To miało być naukowe trzęsienie ziemi – atmosferę wokół niego podgrzewano umiejętnie. W listopadzie 2008 roku Fundacja Leopolda Kronenberga, założona przy banku Citi Handlowy, zaprosiła dziennikarzy na konferencję poświęconą sensacyjnemu odkryciu. Jakiemu? Tego organizatorzy nie chcieli zdradzić – zapewniali jedynie, że chodzi o prawdziwą rewelację. Podczas konferencji karty zostały odkryte: finansowany przez fundację zespół naukowców pod kierownictwem wybitnego archeologa profesora Jerzego Gąssowskiego ustalił ponad wszelką wątpliwość miejsce pochówku Mikołaja Kopernika oraz to, że czaszka (wydobyta z grobu numer 13 fromborskiej katedry), przypisywana wielkiemu astronomowi, faktycznie należała do niego. Naukowcom z pułtuskiej Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora, koordynującym poszukiwania, udało się to, o czym przez dwieście lat marzyli inni archeologowie i historycy. Czy rzeczywiście się udało? Poszukiwania doczesnych szczątków autora „O obrotach sfer niebieskich” rozpoczęły się bowiem na początku XIX wieku – pierwszą próbę, w niewłaściwym zresztą miejscu, w 1802 roku podjęło Towarzystwo Naukowe Warszawskie. Pięć lat później, a więc za czasów Księstwa Warszawskiego, archeologiczną pałeczkę przejęli oficerowie Napoleona. Także Niemcy, uważający Kopernika za swego rodaka, podczas II wojny światowej próbowali ustalić miejsce jego pochówku. Bezskutecznie.

Odpowiedź fundacji

Fundacja Kronenberga, poproszona przez nasza redakcje o komentarz do całego zamieszania, odpowiada bardzo powsciagliwie. – Fundacja Kronenberga przy Citi Handlowy jest instytucja, której rola w badaniach, jakkolwiek zaszczytna, polegała na ich sfinansowaniu. Z tego tez powodu nie chcielibysmy zabierac głosu w sprawie dyskursu naukowców co do metod, jakimi sie posłuzyli przy prowadzeniu swoich badan – mówi dyrektor Fundacji Krzysztof Kaczmar.
 

Przełom nastąpił już w XXI wieku, a dokładnie w kwietniu 2004 r., dzięki biskupowi warmińskiemu Jackowi Jezierskiemu, prepozytowi fromborskiej katedry. Podczas posiedzenia Rady Naukowej Bałtyckiego Ośrodka Badawczego (będącego agendą Akademii Humanistycznej w Pułtusku), zaproponował on wybitnemu archeologowi prof. Jerzemu Gąssowskiemu podjęcie poszukiwań grobu astronoma.

Gąssowski początkowo odmówił – po pierwsze nie był specjalistą
od Kopernika i jego czasów, a po drugie przerażała go skala poszukiwań. Fromborska katedra to gigantyczny obiekt i dokładne zbadanie jej mogłoby zająć nawet sto lat. Poza tym w XVII wieku Szwedzi, plądrujący katolickie kościoły, wielokrotnie dokonywali profanacji grobów duchownych, co dziś mogło znacznie utrudniać poszukiwania. Jednak biskup nalegał – powołał się na ustalenia olsztyńskiego historyka dr. Jerzego Sikorskiego, który twierdził (za niemieckim historykiem Leopoldem Prowe), że kanonicy byli chowani pod ołtarzem, którym opiekowali się za życia. A kanonik Kopernik zajmował się ołtarzem świętego Andrzeja, obecnie – Świętego Krzyża. Gąssowski nie miał wyjścia: skompletował zespół, dobrał sobie współpracowników i ruszył do pracy. W 2005 roku za pomocą georadaru udało się uzyskać obraz wszystkich wkopów ziemnych w najbliższej okolicy wspomnianego ołtarza. Przebadano trzynaście grobów – największą uwagę naukowców przykuł ostatni, trzynasty. To w nim odkryto czaszkę (i rozsypane części szkieletu), która – zdaniem wybitnego antropologa z Uniwersytetu Szczecińskiego prof. Karola Piaseckiego – należała do starszego mężczyzny. Mniej więcej siedemdziesięcioletniego. A tyle właśnie miał Kopernik, gdy udał się w sfery niebieskie (stało się to około 21 maja 1543 roku). Wiek czaszki określono między innymi na podstawie startych koron zębowych – nawet zakładając, że kanonik odżywiał się lepiej niż większość społeczeństwa i dostawał na stół dobrze wypłukane warzywa, nie były to zęby człowieka młodego ani nawet w wieku średnim.

