To miało być naukowe trzęsienie ziemi – atmosferę wokół niego podgrzewano umiejętnie. W listopadzie 2008 roku Fundacja Leopolda Kronenberga, założona przy banku Citi Handlowy, zaprosiła dziennikarzy na konferencję poświęconą sensacyjnemu odkryciu. Jakiemu? Tego organizatorzy nie chcieli zdradzić – zapewniali jedynie, że chodzi o prawdziwą rewelację. Podczas konferencji karty zostały odkryte: finansowany przez fundację zespół naukowców pod kierownictwem wybitnego archeologa profesora Jerzego Gąssowskiego ustalił ponad wszelką wątpliwość miejsce pochówku Mikołaja Kopernika oraz to, że czaszka (wydobyta z grobu numer 13 fromborskiej katedry), przypisywana wielkiemu astronomowi, faktycznie należała do niego. Naukowcom z pułtuskiej Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora, koordynującym poszukiwania, udało się to, o czym przez dwieście lat marzyli inni archeologowie i historycy. Czy rzeczywiście się udało? Poszukiwania doczesnych szczątków autora „O obrotach sfer niebieskich” rozpoczęły się bowiem na początku XIX wieku – pierwszą próbę, w niewłaściwym zresztą miejscu, w 1802 roku podjęło Towarzystwo Naukowe Warszawskie. Pięć lat później, a więc za czasów Księstwa Warszawskiego, archeologiczną pałeczkę przejęli oficerowie Napoleona. Także Niemcy, uważający Kopernika za swego rodaka, podczas II wojny światowej próbowali ustalić miejsce jego pochówku. Bezskutecznie.

Odpowiedź fundacji

Fundacja Kronenberga, poproszona przez nasza redakcje o komentarz do całego zamieszania, odpowiada bardzo powsciagliwie. – Fundacja Kronenberga przy Citi Handlowy jest instytucja, której rola w badaniach, jakkolwiek zaszczytna, polegała na ich sfinansowaniu. Z tego tez powodu nie chcielibysmy zabierac głosu w sprawie dyskursu naukowców co do metod, jakimi sie posłuzyli przy prowadzeniu swoich badan – mówi dyrektor Fundacji Krzysztof Kaczmar.