Tri, dwa, odin, zażyganje! 4 października 1957 roku o 20.28 czasu polskiego z kazachskiej pustyni w okolicach wioski Tiuratam wystartowała radziecka rakieta balistyczna R-7. Już kilka minut później wiadomo było, że Rosjanie wygrali pierwszy etap wyścigu w kosmos. Pojazd wszedł na orbitę i wypuścił pierwszego sztucznego satelitę Ziemi. Wąsatą kulę – Sputnika 1 – znają chyba wszyscy. Satelita nadawał sygnał radiowy, w którym zakodowane były informacje o temperaturze i ciśnieniu we wnętrzu aluminiowej kuli. Wystrzelenie Sputnika rozpoczęło wielki wyścig kosmiczny dwóch supermocarstw – USA i ZSRR. Rosjanie musieli udowodnić światu przewagę ustroju komunistycznego nad kapitalistycznym, Amerykanie zaś, co oczywiste, nie chcieli oddać pola komuchom.

Mimo to przegrywali w wyścigu dość konsekwentnie. Gdy ich rakiety jedna po drugiej eksplodowały na wyrzutniach, Rosjanie zdążyli wysłać w kosmos pierwsze żywe stworzenie, psa Łajkę (która, biedaczysko, zdechła ze strachu i przegrzania na pokładzie rakiety). Dopiero w styczniu 1958 roku specjaliści z USA umieścili na orbicie swego pierwszego satelitę, a w marcu drugiego – Vanguard 1, który do dziś krąży wokół Ziemi (i według obliczeń będzie to robić jeszcze przez 200 lat). Dziś do kosmicznego peletonu dołączają kolejne państwa. I choć sam wyścig nadal ma znaczenie polityczne, współczesne satelity to przede wszystkim biznes.

WIZJONER Z CARSKIEJ ROSJI


Podwaliny teoretyczne pod całą eksplorację kosmosu położył na przełomie XIX i XX wieku Konstantin Ciołkowski (żaden polski autor nie może pominąć milczeniem faktu, że ojciec Ciołkowskiego był Polakiem). To on obliczył, jaką trzeba nadać prędkość obiektowi poruszającemu się po orbicie, by nie spadł na Ziemię, i zaproponował konstrukcję rakiety. Był to niezwykle płodny naukowiec, a przy okazji wizjoner. Wymyślił stację kosmiczną, śluzę powietrzną, rakietę wielostopniową, silniki sterujące. Pracę („Isledowanije mirowych prostranstw reaktywnymi priborami” – Badanie światowych przestrzeni narzędziami reakcyjnymi), w której kładzie podwaliny pod współczesną wiedzę kosmonautyczną, opublikował w 1903 roku, gdy bracia Wright jeszcze składali rowery. A co ciekawe, Ciołkowski do emerytury pracował jako... nauczyciel matematyki w szkole średniej. Jego prace inspirowały wielu innych naukowców. W latach 30. i 40. XX wieku najwięcej w tej dziedzinie odkryli Niemcy, dlatego w czasie II wojny byli w stanie budować rakiety.

Po wojnie instalacje badawcze zostały zdemontowane, a naukowcy z dobrodziejstwem inwentarza przewiezieni do Rosji i Ameryki, gdzie pracowali dalej. Najważniejsze oczywiście było zbudowanie pocisków międzykontynentalnych do przewożenia ładunków nuklearnych, ale z czasem wiedza militarna posłużyła do mniej wojennych zastosowań eksploracji kosmosu. Choć z drugiej strony pierwsze satelity szpiegowskie wystrzelono już w 1959 roku, a wojskowi co i rusz wtrącali się do cywilnych projektów. Na przykład gdy powstawały promy kosmiczne, amerykańska armia zażądała dużej przestrzeni ładunkowej, by można było w niej umieszczać satelity wojskowe.

Rosjanie, widząc, że amerykańskie promy kosmiczne mogą być groźną bronią, zaczęli budować swojego Burana i odpuścili dopiero, gdy przekonali się, że Amerykanie naprawdę używają promów do zastosowań cywilnych (przynajmniej w znakomitej większości misji). Zresztą z kosmicznych technologii militarnych mogą również korzystać zwykli ludzie. Klasycznym przykładem jest globalny system nawigacji satelitarnej GPS, budowany pierwotnie przez Amerykanów dla wojska. Teraz Europa chce stworzyć własnego, całkowicie cywilnego Galileo, a Rosjanie wraz z Hindusami próbują skończyć budowę GLONASS, który też ma być powszechnie dostępny.

ZATŁOCZONA ORBITA


Przez ostatnich pięćdziesiąt lat naprawdę sporo sprzętu poleciało w kosmos. Według amerykańskiej Space Surveillance Network, agencji, która od 1957 roku śledzi wszystko, co krąży wokół Ziemi, wysłaliśmy na orbitę naszej planety 26 tys. obiektów, z czego dotąd lata nad naszymi głowami osiem tysięcy (tych większych – drobnych odłamków nikt nie liczy). Tłok straszliwy, a przygnębiający może być fakt, że większość to śmieci: resztki rakiet, martwe satelity itp. Raptem 860 obiektów można zakwalifikować jako użyteczne. Ale trzeba też przyznać, że użyteczne niezwykle. Oprócz wspomnianego systemu GPS, który staje się tak popularny, że można nawet kupić urządzenia nawigacyjne do roweru, na co dzień korzystamy z telewizji satelitarnej. Nieocenione usługi – zwłaszcza podróżnikom albo korespondentom wojennym – oddaje także telefonia satelitarna.

Oprócz tego dzięki satelitom meteorologicznym potrafimy przewidzieć pogodę czy zobaczyć nadciągający huragan, a w maps. google.com obejrzeć z góry nasz dom albo miejsca, które zamierzamy odwiedzić w czasie wakacji. W eksploracji kosmosu rozzuchwaliliśmy się już do tego stopnia, że wysyłamy satelity, które krążą wokół innych planet. Wokół Marsa powoli zaczyna się robić gęsto, a co ciekawe, w 2009 roku wystrzelony zostanie pierwszy prawdziwy satelita telekomunikacyjny dla tej planety – Mars Telecommunication Orbiter. Będzie zajmował się przekazywaniem informacji z różnych sond i łazików badających Czerwoną Planetę. Wysyłamy również satelity heliocentryczne, które krążą po takich orbitach jak planety. Przykładem może być SOHO (Solar and Heliospheric Observatory), służący do badania Słońca. Z kolei sondy Pioneer 11 i 12 oraz Voyager 1 i 2 można uznać za sondy galaktocentryczne, ponieważ krążyć będą wokół centrum galaktyki, podobnie jak nasz Układ Słoneczny.

PODGLĄDANIE E.T.