Nad prawym oczodołem czaszki znajdowało się niewielkie wgłębienie – z najbardziej wiarygodnych portretów astronoma wiemy, że Kopernik miał nad okiem szramę. To tylko potwierdzało słuszność wyboru zespołu Gąssowskiego.

Czaszka trafiła do policyjnego Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego. Rekonstrukcji twarzy na podstawie czaszki oraz dodatkowych informacji pochodzących od antropologa podjął się podinspektor Dariusz Zajdel, specjalista od badań antroposkopijnych. Dla zachowania procedur, obowiązujących przy rekonstrukcjach kryminalnych, Zajdel nie miał pojęcia, czyją czaszkę (prawdopodobnie) ma przed sobą. – Rekonstrukcję traktowałem jako odtworzenie wizerunku anonimowego starca. Gdy rekonstrukcja była już ukończona i otrzymałem informację, że czaszka może pochodzić od Mikołaja Kopernika, moim jedynym ukłonem w stronę naszego wielkiego astronoma było uzupełnienie opracowanego obrazu o fragment ubioru zbliżony do tego, który widnieje na tzw. portrecie toruńskim – mówi „Focusowi Historia” podinspektor Zajdel.

Rekonstrukcja Zajdla wywołała entuzjazm naukowców – twarz, stworzona w policyjnym komputerze, była łudząco podobna do znanych nam konterfektów Kopernika. Jednak kilka miesięcy później pojawiły się zarzuty, że policyjny antroposkop, mając do dyspozycji jedynie czaszkę bez żuchwy, stworzył własną artystyczną wizję. Rekonstrukcja Zajdla budzi wiele wątpliwości choćby prof. Bogusława Młodziejowskiego, kierownika Zakładu Kryminalistyki i Medycyny Sądowej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. – Nadmierna ingerencja wizji artystycznej osoby dokonującej rekonstrukcji szkodzi sprawie! Nie można przecież odtwarzać czegoś, co nie jest w żaden sposób związane z budową kości czaszki – twierdzi Młodziejowski. Uważa, że w sprawie Kopernika należało przyjąć inną metodę badawczą: – Całkiem niedawno dokonywana była rekontrukcja wyglądu błogosławionego Czesława, patrona Wrocławia. Zespół naukowców z Zakładu Antropologii wrocławskiej Akademii Medycznej dokonał rekontrukcji metodą klasyczną (kształtowanie mas plastycznych), a ja wykonywałem rekonstrukcję metodą komputerową. Porównanie obu rekonstrukcji było zadziwiająco zbieżne.

Ale Zajdel nie zgadza się z takim postawieniem sprawy: – Dolna część twarzy w mojej rekonstrukcji jest do pewnego stopnia wizją artystyczną. Ale nie do końca – wybitny antropolog prof. Karol Piasecki w swojej analizie antropologicznej (na której bazie wykonałem rekonstrukcję) wskazał na fakt, że doły żuchwowe skierowane były do siebie, co musiało sugerować wąską i prawdopodobnie dość wysoką żuchwę. Na tej podstawie można było wykonać dość dokładną wizualizację głowy od czubka aż do okolicy szpary ust, włączając w to przedstawienie złamanego w młodym wieku nosa.

Zespół Gąssowskiego zrezygnował z badania czaszki radioaktywnym węglem C-14 (co stanie się wkrótce powodem krytyki). Po pierwsze należałoby w tym celu zniszczyć część i tak niepełnej czaszki, a po drugie wynik analizy byłby mało precyzyjny – granica błędu wynosiłaby nawet ponad 30 lat! Ostatecznego dowodu miały dostarczyć badania DNA czaszki. Ba, ale skąd wziąć materiał porównawczy? Od rodziny, rzecz jasna. Najsłynniejszym jej przedstawicielem – obok Kopernika – był biskup warmiński Łukasz Watzenrode, zmarły w 1512 roku i pochowany najprawdopodobniej w krypcie biskupiej pod prezbiterium fromborskiej archikatedry.

