny 89 dolarów, czyli około 325 zł. W podstawowym zestawie jest pięć gier startowych, więc urządzenie nie staje się bezużyteczne bez abonamentu, ale pełny sens tej platformy najwyraźniej opiera się na subskrypcji.

I tu pewnie część rodziców westchnie, bo kolejna subskrypcja w domu brzmi jak drobna kropla, która po roku okazuje się małym rachunkowym potopem. Z drugiej strony, jeśli urządzenie rzeczywiście zastąpi choć część płatnych aplikacji, przypadkowych gier mobilnych i zabawek kupowanych na chwilę, rachunek może wyglądać łagodniej. Wszystko zależy od tego, czy dziecko będzie do tego wracać po pierwszym tygodniu ekscytacji.
Ruch przed ekranem nadal jest ekranem, ale lepszym niż bezruch
Nie mam złudzeń, że Nex Playground rozwiąże problem dzieci i ekranów. Żadne urządzenie tego nie zrobi, bo problem nie mieści się w pudełku z HDMI. Ale podoba mi się kierunek, w którym ekran przestaje być tylko miejscem siedzenia. Jeśli dziecko ma już patrzeć na telewizor, niech przynajmniej czasem podskoczy, zatańczy, zrobi unik i pośmieje się z rodzicem, który w Zumbie wypada gorzej niż zakładał.
Najrozsądniej patrzeć na Nex Playground jak na sprytny kompromis. Trochę konsola, trochę domowy plac zabaw, trochę wspólna aktywność na dni, gdy pogoda, czas albo zmęczenie wygrywają z wielkimi planami wyjścia z domu. I właśnie w tym widzę jego największy potencjał.