Przy zachowaniu największych środków ostrożności – badacze obawiali się tzw. klątwy faraona, czyli śmiertelnych zarazków – otwarto zamurowane wejście w południowej ścianie prezbiterium. Widok, który ukazał się oczom poszukiwaczy, był niczym z hollywoodzkiego horroru: spiętrzone, rozsypujące się zbutwiałe trumny, ludzkie szkielety, imitacje kielichów liturgicznych mogłyby przerazić samego Stephena Kinga. Dlatego skonstruowano specjalne rusztowania, umożliwiające poruszanie się archeologów ponad stosem trumień. Niestety, nie udało się odnaleźć miejsca wiecznego spoczynku wuja Kopernika. Podobnie rezultatu nie dały żmudne poszukiwania, prowadzone przez historyków z Uniwersytetu Toruńskiego, zmarłych i żywych krewnych astronoma w linii żeńskiej. Chodziło bowiem o DNA mitochondrialne, a więc pochodzące od sióstr rodzonych i ciotecznych Kopernika oraz ich potomkiń po kądzieli.

Ostatnią szansą na udowodnienie, że czaszka z grobu numer 13 rzeczywiście należy do Kopernika, było zbadanie włosów astronoma. Okazało się, że zachowało się ich kilka w księgach należących do wielkiego Polaka. Księgi te zaś, składające się na bibliotekę kopernikańską, znajdują się w Szwecji, dokąd trafiły po potopie szwedzkim. Profesor Göran Henriksson z Uniwersytetu w Uppsali, zainteresowany badaniami Gąssowskiego, zgłosił ofertę współpracy – przeglądając księgi, natrafił na kilkanaście włosów, spośród których kilka nadawało się do badań.

I to był strzał w dziesiątkę. Prowadząca badania prof. Marie Allen z tej samej uczelni mogła wkrótce oznajmić: – Mimo upływu 500 lat udało się wydobyć nieuszkodzony łańcuch DNA z włosa znalezionego w roczniku, zarchiwizowanym w Bibliotece Narodowej w Uppsali. Czaszka z Fromborka i włos z Uppsali miały to samo DNA!

Czy oznacza to, że mamy 100-procentową pewność? Profesor Gąssowski nie ma wątpliwości. Natomiast dr Tomasz Kozłowski z Uniwersytetu Toruńskiego uważa, że zwycięstwo odtrąbiono zbyt wcześnie i wylicza wszystkie wątpliwości (na następnych stronach publikujemy wywiad z nim). Zgadza się z nim prof. Młodziejowski: – Dotarłem do raportu z badań, zamieszczonego na stronach Wyższej Szkoły Humanistycznej w Pułtusku, i muszę przyznać, że jestem zatrwożony. Znalazłem tam m.in. tezę, że prawdopodobieństwo, że jest to czaszka Kopernika, wynosi 97 proc., a po badaniach genetycznych będzie to nawet 100 proc. O ile wiem, identyfikacja genetyczna, nawet dla profilu genomowego, nie osiąga 100 proc. Jest ona jedynie określana mianem prawdopodobieństwa graniczącego z pewnością!

Podkomisarz Zajdel, jeden z głównych bohaterów całej sprawy, czuje się nieco rozgoryczony: – Trochę mi żal rozwianej tajemnicy, okrywającej miejsce pochówku wielkiego astronoma. I tego, że jedyne, co w tej chwili pozostaje w zainteresowaniu mediów, to jego wędrujące po laboratoriach kości i włosy.

Artur Górski

To nie jest czaszka Kopernika

Rozmowa z dr. Tomaszem Kozłowskim z Zakładu Antropologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Twierdzi pan, ze nie ma dowodów na to, ze czaszka z Fromborka jest rzeczywiście czaszka Kopernika.

Twierdzę, że badania przeprowadzone przez zespół prof. Gąssowskiego takich dowodów nie dostarczyły. Zacznijmy od datowania samej czaszki. Pod posadzką katedry we Fromborku panuje pewien, nazwijmy to, bałagan. Bałagan ten dotyczy szczególnie tych miejsc, w których znajdują się liczne pochówki. Przedmioty i kości znajdowane obok siebie mogą więc pochodzić z różnych okresów. Trudno określić wiek izolowanych kości ludzkich, jeżeli pozbawione zostały szerszego kontekstu – nie mamy przecież fragmentów trumien, tkanin, innych elementów wyposażenia, które ułatwiłyby datowanie. Z całą pewnością bardzo wiele wyjaśniłoby badanie kości metodą węgla radioaktywnego C-14, umożliwia bowiem określenie przybliżonego czasu śmierci. Z tego, co wiem, badacze „czaszki Kopernika” nie przeprowadzali takich badań, można więc założyć, że jej wiek nie został potwierdzony jednoznacznie i opiera się jedynie na niepewnej stratygrafii znaleziska.

Skąd w takim razie pewność, ze odnalezione we Fromborku szczątki należały do 70-letniego mężczyzny? W tym właśnie wieku zmarł Kopernik.

Ludzki szkielet nie ma ani jednej cechy, która pozwalałaby określić wiek w chwili śmierci z dokładnością do jednego roku. Wiek, który określa się na podstawie kości, to wiek biologiczny, a nie kalendarzowy. To znaczy, że możemy określić, ile mniej więcej lat mógł mieć dany osobnik w chwili śmierci, choć i to niezbyt dokładnie w przypadku osób w wieku dojrzałym. Mówiąc najprościej: im człowiek dłużej żył, tym trudniej nam uzyskać z kości konkretną informację. W skrajnych przypadkach rozbieżność może wynosić nawet 20 lat. Wielokrotnie spotkałem się z przypadkami, że wiek kostny, np. oceniony na podstawie stopnia zarastania szwów czaszkowych, nie odpowiadał faktycznemu wiekowi metrykalnemu osoby, której szczątki akurat były badane. Dlatego definitywne, oparte jedynie na badaniu szwów czaszkowych, stwierdzenie, że jest to czaszka 70-letniego mężczyzny, jest zupełnie nieuprawnione. Ta dokładność wzbudza we mnie, osobie zajmującej się profesjonalnie biologią człowieka, sprzeciw i podejrzliwość.

Zdumiewa mnie również znakomity niemal stan uzębienia osoby, do której należała czaszka. Brakuje, co prawda, siekaczy, które wypadły już po śmierci, ale poza tym nie ma innych ubytków, zęby są białe, równe, bez śladów próchnicy. Współcześni siedemdziesięciolatkowie nie mają uzębienia w tak dobrym stanie, podobnie było na przełomie XVI–XVII wieku. Jest to przesłanka antropologiczna, która może sugerować, że osoba, do której należała czaszka, w chwili śmierci była znacznie młodsza od Kopernika. Kryterium wieku zębowego, szczególnie w zakresie badania zmian w strukturze wewnętrznej zębów, wydaje się być lepszym wyznacznikiem niż zarastanie szwów czaszkowych, które wykazuje duże zróżnicowanie u ludzi.

Może Kopernik, który był przecież kanonikiem, lepiej się po prostu odżywiał? Dostawał lepiej oczyszczona żywność?

Ten argument też mnie nie przekonuje, bo nie wiem, co autorzy badań mają na myśli, mówiąc, że „lepiej się odżywiał”. Ważne dla kondycji uzębienia jest też, kiedy lepiej się odżywiał – w dzieciństwie czy tylko w wieku dorosłym? Zęby mineralizują w dzieciństwie i podaż odpowiednich składników w tym czasie też ma niebagatelne znaczenie. Rzeczywiście, mógł się odżywiać trochę lepiej, będąc kanonikiem, choć tego nie wiemy na pewno, ale zęby się zużywają wraz z wiekiem. I to po prostu widać. Próchnica zębów jest związana w bardzo dużej mierze z nadmiarem węglowodanów w pokarmie, zaś stopień starcia koron, między innymi, z twardością spożywanego pożywienia. Nie można zakładać, że Kopernik odżywiał się np. pokarmem jedynie o papkowatej konsystencji – to nie jest równoznaczne z lepszą dietą. Badałem ponad 250 szkieletów średniowiecznych mieszkańców Torunia, stan ich uzębienia nie jest zadowalający. To samo dotyczy osób pochowanych np. w kryptach w kwidzyńskiej katedrze, które należały do elity ówczesnego społeczeństwa. Pomimo że zmarli w młodszym wieku niż Mikołaj Kopernik, to stan ich uzębienia jest znacząco gorszy niż ten, jaki widać na fromborskiej czaszce. Do tego dochodzą jeszcze zmiany w przyzębiu związane z wiekiem. Wyjaśnienie takich wątpliwości wymaga więc kompleksowych badań.

Kanonik, ale nie ten


Tuz przed II wojna swiatowa najpowazniejsze badania, dotyczace miejsca pochówku Kopernika, przeprowadzili Niemcy, do których wówczas nalezał Frombork (Frauenberg). Decyzje o podjeciu poszukiwan podjeto w zwiazku z przypadajacymi na luty 1939 r. obchodami „Tygodnia Kanta i Kopernika”. Główne uroczystosci miały sie odbyc w królewieckim uniwersytecie. Organizatorzy tej imprezy planowali wzniesienie pomnika wybitnego astronoma w miejscu jego pochówku. Udało sie wówczas wydobyc trumne ze szczatkami kanonika, ale analiza wykazała, ze nie jest to Kopernik.
 



Na podstawie czaszki znalezionej we Fromborku podinspektor Dariusz Zajdel z Centralnego Laboratorium Kryminalnego KGP w Warszawie zrekonstruował wygląd mężczyzny, do którego należała. Okazało się, ze odtworzona twarz niemalże wiernie przypomina twarz Mikołaja Kopernika ze znanych nam portretów. To, musi pan przyznać, przemawia do wyobraźni.

Ale nie jest argumentem naukowym. Dawni artyści, którzy portretowali Kopernika, na pewno nie widzieli astronoma na własne oczy. Dlatego porównywanie starych portretów z artystyczną wizją twarzy, zrekonstruowaną na podstawie morfologii czaszki, absolutnie nie może być dowodem rozstrzygającym o tożsamości fromborskiego znaleziska. Proszę pamiętać, że czaszka z Fromborka nie miała żuchwy. Jak poradzono sobie z tym problemem? Na czym oparto rekonstrukcję dolnej części twarzy? Przyglądałem się temu bardzo uważnie i jestem obecnie pewny, że tzw. twarz dolna została „wyjęta” z jednego z bardziej znanych portretów Kopernika. Trudno zatem, aby rekonstrukcja nie była podobna do obrazów. Nie ma tu nawet o czym rozprawiać. Od początku przyjęto niemal za pewnik, że rzeczywiście mamy do czynienia z czaszką Kopernika.

W Szwecji zostały przeprowadzone badania porównawcze DNA zęba z „czaszki Kopernika” i włosa znalezionego w jednej z jego książek. Tu już chyba nie można mieć wątpliwości?

Faktycznie, istnieje zgodność w zakresie jednej haplogrupy, pewnego fragmentu mitochondrialnego DNA. Ale ta sekwencja jest obecna i we współczesnej populacji z określoną częstością. Nie znamy jej częstości w wiekach minionych, tym bardziej pośród członków kapituły fromborskiej. Sama autorka badań Marie Allen pisze, że nie jest to dowód rozstrzygający. Dlaczego w miarę upływu czasu ten sam element układanki ma być coraz bardziej pewny, aż w końcu staje się pewnikiem? Wyniki naukowe to nie wino, które nabiera mocy wraz z upływem czasu.

Jaki, pana zdaniem, materiał powinniśmy pozyskać, aby badania DNA były całkowicie wiarygodne? Czy badania porównawcze ze szczątkami innych członków rodziny wyjaśniłyby sprawę?

Linia matczyna Kopernika wymarła, nie udało się odnaleźć szczątków biskupa Łukasza Watzenrode, którego siostra była matką astronoma. Problemem jest też to, że mamy tu do czynienia z badaniami tzw. starego DNA, takiego, które może mieć i kilkaset lat. Jest z tym bardzo wiele kłopotu. Czy faktycznie DNA wykryty w próbce to materiał genetyczny należący do osoby, której szczątki badamy? Rozmawiałem niedawno z prof. Maciejem Hennebergiem z University of Adelaide w Australii. Profesor prowadził badania ze swoim doktorantem na temat degradacji i zmian DNA w środowisku pośmiertnym. Praca jeszcze nie została opublikowana, więc nie mogę zdradzać wszystkich szczegółów, powiem tylko tyle, że prawdopodobieństwo, iż DNA przetrwało we włosie pół tysiąca lat, jest praktycznie bliskie zeru. Ta praca zmieni dużo w bezkrytycznym stosunku wielu osób do badań dawnego DNA, tego jestem pewien. Dodam, że prof. Henneberg wspomniał, iż drzwi do laboratorium kopalnego DNA w uniwersytecie w Oksfordzie porastają już pajęczyną

Wracając do sedna: problem polega też na tym, że ani nie można być pewnym, że czaszka należała do Kopernika, ani że był właścicielem włosa znalezionego w książce. Równania, w którym mamy wiele niewiadomych, nie da się jednoznacznie rozwiązać. W tym przypadku nieznany włos oraz czaszka nie wiadomo czyja dały wynik: Kopernik. Oczywiście trywializuję, ale to tak mniej więcej wygląda.

Jak, jako naukowiec, może pan wytłumaczyć to, ze badacze przedstawili wnioski, które – zdaniem pana i części środowiska – nie zostały oparte na rzetelnych badaniach naukowych?

Nie twierdzę, że badania są nierzetelne. Są jak najbardziej rzetelne, ale ze wszystkimi ograniczeniami, o jakich wiemy oraz jakich sobie nie uświadamiamy. Tworzymy tylko pewne scenariusze na podstawie dostępnych, wyrywkowych i niepełnych danych. Te scenariusze wydają się mniej lub bardziej prawdopodobne. Zbyt daleko idą natomiast same wnioski. Uważam, że nigdy nie będziemy mieli pewności, czy czaszka i kości znalezione we Fromborku to doczesne szczątki astronoma. Nawet hipoteza dotycząca miejsca pochówku kanoników pod ołtarzem, którym się opiekowali, ma swoje odstępstwa od reguły. Kanonik Gąsiorowski, jak stwierdził sam prof. Gąssowski, nie powinien spoczywać tam, gdzie odkryto jego trumnę. Na szczęście zachowała się tabliczka z jego nazwiskiem. Mógłby być wzięty za Kopernika, bo podobno zmarł w zbliżonym wieku kalendarzowym. A gdyby tabliczki jednak nie było? Absolutną pewność mielibyśmy, gdyby udało się znaleźć zamknięty i zapieczętowany grób z napisem: tu spoczywa Mikołaj Kopernik. Wtedy można by przeprowadzić całe spektrum analiz, które nie zostały przeprowadzone w tej chwili. Taki grób jednak nie istnieje. Niestety, moim zdaniem sytuacja jest w tej chwili beznadziejna.

ROZMAWIAŁA JOANNA LAMPARSKA

To jest czaszka Kopernika


Profesor Jerzy Gąssowski z Instytutu Antropologii i Archeologii Akademii Humanistycznej w Pułtusku opowiada o odnalezieniu czaszki Kopernika

Od czasu odkrycia czaszki Kopernika pojawiają się głosy, jakoby nie należała do wielkiego polskiego astronoma. Takie zdanie wygłaszają osoby, których nie można uważać na naukowców. Badania odnalezionych przez nas kości były wyjątkowo solidne. Poza tym zapraszaliśmy do udziału w badaniach każdego, kto tylko zgłosił taką chęć. Niektórzy pracowali z nami, nie przyjmując honorarium. W czasie wykopalisk towarzyszył nam cały czas prof. Karol Piasecki, antropolog z uniwersytetów: Warszawskiego i Szczecińskiego, który oglądał dokładnie każdą czaszkę.

W 2004 roku w katedrze we Fromborku natrafiliśmy na czaszkę, która, jak ocenił prof. Piasecki, należała do człowieka zmarłego w wieku 70 lat. Mniej więcej dwa dni później znaleźliśmy plakietkę trumienną z tego konkretnego grobu. Na plakietce znajdowały się dane zmarłego, z których wynikało, że był nim kanonik Gąsiorowski, zmarły właśnie w wieku 70 lat. To zostało więc określone precyzyjnie.

W następnym roku nasza ekipa odnalazła kolejne szczątki, również 70-letniego człowieka, który okazał się później Kopernikiem. Profesor Piasecki przeprowadził badania określające wiek i typ antropologiczny tego osobnika. Wyniki wskazywały, że ten typ może pasować do wizerunku portretowego Kopernika, oczywiście w najogólniejszym zarysie. Czaszka została skierowana do Centralnego Laboratorium Policji, gdzie doświadczony rekonstruktor, nadkomisarz (dziś podinspektor) Dariusz Zajdel podjął się odtworzenia metodą Gierasimowa wyglądu tkanek miękkich, czyli mówiąc prościej – zrekonstruowania twarzy człowieka, do którego należała ta czaszka.

Niestety, nasza czaszka była pozbawiona żuchwy, nie udało nam się jej po prostu odnaleźć. Z początku wątpiłem więc, czy rekonstrukcja bez żuchwy będzie w ogóle możliwa. Nikt z pozostałych naukowców nie miał jednak żadnych wątpliwości, że wygląd zmarłego będzie można odtworzyć na podstawie dobrze zachowanych zębów. Spotkałem się z zarzutami ze strony dr. Tomasza Kozłowskiego, że nasza czaszka nie może należeć do siedemdziesięciolatka, ponieważ znajdujące się w niej zęby są w zbyt dobrym stanie. Dobry badacz, który pracował na licznych cmentarzyskach, wie, że znajdujemy często czaszki ze znakomicie zachowanymi zębami, także u starszych ludzi. Nie ma w tym nic dziwnego, oni się inaczej odżywiali. Zaawansowanego wieku nie poznaje się po starych zębach.

Rekonstrukcja Dariusza Zajdla okazała się zadziwiająco podobna do tego, co widzimy na obrazach.

Naukowcy z Torunia przeanalizowali portrety Kopernika znajdujące się w różnych częściach świata, m.in. w Strasburgu (portret z konwalią jest elementem tzw. zegara astronomicznego w katedrze), dokładnie też zapoznali się z jego autoportretem. Na każdym z malowideł widoczna jest szrama między brwią a nosem, która musiała powstać w wyniku urazu, kiedy Kopernik był jeszcze nastolatkiem. Na czaszce mamy anomalie, które odpowiadają temu, co widać na portretach.

Taki element identyfikacji to jednak dla naukowców za mało. Moglibyśmy, co prawda, przeprowadzić badania węglem radioaktywnym C-14, ale nie miałoby to żadnego sensu! Takie badania dają efekt, gdy są przeprowadzane na materiale znacznie starszym niż ten, z którym mieliśmy do czynienia. Tutaj byłyby po prostu mało precyzyjne. Najważniejsze były więc dla nas badania DNA.

Badania DNA wymagają jednak materiału porównawczego. Analiza metryk parafialnych nie dała nam żadnych nadziei, że żyje ktoś z matczynej linii Kopernika, nie udało się też znaleźć szczątków jego wuja, biskupa warmińskiego Łukasza Watzenrode. Mieliśmy czytelne próbki DNA z zębów pobrane przez prof. Wiesława Bogdanowicza z Instytutu Zoologii PAN w Warszawie oraz dr. Wojciecha Branickiego i dr. Tomasza Kupca z Pracowni Genetyki Sądowej Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Materiału porównawczego dostarczył szczęśliwy traf.

Miałem akurat wykład w trakcie Dni Polskich w Uppsali, gdzie opowiadałem o badaniach nad Mikołajem Kopernikiem. Podszedł tam do mnie szwedzki profesor, który najpierw długo usprawiedliwiał się za szwedzką kradzież polskich księgozbiorów w dawnych wiekach, a następnie zaproponował pomoc. W Uppsali znajduje się jedno z najlepszych na świecie laboratoriów specjalizujących się w badajniach DNA. Przeszukano dokładnie znajdujący się w Szwecji księgozbiór Kopernika, zwłaszcza kalendarz, z którego często korzystał, i znaleziono w nim dziesięć włosów. Istniało prawdopodobieństwo, że któryś z nich mógł należeć do astronoma. Tylko cztery nadawały się do badania – aby pobrać DNA z włosa, musi mieć on cebulkę. Z tych czterech włosów dwa mają taki sam zapis kodu genetycznego jak ten, który uzyskaliśmy z zębów znalezionej przez nas czaszki. Uważam, że to niezwykle przekonujący dowód, którego dziś nie może podważyć żaden poważny naukowiec.

Czaszka, którą znaleźliśmy, z całą pewnością należy do naszego wielkiego astronoma.

Jerzy Gąssowski